I
Natałka Biłocerkiweć – [Drży woda w szklance, i drży]
Drży woda w szklance, i drży
od chłodu. I jak kobieta dygocze
od chłodu. Zimne teraz są noce,
jeszcze chwila – spadnie pierwszy liść.
Już rok miłości naszej przeminął,
a wciąż jakby zapach tego liścia,
i ta woda, w tej szklance I blisko
do tego roku, który już przeminął.
I ten but, odrzucony na bok,
i na krześle ubranie. I do ranka
jakiś wiatr tunelowy pieni szklankę:
jeszcze chwila i tryśnie z niej strumień.
Więc co, stulecie? Może krok,
jeśli płonie czarno-jedwabny tunel,
i wrzesień – tylko przypadkowy krzyk,
i całe życie – łyk albo strumień...
Przełożył Bohdan Zadura
Natałka Biłocerkiweć (1954r) – ukraińska poetka i krytyk literacki. Mieszka i pracuje w Kijowie. Wydała m.in. Balladę o niepokornych (1976), W krainie mego serca (1979), Podziemny ogień (1984), Listopad (1989), Alergia (1999, Nagroda „Kryształ Vilenicy” 2001), Hotel Central. Wiersze wybrane (2004) i tom esejów W kontekście epoki (1990). Pracuje w redakcji miesięcznika „Ukraińska Kultura”. Jej wiersze w przekładach Bohdana Zadury były drukowane w antologii "Wiersze zawsze są wolne" i kilkakrotnie we „Frazie”.
Bohdan Zadura (ur. 18 lutego 1945 w Puławach) – polski poeta, prozaik, tłumacz i krytyk literacki. Debiutował w 1962 na łamach miesięcznika „Kamena”. Wieloletni redaktor kwartalnika „Akcent”, od 2004 redaktor naczelny „Twórczości”. Autor przekładów m.in. z angielskiego, ukraińskiego i węgierskiego.
II
Izabela Kawczyńska
Kiedy pęka, jest rzeką
Nic mi nie chce żyć, powiedziałam.
To mógł być rok węża, rosły włosy i drzewa,
i mój głód jakiegoś boga, co zawsze był daleko, daleko,
i paznokcie rosły, więcej nic.
To mógł być miesiąc, w którym cię spotkałam,
nazwałam go sutrą falującej trawy na cześć wszystkiego,
co kiedyś umrze. Wszystko kiedyś umrze, powiedziałam
i udawałam, że nie będę płakać.
Jakby nas wcale nie było, to mógł być ten dzień i ta chwila,
i naszych dzieci, i ich dzieci, nic. Tamtego lata nauczyłam się
pływać, ale nie powiedziałam jeszcze całej prawdy:
mam wielką nadzieję, że niebo, jeśli istnieje
jest oceanem.
// Wiersz pochodzi z tomu „Linea nigra”, będącego jedną z nagród w II Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim Babińca Literackiego.
Izabela Kawczyńska – wydała powieść „Balsamiarka” (2015) oraz zbiory wierszy: „Luna i pies. Solarna soldateska” (2008), „Largo” (2009), „Chłopcy dla Hekate” (2014), „Linea nigra” (2017). Za książkę „Luna i pies” otrzymała II nagrodę w konkursie Złoty Środek Poezji. Jej wiersze tłumaczono na język francuski i niemiecki.
III
Frida Kahlo ***
Czuję się dobrze...
Dobrze pogrążona,
dobrze rozczarowana,
dobrze pusta...
Dobrze znudzona,
dobrze wkurzona.
Dobrze przegrana,
dobrze rozchwiana,
dobrze zmęczona.
W końcu:
czuję się dobrze.
