poniedziałek, 11 stycznia 2021

Ka Klakla, Sochoń, Brągiel, Szuwałowa, Kuś, Sachs, Piercy

 I

Ka Klakla
dystans
granice wytrzymałości zamknięte na wieka
wieków jeszcze trzymają szwy spoiny nadal
jednolite jeszcze odkładamy sprawy
na miejsce na jutro
śni mi się ukraińska była żona kochanka
mojej matki i wielu kobiet matka polskim
dzieciom nigdy nie mylą się jej imiona
siedzi w rękawiczkach przy pustym stole
i nasłuchuje
wiosna na razie bez dłoni ale powoli wyłażą
w mieście ery postpandemicznej tramwaje
jeżdżą dokądkolwiek ode mnie do ciebie
dalej niż od ciebie do mniepierwszy dzień
finismundi rób tylko to co naprawdę ważne
spożywanie wydalaniekrycie
reszta to temat zastępczy
bierzcie i jedzcie gdy karmi was bezdzietna
ciotka systemu za słodko za dużo jedz
jedz bo nie urośniesz i umrzesz śmiercią
naturalną dla twojej branży nie pomoże
opaska uciskowa ani dobre bo polskie
przygryzam słowa gorzkie przedwiśnie
kwartet lichych wróbli wiecheć pakuł
gnany wiatrem bez celu głoduję myśląc
że okruchy to uczta
*















Ka Klakla – Urodzona w Krakowie. Studia magisterskie i doktoranckie na Wydziale Architektury PK, Studia pedagogiczne, nauczyciel przedmiotów technicznych, rysunku, plastyki i fotografii, Literackie studia podyplomowe UJ, studia z życia niecodziennego.
Poezja: Publikacje w Babińcu Literackim i w Wierszach na Murach, nominacja w kategorii debiut w 7 Konkursie Poetyckim Fundacji Dużego Formatu 2019, nominacja w Ogólnopolskim Konkursie na Autorską Książkę Literacką Świdnica 2019, wyróżnienie w konkursie poetyckim Babińca Literackiego 10.2019, wyróżnienie W XV konkursie im. K. Ratonia 2019, antologia poezji 111 Babiniec Literacki.
Proza: Powieść „Łotrzyca” – 1 miejsce w IV edycji konkursu im. M. Słomczyńskiego 2019 Księgarnia Akademicka 2020, antologia „Następni” – Księgarnia Akademicka 2019, antologia „SLApidarni” – Księgarnia Akademicka 2019.