Przełożyła Saba Mazur
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=284021968833777&set=a.155137878388854.1073741831.100016779288658&type=3&theater
Frida Kahlo - meksykańska artystka, malarka, znana szczególnie z tworzenia autoportretów. Jej twórczość klasyfikuje się jako folkloryzm, surrealizm, sztukę prymitywną. Na swoich obrazach umieszczała często motyw fizycznego i psychicznego cierpienia.
http://www.rozswietlamykulture.pl/reflektor/2014/11/13/jak-to-jest-z-frida-kahlo/
IV
Dominika Lewicka-Klucznik
#drugikonkursbabińca
#konkursowypiątek
Osoblizny
Zawsze spała na lewym boku. W gazecie przeczytała,
że w ten sposób chroni serce. Dbała o siebie i powinno
być jej łatwiej. Po operacji musiała zmienić pozycję.
Blizna po piersi puchła i ciało straciło równowagę.
Czuła, jak zapada się w sobie i nosi ją jedynie szara
sukienka. Jeszcze nie dobrała protezy. Czeka, bo może
z resztą włosów pozbędzie się również drugiej piersi.
Wtedy będzie równo. Dla kobiet jest inna sala. Podobno
ma być bardziej intymnie. Gdy siedzą podłączone do kroplówek
w różnych kolorach, to wyglądają jak małe skurczone klony
o połyskujących czaszkach. Beznadzieja miesza się tu z walką
o każdy dzień. Nowe diagnozy i szarlatańskie terapie bywają
jedynym światłem w tunelu. Ale głos rozsądku mówi nie idź tą drogą.
Dominika Lewicka-Klucznik – 40 lat, animatorka, poetka. Od marca 2014 jest prezeską Stowarzyszenia Alternatywni, które zajmuje się organizacją wydarzeń kulturalnych w Elblągu. Jest pomysłodawcą i głównym organizatorem Festiwalu Literatury „Wielorzecze”.
fot. Marek Piosik
V
Aleksandra Zegar
Bristol Temple Meads - Cardiff
Ptak nakręcacz dziobie mnie w kolano.
Bolą mnie wszystkie różowe śrubki.
Z takiego samego umaszczenia zrobili daszek nad wózkiem.
W środku leży sztuczne futro i jest brudne od spodu.
Szyny cichną, więc zwalniamy.
Niebieskie dziecko patrzy na rozlaną kawę,
zrobiła ścieżki w linoleum.
Teraz rzeki ślad rysuje Mickey Mouse.
Nadal potrzebny mi pancerz przeciwwzrokowy.
Użytkownicy niepełnosprawni w podróży
powinni stosować hamulce.
Ktoś wyłania się z płaszcza bordo,
zastanawiają mnie jego szczeliny,
są bardzo twarzowe.
Jest pięknie, it’s beautiful.
Krokodyl zjada mnie od skóry, bo teraz nie wiem,
a tylko jak wiem, jestem w stanie ją zrzucać sama.
No i nici ze stylu vegan.
Kiedy jestem sam/a, to nie jestem.
Aleksandra Zegar - studentka filologii polskiej na UWr i kursantka fotografii w OPT we Wrocławiu. W 2017 roku wydała własnym sumptem książkę fotograficzną, która na znak protestu wobec nazywania rzeczy po imieniu nie ma tytułu. Interesuje się chaosem, czyli wszystkim po trochę. Wyznaje teatr i uczy się pisać. Kiedy była mała, chciała zostać Włóczykijem.
VI
Inna Zawhorodnia - Muza 2
(jeśli uderzą cię w jedną nogę –
nadstaw drugą)
Biłeś mnie czy nie,
Czy po mnie malowałeś,
Ale na plaży wszyscy myślą,
Że jestem ofiarą przemocy domowej.
Na lewej nodze mam
Siniaka koloru morza przy brzegu.
Na prawej nodze mam
Purpurowy zachód słońca nad morzem czarnym jak dziupla.
Kobiety wiedzą na pewno, że biłeś,
Oceniając na oko, ile musiałeś wtedy wypić.
Mężczyźni wiedzą na pewno: biłeś.
Nie wiedzą tylko, dlaczego po nogach.
I kobiety, i mężczyźni starają się
Nie zatrzymywać na mnie wzroku,
Ale przyciąga go jak magnes,
Bo tam w siniakach jest moja krew,
W której jest dużo żelaza.
Dziuplę można zakryć,
Kładąc lewą nogę na prawą,
Ale wtedy na mojej lewej nodze
Odsłania się błękitne oko.
Kobiety patrzą na mnie
Ze smutnym współczuciem.
Mężczyźni myślą o tym,
Czym to tak zawiniłam.
Będę kwitnąć jeszcze cały tydzień.
Po raz trzeci tego lata zakwitnę.
Na prawej nodze będę mieć
Purpurową różę Kairu.
Z języka ukraińskiego przełożyła Aneta Kamińska
Inna Zawhorodnia – urodziła się w 1984 roku na południowym wschodzie Ukrainy. Studiowała dziennikarstwo w Dnieprze (dawniej: Dniepropietrowsku) i Moskwie. Od 2012 roku mieszka w Bonn. Autorka książki poetyckiej „Banalnosti” (2012). Jej wiersze były tłumaczone na język polski, rosyjski i angielski.
niedziela, 9 września 2018
czwartek, 6 września 2018
Nie musimy tylko siedzieć cicho i ładnie wyglądać jak w czasach belle epoque. Z Karoliną Kułakowską rozmawia Katarzyna Zwolska-Płusa
Katarzyna: Twoja debiutancka
książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Było tam sporo –
malarstwo, kobiecość, męskość, miłość, lęk. Ale dostałaś
łatkę – poetka od erotyków. Masz poczucie, że oczekuje się od
Ciebie pisaniu erotyków już zawsze?
Karolina:
Nie wiem, czego się ode mnie oczekuje, ale myślę, że łatkę
„poetki
od erotyków” już mam i pewnie się jej nie pozbędę. To jak w
świecie filmu, kilka razy aktorka zagra pewien typ kobiety i zostaje
„seksbombą”,
„intelektualistką”
albo
„mamuśką”.
Pamiętam jak czytałam biografię Ingrid Bergman i była tam taka
anegdotka właśnie na temat postrzegania jej jako aktorki typu
„idealna
żona i matka”, bo w taki sposób Hollywood chciało ją widzieć i
tak ją kreowało w filmach. A ona akurat wtedy miała romans z
żonatym Rosselinim... Wróżono jej szybki koniec kariery, bo jak to
– „macierzyńska”
kobieta a tu taki skandal. Nagle okazało się, że nawet matka ma
swoje potrzeby, że wymyka się schematom.
Katarzyna: Jako poetka,
kobieta, żona próbujesz unikać szufladkowania? Jak to wygląda w
życiu i poezji?
Karolina:
Tak,
nie lubię szufladek, choć czasami są one przydatne, porządkują,
a jak wiesz, lubię mimo wszystko jakiś tam porządek.
A tak na poważnie, to staram się walczyć ze stereotypami. W
twórczości łączę poezję i prozę, bo jednak taki „prozowaty”
zapis ostatnio stosuje i jest mi z tym dobrze. Wiem, że krytycy
różnie na to reagują. Pamiętam jak kilka lat temu czytałam
książkę Bronki Nowickiej pt. „Nakarmić
kamień”.
Zrobiła na mnie wówczas ogromne wrażenie. Później przeczytałam
w jakiejś recenzji, że to taka ani proza ani poezja, że ciężko
to określić i tak dalej. To wszystko w tonie mało pochlebnym.
Pomyślałam wtedy – no i co z tego? Czy trzeba się sztywno
trzymać jednej formy? Na mnie wolność działa motywująco, można
powiedzieć, że im więcej jej mam, tym lepiej tworzę. Tak też
miałam z malarstwem
na studiach, pamiętam moment, kiedy nagle mogłam zacząć
eksperymentować z abstrakcją, wykorzystywać różne materiały,
tworzyć kolaże. Wtedy się zmieniło moje pojmowanie sztuki.
Erotyk
w kwadracie [Za mało mi ciebie]
Gustavowi
Za
mało mi ciebie,
więc zmieniam
kolor
zasłon na bliższy.