II
Małgorzata Sochoń
podróż paznokcia
tamtego dnia przyjechałam z japońskimi cążkami
twoje paznokcie u nóg obcinały się łatwiej
niż kiedykolwiek
wydawało się nawet że z radością
pukają w ceratę na stole
zawadiacko strącają łuski farby ze ścian
a ten najbardziej zbolały
odbył iście cesarską podróż
na poduszce moich włosów
przewędrował wzdłuż wąską Lipową
pełną śladów po ściętych lipach
naczytał się szyldów
dwadzieścia minut podskakiwał w tyle autobusu
z lękiem przekroczył tory na przedmieściu
i pewnie zadrżał wraz ze mną
gdy we mgle zaryczała nagle
niewidzialna krowa
nic dziwnego że wieczorem zmęczony
spadł na podłogę w łazience
żałuję że nie zdążyłam opowiedzieć ci tego
i wielu innych historii
Wiersz ma już wiele lat. Nie napisałabym go, gdyby nie to, że któregoś razu, dawno temu, po powrocie od mojej chorej mamy, której pomagałam w różnych życiowych sprawach, także w obcinaniu paznokci, a więc, po powrocie od niej, już wieczorem, przed pójściem spać, czesząc w łazience swoje długie wówczas włosy, z których wyjęłam szpilkę automatyczną, podtrzymującą je w tzw. "upięciu", zauważyłam, że coś małego spadło z mojej głowy na podłogę. To był fragment paznokcia! Z wrażenia aż usiadłam na brzegu wanny. Przyglądałam się drobiazgowi, który ułożyłam na otwartej dłoni. Wyglądał jak odprysk cierpienia, kawałek smutnego życia, gdy reszta, dużo większa, została razem z mamą na pierwszym piętrze bloku, w dwupokojowym mieszkaniu z balkonem. I uprzytomniłam sobie, że ten fragment zbolałości, niewielki, półokrągły kawałeczek płytki paznokciowej z któregoś palca u stopy, zabrałam na fajną wycieczkę. Bo chociaż mama nie wychodzi z domu, jej paznokieć wyszedł! Wyjechał w świat, rozparty na mojej głowie, na upiętych włosach, wygodnie, jak cesarz na poduszkach w lektyce. I odpoczywał po ciężarach dnia.
Podróż paznokcia, to była też moja podróż. To ja idę tam, w wierszu, ulicami, i czytam kolorowe szyldy, żeby zapomnieć o troskach. To mnie przeraża ryk krowy ukrytej w gęstej mgle. Ja i paznokieć, to jedno. Zmartwienia mamy, są także moimi zmartwieniami.
Myślę, że mama śmiałaby się, słuchając opowieści o moim powrocie do domu z jej paznokciem niesionym na głowie. Ot, zabawna historyjka. Lecz, czy nie ma w niej jakichś symbolicznych, ukrytych niuansów?
Czasem mówi się: "Mam tyle na głowie!", a ja – dosłownie - miałam na głowie przez jakiś czas coś, co jest (niby) niczym. Niewielki okruch, kawałek martwej tkanki.
Lecz było to coś bardzo ważnego.
*




















Małgorzata Sochoń – autorka trzech zbiorów wierszy:
„Liryki domowe” (Białystok 2001) - debiut uhonorowany Nagrodą im. W. Kazaneckiego. O książce wspomina też Roman Honet w antologii „Poeci na nowy wiek” (Wrocław 2010).„Wplątane w kalendarz” (Białystok 2008) - książka zauważona przez krytyków Biura Literackiego, omawiających dla programu „poezjem” najciekawsze tomiki wydane w roku 2008. Pisze o niej Jakub Winiarski. Natomiast Karol Maliszewski, na łamach Odry z lutego 2009, tak podsumowuje swoją opinię: „...przy czytaniu tych wierszy doświadcza się stanów rzadko obecnych przy odbiorze współczesnej poezji. Przede wszystkim chodzi o coś tak wstydliwego, jak wzruszenie”.
„Wiersz o świcie” (Białystok 2019) - tomik nominowany do Nagrody Poetyckiej „Orfeusz Mazurski”.

III
Monika Brągiel – A mały statek odpływa
Problem polega na tym, że chcę się czuć bezpiecznie.
–
Trzy dziewczynki zbiegają z kamienistej górki.
Na trzech kanałach ogląda się, jak płonie niebo.
Trzy kanały mnożą się w nieskończoność, przemoc–
nie jest defensywna i trudno to przeoczyć.
Problem w tym, że tkwi się i nie ma się sił.
Serdeczna gościnność zastanego języka zniewala.
–
Trzy dziewczynki znajdują na strychu kotkę z młodymi.
Znoszą ostrożnie, bo gniazdo szerszeni.
Źródło: Magazyn Wizje
*

















Monika Brągiel (ur. 1991) – w 2012 roku wydała książeczkę z wierszami pt. Kim się nie jest. Łatwo się poddaje.