W
błękicie wszystko jest możliwe.
Za
mało mi odcisków ciepłej dłoni
na
tunice.
Odnajdujesz mnie
pomiędzy
turkusem a szarością
z
ziarnami kawy na piersiach.
Za
mało mi wiatru z Attersee
zimą.
Twoje palce pachną tytoniem i farbą.
Szafirowe
mozaiki wplatasz we włosy.
Na
biodrze zapłonął złoty kwadrat.
(z
tomu „Puste muzea”)
Katarzyna: Co Ty na to, by
przenieść kilka naszych rozmów do sfery publicznej? Zacznę bez
ogródek. Pamiętam doskonale jak opowiadałaś mi o tym, co czasem
spotykało Cię ze strony mężczyzn w kontekście tworzenia przez
Ciebie między innymi erotyków. Kobieta, która pisze takie wiersze
musi liczyć się z niewybrednymi komentarzami?
Karolina:
Każda osoba, która tworzy i poniekąd wychodzi z twórczością „do
ludzi”, musi się liczyć z różnymi komentarzami odnośnie tego,
co robi. Dopóki niewybredne teksty tylko tego dotyczą, to wszystko
jest w porządku. Choć wiadomo, że nikt nie lubi być krytykowany,
tym bardziej osoby wrażliwe, a do takich zaliczamy artystów. Często
jednak komentarze odnoszą się bezpośrednio do autora, oceniają
jego samego. I
to już nie jest fajne.
Trochę
słyszałam czy czytałam na swój temat. Pamiętam, jak po jednym
spotkaniu autorskim jakiś pan był zdziwiony i powiedział coś w
tym stylu: „Początkowo
sądziłem, że przyjechała taka z ładną buzią, głupiutka, ale
okazało się, że jednak ma coś do powiedzenia”. To taki pierwszy
lepszy przykład, który pokazuje w jaki sposób jesteśmy jako
kobiety często postrzegane. Zastanawiam się, czy gdyby przyjechał
przystojny mężczyzna, to też by usłyszał analogicznie od jakiejś
pani coś takiego? Nie wiem, ale raczej o urodzie mężczyzn się
tyle nie dyskutuje, na pewno nie w takim kontekście.
![]() |
| Aytoportret w turkusowej opasce |
Katarzyna: Uroda ma wpływ na
to jak kobiety są postrzegane w środowisku literackim? Czy to
raczej, Twoim zdaniem, jakieś kuriozalne przypadki?
Karolina:
Sądzę,
że uroda w każdym środowisku raczej pomaga, niż szkodzi, bo
jednak pierwsze wrażenie dla większości ludzi jest ważne.
Jesteśmy w głównej mierze wzrokowcami, tym bardziej w dobie
Internetu. Jesteśmy „zaobrazkowani”. Z drugiej strony – jeśli
za ładną twarzą nie stoi „ładne wnętrze”, jakieś głębsze
przemyślenia, to wtedy taka osoba szybko traci na atrakcyjności,
również twórczej. Najważniejsze to nie bać się mówić o
urodzie, nie demonizować jej. Przecież każdemu zdarza się mówić
o kimś ledwo poznanym lub
o nim myśleć. Dopóki są zachowane zdrowe granice, nie dzieje się
nic złego.
Katarzyna: Doskonale pamiętam
jeden z takich komentarzy, który pojawił się na mojej tablicy pod
jakąś dyskusją. Poeta napisał tam, że musiałaś mieć wielu
mężczyzn, konkretnie chodziło mu o ich pewną część ciała.
Obie zostałyśmy szybko „zdyscyplinowane”. Kobiecie bowiem nie
przystoi przeklinać a Ty to zrobiłaś.
Karolina:
Tak. Dobrze, że przypomniałaś mi tamtą sytuację, bo o niej
zapomniałam. Kobieca seksualność zawsze była tematem ogólnego
zainteresowania, jest to zresztą dość obszernie udokumentowane.
Wciąż od czasu do czasu pojawiają się różne komentarze z tym
związane. Jak widać niektórzy nie potrafią się pogodzić z
równouprawnieniem, nie dają na to przyzwolenia. Ich zdaniem kobieta
ma siedzieć cicho i ładnie wyglądać – jak w czasach belle
epoque. Szczęśliwie
tamte czasy się już skończyły. A my możemy być sobą i
powiedzieć: chuj z tym.
Katarzyna: Często wyróżniasz
się ubiorem. Kiedy zobaczyłam Cię pierwszy raz byłam oczarowana.
W moim odczuciu jesteś artystką totalną – przenosisz estetykę,
o której piszesz na obszar wyglądu i nawet wystroju domu.
Karolina:
Dziękuję. Lubię być szczera z innymi i ze sobą. Możliwe, że
stąd u mnie taka całościowa estetyka. Na początku studiów
wyrabiałam gust w różnym zakresie i mniej więcej tego się do
dziś trzymam. Przykładowo w architekturze najpierw polubiłam styl
gotycki, później jeszcze romański i secesyjny. We wnętrzach lubię
przede wszystkim klimaty
wiktoriańskie, ale również secesyjne, także ludowe. Te ostatnie
zachwyciły mnie stosunkowo niedawno. W ubiorze lubię vintage z
początku XX wieku, z lat 1940-1970, chociaż bywa, że zachwyci mnie
coś z lat osiemdziesiątych, albo dwudziestych. Z czasem zauroczył
mnie styl eklektyczny, który pozwala na dowolne łączenie różnych
elementów i estetyk, w tym stylu urządziłam mieszkanie. Obok
siebie są secesyjne szafy, artdecowskie
stoły, także obrazy ekspresjonizmu abstrakcyjnego.
Portret
rodziny we wnętrzu
W
tym mieście wypchanych rzeźb o zbyt ciężkich głowach, od rana
chce się spać. Nawet beżowy kaszkiet nie zakrywa siwiejących
powoli włosów. Przypadek? Eklektyczna fasada zachęca do
zwiedzania. Zapuszczam się w nieznane, wchodzę. Wita mnie kurz i
popękane płótna. Myślę więc o ludziach, którzy wcisnęli tu
pięty, o ich pożółkłych z dumy aurach, fałszywych portretach
przodków. I co by było, gdybym urodził się w złotej czapce,
daleko od domu i był synem intelektualisty? Szerokie horyzonty,
elokwencja, czysty modernizm. A jednak życie, krew pod nosem i na
białym podkoszulku. Błękitne jeansy od Yves Saint Laurent'a
nasiąknęły dekadencją. Pobili mnie, poszli w siny naskórek,
skurwiele. Stary kadr w nowym miejscu. Wspomnienia piętrzą się,
jak style w architekturze. Zabierasz mnie i masz. Kładę się w
łóżku na odcisku twojego ciała, profesorze.
![]() |
| Kompozycja w czerni (depresja) |
Katarzyna: Za swoją debiutancką książkę otrzymałaś nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Jak ta nagroda wpłynęła na Ciebie jako na twórczynię?
Karolina: Myślę, że dodała mi
nieco pewności siebie, ale akurat w moim przypadku było to
potrzebne. Poza tym nic takiego się nie wydarzyło. Pomyślałam, że
jeśli dostałam taką nagrodę, to tym bardziej powinnam więcej
pracować nad poezją. I tego się trzymam.
Katarzyna:
Kolejna książka – Drugie
cesarstwo jest
tak naprawdę pierwszą napisaną przez Ciebie. Miałaś wtedy różne
zawirowania wydawnicze. Jak to się stało?
Karolina: Z tą książką od
początku były problemy. Większość tekstów ma jakieś dziesięć
lat, a zaczęłam w ogóle pisać jakieś dwanaście lat temu, więc
był to taki początek. Zebrałam wiersze, powysyłałam książkę
na różne konkursy. Pech chciał, że pozostała tam niezauważona,
albo dostawała wyróżnienia, które tak naprawdę niczego nie
gwarantowały. Więc pozostały wydawnictwa. I znowu schody,
zwodzenie, brak zdecydowania wydawców. Lata mijały, w końcu tak
wyszło, że napisałam następną i to ta została debiutem.