IV
Iryna Szuwałowa
mała elegia noworoczna
2
rok nie zwraca na nas uwagi. tego dnia
jego wielkie mięsiste serce
bije nie szybciej niż zazwyczaj. to wszystko my
wymyśliliśmy że on
jak zwój płótna
ma koniec i początek
kiedy korzenie i korona roku się zbiegają
on trwa jak smutna pieśń
śpiewana przez kogoś samotnego
kto siedzi na brzegu ciemnej wody
widzi jak podebrawszy szeleszczące spódnice
w milczeniu wchodzą do wody i wychodzą gwiazdy
nie wstydząc się swoich białych kolan
to ja boże
myśli ktoś stojąc przy oknie
obserwując trwanie nocy
triumfalny pochód śniegu
nieistnienie miasta
cienie latarni
czepiają się jak dzieci
ich złotych rękawów
okna szpitala miłosiernie gasną
ciężar nocnego ognia kładzie się nam na powieki
to ja boże
myśli ktoś
a kto to – ja?
Przetłumaczyła Aneta Kamińska
*



















Iryna Szuwałowa (1986) – ukraińska poetka i tłumaczka. Absolwentka Wydziału Filozofii Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki oraz Kijowskiego Instytutu Tłumaczy. Jako stypendystka programu Fulbrighta uzyskała stopień magistra z literaturoznawstwa porównawczego w USA. W 2016 roku rozpoczęła studia doktoranckie na uniwersytecie w Cambridge. Autorka książek poetyckich: „Ran” (2011), „Os” (2014), „Az” (2014) oraz „kamińsadlis” (2020). Laureatka licznych nagród za twórczość poetycką i translatorską.

V
Mira Kuś
Miłość
to przeprowadzić się o kilka pięter wyżej
kupić nowe meble musztardówkę zamienić na szklankę
brak powietrza zamienić na powietrze
nic zamienić na wspólny stół i tzw. wspólne łoże
miłość to kilkupiętrowe oszołomienie to przejażdżka
w chmurach na rowerze (proszę bez aluzji) miłość
no miłość to przeprowadzić się o kilka pięter wyżej
i patrzeć jak spadamy coraz niżej zresztą miłość
kto ją tam wie
*















Mira Kuś wł. Mirosława Kuś, ur. 30 grudnia 1948 w Gorlicach – polska poetka, publicystka, autorka bloga, autorka tekstów piosenek, członkini Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, absolwentka filologii polskiej UJ. Laureatka wielu konkursów literackich, pisze również dla dzieci. Debiutowała w 1978 roku, wydając tomik pt. Wiersze, w sześciu egzemplarzach.

VI
Nelly Sachs
* * *
W ucieczce
jakież wielkie przyjęcie
po drodze –
Okutana
w chustę wiatrów
ze stopami w modlitwie piasku
który nigdy nie może powiedzieć Amen
musi bowiem
z płetwy w skrzydło
i dalej –
Chory anioł
wkrótce pozna morze –
Ten kamień
z inskrypcją muchy
oddał się w moje ręce –
Zamiast ojczyzny
trzymam przemiany świata –
Przełożył Ryszard Krynicki
*



















Nelly Sachs, urodziła się 10 grudnia 1891 roku w Berlinie, zmarła 12 maja 1970 roku w Sztokholmie i była niemiecką poetką liryczną, autorką dramatów i tłumaczką żydowskiego pochodzenia. I właśnie ze względu na pochodzenie w 1940 uciekła z Niemiec do Szwecji. Laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1966. Nagrodę otrzymała wspólnie z izraelskim, piszącym po hebrajsku, prozaikiem Szmuelem Josefem Agnonem. Ukazywała martyrologię Żydów w czasach hitleryzmu, odzwierciedlając osobisty dramat, poszukującej w żydowskiej i chrześcijańskiej mistyce drogi do zrozumienia sensu życia. Jej poezja jest wyrazem głębokiego humanizmu.

VII
Marge Piercy

Małżeńska zimna wojna

Miłość do ciebie to ciepły pokój
a ja pamiętam,
jak mieszkałam na księżycu.
Popiół i wyszczerbione kratery,
zimne lśniące miejsce pod
czarnym stalowym niebem.
Gwiazdy przebiły mnie,
przenikając moją tajemnicę,
ból i pragnienia.
Tortury zadawane igłami przez wiedźmę.
Oczy, czyż jestem coś warta?
Chyba nie. Przedmioty
wyłoniły się z milczenia,
dziwaczne jak medale
za nieznane zasługi:
wiśnie w czekoladzie
toczące się z Synaju,
pąki róż różowe
jak pierwsza dziewczęca szminka do ust.