Katarzyna: Co masz na myśli,
mówić „zwodzenie”?
Karolina: Chodzi o takie
sytuacje, kiedy wydawca najpierw wydaje się być zainteresowany
wydaniem książki, a później się rozmyśla. Czasami takie
niepewne sytuacje trwają miesiącami.
Katarzyna: Trzeci tom, z
którego znam jakąś część tekstów, zapowiada się na bardzo
mocy akcent poetycki. Jakie obszary tematyczne w nim poruszasz?
Karolina:
Trzeci tom pisałam często „na wkurwie”,
więc jest mocniej i momentami dosadnie. Oprócz poruszanych już
wcześniej tematów malarskich pojawiają się też filmowe, ale
również psychologiczne. Są dysfunkcje, traumy, relacje rodzinne.
Samo życie.
Katarzyna: Twoja twórczość
to „pisanie traumą/doświadczeniem”?
Karolina:
Moim zdaniem każdy twórca wykorzystuje w mniejszym
lub większym stopniu własne doświadczenie. U mnie pojawiają się
traumy, które przepuszczone są przez malarsko-estetyczny filtr.
Taka forma łączy w całość wszystko to, co moje.
Sennik
pod ziemią
Jak
łatwo można zdrapać sen z powiek i przywołać
donośnym
głosem.
Coraz
bardziej przeraża mnie studnia.
Ani
się nie obejrzysz, a spróchniałe wieko pochłonie
wszystkie
cienie. Próżnia doskonale złagodzi
akustykę
krzyku. Nadlecą ptaki, by odprawić
ostatnie
zaśpiewanie, a kilka szerszych dziobów
wzniesie
toast.
Póki
co pochłaniamy życie i jedynie
nocą
stajemy się starsi o oddech.
W
dziennym świetle szepty wciśnięte pod poszewkę
zdają
się przejaskrawione. Mówiłam: zbyt
wiele
kolorów
zaciera całość, a nasze małe nabożeństwa
powinniśmy
celebrować ze zdwojoną czujnością.
(z
tomu „Drugie cesarstwo”)
Katarzyna: Skąd w wierszach z
przygotowywanego przez Ciebie obecnie trzeciego tomu tak dużo
nawiązań do homoseksualizmu? Osobiście bardzo cieszę się na ten
głos.
Karolina:
Myślę, że z głębokiej potrzeby. Już jako dziecko nie lubiłam
podziałów, mówienia o kimś młodszym czy innym, że jest gorszy
albo dziwny. Dla mnie ludzie byli i są równi, dlatego staram się
ich wspierać. Mam wielu znajomych, którzy są homoseksualni, są
wspaniałymi ludźmi i marzy mi się, żeby każdy bez względu na
płeć i orientację mógł żyć tak jak chce. Często spotykam się
z komentarzami, że przecież osoby homoseksualne mają dobrze w tym
kraju, że chcą nie wiadomo jakich praw. Zwyczajnie wkurza mnie
takie gadanie, bo tak nie jest. Wszystko zależy od charakteru.
O
ile osoby skryte jeszcze sobie jakoś radzą, o tyle ekstrawertyczne
mają gorzej. Bo chcą się dzielić swoim szczęściem z innymi,
opowiadać o tej miłości, ale boją się oceny i tym samym nie mogą
być sobą. Myślę, że to prosty, ale wymowny przykład.
Katarzyna: Jesteś w poezji
czyjąś rzeczniczką? Czujesz, że jest to już poezja zaangażowana?
Karolina: Jeśli by
rozumieć słowo „zaangażowanie”
ogólnie to każdy poeta jest zaangażowany – w to co pisze. Lubię
poruszać w poezji tematy, które są dla mnie ważne, ale nie wiem,
czy mówienie w moim przypadku o poezji zaangażowanej nie jest
trochę nadużyciem. Bo rozumiem, że masz na myśli zaangażowanie
społeczno-polityczne. Jestem za równością, za normalnością.