Gdy złożyłam głowę na skale,
skała recytowała bez końca —
jak płyta do nauki języka —
moje grzechy i błędy.

Miesiące krwawiły z nas
powoli.
Krajobraz opustoszał.
Chłód trwał.

Pewnego dnia rozlepiono
rozporządzenia.
Nie wiedziałam, że tam są granice,
pierwsze żywopłoty, pale,
a w końcu kolczasty drut.
Jego kogut zapiał:
nie znam ciebie,
pokutuj i pozostałe homilie.
Szachownica wymarłych wulkanów.
Musiałam odejść.

Martwe ciało
można było tylko
pożreć.

Przełożyła Teresa Truszkowska
*
Marge Piercy (1936) – powieściopisarka, eseistka i poetka, działaczka społeczna znana przede wszystkim ze swojej feministycznej prozy, laureatka wielu nagród literackich.

niedziela, 3 stycznia 2021

Nosowska, Jankowska, Osiecka, Szweda, Charpé, Tylman, Mueller

 I

Katarzyna Nosowska
Pół oddechu
Nie pozwalaj mi
W pół oddechu wyjść
Wykrzyknikiem strasz
Cofnij mnie spod drzwi
Bo wybiegnę w noc
Bo się porwać dam
Byle komu do
Byle gdzie na złość
Klepię życie jak różaniec
Jak paciorki bliźniacze dni
Smaku! Jak w opłatku mi brak
Z butelki sączyć chcę abstrakcję
Zrobić skok w namiętność - na łeb
Dreszczy deszczu mi brak
Nie pozwalaj mi
W pół oddechu wyjść
Wykrzyknikiem strasz
Cofnij mnie spod drzwi
Nie pozwalaj mi...
Tonie słońce w horyzoncie
Mnie zalewa proza, ech!
Rymów! Jak w wierszu mi brak
Gdzie motyle kolorowe
Fale, pod sercem sztorm
Pustka! Byle ćmy nawet brak...
*



















Katarzyna Nosowska (1971) – polska piosenkarka, autorka tekstów, kompozytorka, felietonistka, pisarka i osobowość medialna. Członkini Akademii Fonograficznej Związku Producentów Audio-Video. Honorowa Ambasadorka Szczecina
*
Fot. Gala

II
Magdalena Jankowska
Kto się tu liczy
Jest Warszawa. Jest Kraków. Jest centrum
i prowincja – sezonowy pępek świata Są nowi
barbarzyńcy i starzy znajomi – bz. B. Z.
od kilkudziesięciu miesięcy. Jest setka
uzdolnionych z jednego pokolenia. Są
donośne głosy i nagłośnione nazwiska. Są różne
szkoły. Ściany mają uszy, ludzie języki a spryt
często bardzo długie nogi. Ścieżki szybkiego
druku nie zawsze wiodą przez redakcyjne
biurko. Jedni są doctus, inni „kaskaderzy”
Są wschodzący i świeżo zeszli. Śmierć
jest formą reklamy
To wszystko
jest do zapomnienia
kiedy się czyta
wiersz
*
Uzasadnienie:
Wiersz „Kto się tu liczy” zdecydowałam uznać za swój najważniejszy, ponieważ wyraża coś tak zasadniczego dla artysty, jak wiara w siłę sztuki – tu spełniającą się w indywidualnym akcie czytelniczym. Udało mi się, jak sądzę, wyrazić to bez patetycznej deklaratywności. Zaczynam więc od strzępków zdań z giełdy literackiej, na którą składa się zarówno hierarchia ustanawiana przez krytyków, jak i krążące pocztą pantoflową historyjki o autorach. (Od lat związana ze środowiskiem literackim miałam możność doświadczania, jak w swobodnej rozmowie jedno z drugim się miesza). Krótkie oświadczenie „To wszystko” zdaje się sprowadzać życie literackie do opisu sportowych wręcz zmagań, etykietowania zjawisk i rejestru personalnych strategii w drodze po sukces. Dopiero kolejny werset, po podwójnej spacji, daje sygnał, że plotkarski język przechodzi nagle w oświadczenie (zagarniające frazę „To wszystko”): „jest do zapomnienia/kiedy się czyta/wiersz”. I to staje się zaskakującą puentą.
Wiersz powstał w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku (wszedł do tomu „Tak się składa”, Lublin 1998), kiedy geografia poetycka była wyraźnie spolaryzowana. Kraków to, nie licząc Noblistów, pokolenie brulionu, zwłaszcza Marcin Świetlicki. Warszawa miała Andrzeja Sosnowskiego i Eugeniusza Tkaczyszyna – Dyckiego (który nieco wcześniej studiował w Lublinie i współtworzył „Kresy) oraz |Marzannę Bogumiłę Kielar, żeby się ograniczyć do wstępujących. Z prowincjonalnym pod wieloma względami Lublinem, którego ranga kulturalna była jednak wysoka (dwa uniwersytety, dwa kwartalniki literackie, kilka znakomitych teatrów autorskich) związany był Bohdan Zadura, poeta osiągający wówczas apogeum popularności. I to on kryje się pod inicjałami B. Z.
Nowe nazwiska i kolejne tomy zmieniły nieco poetycką mapę kraju, ale mam nadzieję, że i w zmienionym kontekście mój wiersz nie stracił swojej wymowy. Nadal niesie wiarę w wewnętrzny potencjał dzieła.
*



















Magdalena Jankowska ur. w Puławach (1953). Autorka tomów poezji: I co dalej?(1990),Kula i Skrzydło (1992),Zbiór otwarty (1994),Tak się składa (1998),Już (2002), Salon mebli kuchennych (2006),Skrzyżowanie (2011),Dobierany (2014),Globalne ocieplenie (2019); powieści Billing (2001) oraz zbioru miniatur prozatorskich Gabion (2015). A także dwóch wyborów recenzji i sprawozdań teatralnych: Tak, widziałam to. Tak to widziałam (2016) i Teatralną serpentyną. Zapiski z Lublina (2018). Pracowała jako dydaktyczka w UMCS w Lublinie (filologia polska) i Kolegium Nauczycielskim Języka Polskiego w Radomiu. Jest stałym współpracownikiem „Akcentu” i „Kresów” przez cały okres ich istnienia. Mieszka w Lublinie. Należy do SPP.

III
Agnieszka Osiecka
Przysięgi na nowy rok
Nie mieć sieczki w głowie,
nie mówić „bądź sobą”
i „uśmiech leczy”.
Nie wierzyć w to!
Nie cieszyć się małym,
nie głaskać złotego promienia na sierści jamnika,
nie używać słów „czerwoni” i „czarni”,
raczej czytać „Czerwone i czarne”,
nie pisać sonetów po wódce,
nie pisać dzienników,
nie pisać not wydawniczych…
Pisać!
Nie łudzić się co do „N”
ani co do „B”,
nie mieć pretensji,
się nie babrać.
Nie cytować romantyków
ani innych,
nie drwić z Asnyka,
nie mówić „nie znoszę polityki”,
śledzić bacznie pierwsze strony gazet,
zadzierać
czasami
głowę do nieba.
Pozbyć się przyjaciół, których się nie cierpi,
nie brać udziału w konkursie na najmilszą gębę,
nie mieć szefa Tam ani tu,
nie przesadzać z prohibicją marzeń,
dbać o czystość bólu,
nie trzepać motyli po plecach, kiedy nikt nie widzi,
a nad ranem, o czwartej, wymagać od siebie więcej niż „umyj zęby”.
Nie rodzić po ludzku,
być zwierzakiem kiedy trzeba,
nie zagłaskiwać młodych poetów,
a Swojej poezji –
nie obcinać warkoczy,
NIE KOCHAĆ bliźnich…
Kochać jednego jedynego człowieka pachnącego tobą
jak piesek,
któremu pachnie z pyszczka…
Pamiętać, że małe narody wsiadają do autobusów,
które je wiozą na śmierć.
Nie opowiadać dowcipów.
Oddać krew.
*



















Agnieszka Osiecka (1936 - 1997) – polska poetka, autorka tekstów piosenek, pisarka, reżyserka teatralna i telewizyjna, dziennikarka. Wspaniała, piękna kobieta o skomplikowanej osobowości. Muza wielu pisarzy i poetów, która nazywała siebie poetessą, a o niej mówiono, jako o "osobowości wielorakiej", poetce piosenki. Utalentowana, zagmatwana w sobie, uparta, błyskotliwa, tajemnicza, niejednoznaczna i niekonwencjonalna, kreatywna, pełna pasji i apetytu na życie, zakochana w wolności - niezapomniana. Jej teksty do dzisiaj wzruszają, bawią, uczą, zatrzymują. Legenda głosi, iż mimo, że była autorką dwóch tysięcy tekstów piosenek, nie była muzykalna i nie umiała śpiewać, jednak świetnie czuła frazę i potrafiła napisać idealny tekst do muzyki ("Noce i dnie", "Jan Serce").
*
Fotografia autorstwa znanej i bardzo cenionej autorki portretów gwiazd, Zofii Nasierowskiej (1938 -2011).

IV
Katarzyna Szweda
llorona
odpłynęłaś w tamte suche strony
chyżą rio wisłoką grande
łódką z wanny wypchaną po czubek kiczery
łzawice dzieci oddawałaś po drodze ziemi
wykarmiłem je pokrzywą i sianem
jakby były własne
pod próg przyniosłem ci strumień
wypłakałaś sobie takie eldorado
pod próg przyniosłem ci
przynętę i sznurek
*



















Katarzyna Szweda – ur. w 1990 r. Poetka i fotografka. Wychowywała się w Beskidzie Niskim na Wrzosowej Polanie. Autorka książki poetyckiej pt. „Bosorka” (Biuro Literackie). Mieszka i pracuje w Krakowie. Bada swoją łemkowskość.
*
Autor zdjęcia Maksymilian Rigamonti

V
Ulana Charpé
***
jeśli zanurzyć się głową w ciemność
(les ténèbres jak mawiał jeden mój znajomy)
z całą pokorą i żałobą
przejść się nizinnymi francuskimi rues
naoddychać się i natchnąć libertés i wyziewami wstydu
można trafić prostu do celu albo właściwie donikąd
(ciągle jeszcze jesteś po tej samej stronie co ja?)
można utknąć gdzieś na rogu d'Orsay
czy wynurzyć się nad żywiołami Seine
i na zawsze pozostać dla kogoś
l’étranger
dla kogoś kością w gardle pulsującą
żyłą
jeśli sprawnie płynąć z prądem
i zachowywać brzeg w zasięgu wzroku
non non
to nie da ci żadnych gwarancji
budzenia się właśnie tam czy właśnie z tą
to nie ochroni cię ostrożnego
od cieni byłych w lustrze
od zimnego drżenia kamieni węgielnych pod
płynącą wodą
bo po prawdzie między nami mówiąc
mogłabym być dla ciebie kimkolwiek
gdybym nie była sobą
Przełożyła Aneta Kamińska
*



















Ulana Sharpe – ukraińska poetka i tłumaczka pochodzenia rumuńskiego. Urodziła się w Iwano-Frankiwsku, gdzie studiowała polonistykę. W 2017 r. okazał się jej tom wierszy „Poszepky”, za który otrzymała nagrodę Złoty Klarnet. Obecnie jest doktorantką na Uniwersytecie Warszawskim w Zakładzie Literatury XX i XIX wieku.

VI
Barbara Tylman
Wariatka
Nie namawiaj mnie bracie
do zwierzeń, gdy księżyc pękaty.
Jestem wtedy nie całkiem
normalna.
Nie wstydzę się nagości.
Z braku toalet, drogich świecidełek,
zakładam kamienne korale.
Chodząc po wertepach,
bezwiednie wariatką się staję.
O chwilę rozmowy poproszę cię
bracie, gdy burza rozedrze wieczór,
a deszcz z ust wypłucze słowa.
Nie będzie wtedy
ptaka co w piersi trzepocze,
nie będziesz wariatki żałował.
*


















Barbara (Maria) Tylman – rocznik 1947. Urodziła się i mieszka w Poznaniu. Z wykształcenia i zamiłowania handlowiec. Na drogę literacką wstąpiła po przejściu na emeryturę. Od 2001 roku związana z Klubem Literackim CK „Zamek” (obecnie „Dąbrówka”), od 2007 roku należy do Związku Literatów Polskich Oddział w Poznaniu. Uprawia poezję i prozę. Pisze bajki dla dzieci. Laureatka licznych konkursów poetyckich i literackich. Publikuje w krajowej prasie literackiej oraz prasie lokalnej. Autorka ośmiu tomików poetyckich i dwóch zbiorów opowiadań.

VII
Lisel Mueller
Rzeczy
Stało się tak, że poczuliśmy się samotni
żyjąc pośród rzeczy,
więc daliśmy zegarom twarz,
krzesłom plecy,
stołom cztery solidne nogi,
które nigdy nie czują zmęczenia.
W naszych butach umieściliśmy języki
tak gładkie jak nasze własne
i zawiesiliśmy serca wewnątrz dzwonów
by móc słuchać
ich afektywnego języka,
a ponieważ uwielbialiśmy kształtne sylwetki,
dzban otrzymał dzióbek,
butelka długą, smukłą szyję.
Nawet to, co nas przerastało
przekształciliśmy na nasze podobieństwo,
krajom daliśmy serca,
cyklonom oczy,
jaskiniom usta
by móc przejść gdzie nic nam nie grozi.
Przełożył Janusz Solarz
*
Things
What happened is, we grew lonely
living among the things,
so we gave the clock a face,
the chair a back,
the table four stout legs
which will never suffer fatigue.
We fitted our shoes with tongues
as smooth as our own
and hung tongues inside bells
so we could listen
to their emotional language,
and because we loved graceful profiles
the pitcher received a lip,
the bottle a long, slender neck.
Even what was beyond us
was recast in our image;
we gave the country a heart,
the storm an eye,
the cave a mouth
so we could pass into safety.
*














Lisel Mueller (1924-2020) urodziła się w Hamburgu. Jej ojciec, profesor uniwersytecki, naraził się władzom hitlerowskim i musiał uciekać z kraju by osiedlić się w końcu, jako uchodźca polityczny, w Evansville w stanie Indiana w USA. Jego żona i dwie córki dołączyły do niego na dwa miesiące przed wybuchem wojny w Europie. Mueller zaczęła pisać wiersze po śmierci matki w 1953 roku. Pracowała jako krytyk literacki i jako wykładowca na renomowanym University of Chicago. Otrzymała wiele nagród, między innymi nagrodę im. Pulitzera w 1997 roku.
Odkryłem jej wiersze dopiero gdy przeczytałem jej nekrolog, już w pandemicznej kwarantannie. To jest wspaniała, uniwersalna poetka.

Redakcja Babińca Literackiego zaprasza!

 Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy! Po dłuższej przerwie w blogowaniu, przedstawiamy Państwu obecny skład redakcji Babińca Literackiego...