Chciałabym, żeby każdy człowiek mógł żyć tak jak chce.
Chciałabym, by ludzie nie doświadczali przemocy. Wiem, że to
trochę idealistyczne, ale marzy mi się taki świat.
2.
Marzę
o kraju, w którym każdy może bez opłat kopnąć w kalendarz,
gdzie
starość nie oznacza wyboru między jedzeniem a tabletką.
Marzę
o dojrzałości, która nie skreśla wszystkich straconych lat,
lecz
potrafi, jak nagie ciało, cieszyć się wolnością.
Marzę
o kraju, w którym młodzieńcy trzymają się za ręce legalnie,
a
hasło pedały
wypierdalać, bo zajebiemy
nie istnieje.
Marzę
o młodości, która mądrze doświadcza i nie słucha się innych,
bardziej
doświadczonych, bo sama wie, co dla niej najlepsze.
Marzę
o kraju, w którym kobiety nie będą gwałcone za krótkie
spódniczki,
a
każda wagina (na wszelki wypadek) będzie zębata.
Marzę
o dzieciństwie, które nie oznacza podcinania skrzydełek,
ale
naukę latania według własnego kierunku i wiatru.
Marzę
o wspaniałej Polsce, której nie ma na żadnym globusie,
o
normalnym życiu, które się jeszcze nie poczęło.
Katarzyna: Osadzasz swoje
wiersze w sztuce – wcześniej bardziej w malarstwie, obecnie jest
to głównie film. Inspiruje Cię więc obrazowość. Ale co jeszcze?
Karolina:
Tak, obraz jest tym, co jest mi najbliższe z racji wykształcenia,
ale to dźwięki wcześniej zauważałam i one pierwsze były mi
bliskie. Pamiętam, jak w dzieciństwie uwielbiałam śpiewać i
marzyłam o karierze piosenkarki. Teraz muzyka pomaga mi dostroić
się do tworzenia. Zazwyczaj w czasie pisania tudzież malowania
słucham czegoś. I nie jest to cicho puszczona muzyczka w tle, tylko
głośna muza. Jakiś czas temu zastanawiałam się, dlaczego tak
robię, dlaczego musi być tak głośno i doszłam do wniosku, że
potrzebuję „czuć”
muzykę. Dopiero wtedy jest okej.
Inspirują mnie też ludzie,
bliskie relacje, emocje, które im towarzyszą. Ważne, by w wierszu
być szczerym, pisać o rzeczach, które nas dotyczą, jeśli nie
bezpośrednio, to pośrednio, o rzeczach, które nas interesują.
Action
painting
Co
dalej? Nie ograniczyliśmy się do wchodzenia i wychodzenia. Bez
granic niczego nie można być pewnym, nie tak miało być. Drzewa
spierają się o pierwszeństwo, jak u impresjonistów. Myślę o
zieleni, która wychodzi przed błękit, o pierwszych tubach
otwieranych na wolnym powietrzu. Rozrywanie dziewictwa w
kontrastowych barwach. Zadowolona Marry Cassat wśród słowiańskich
maków.
Co
dalej? Nie tak miało być. Obraz Pollocka, który wygląda jak
pizza. Chcesz i robisz mi dripping keczupem na piersiach. Smaki są
pikantne, abstrakcyjne i z różnych światów. Wpatruję się w
Rothkę, wczytuję w samobójstwo tuż przed granatową serią. Głowa
wyświęcona, ciało odrzucone. Moje dreszcze są większe, niż w
erotycznym śnie pod renesansową Madonną.
Co
dalej? Wóz albo przewóz do dużego miasta. Wyśnione miłości do
blond chłopaka, kawa w filiżankach z poprzedniego wieku. Czuję ból
przy stosunkowo dobrym zbliżeniu. Czarny Xavier Dolan karmi białego
króliczka tic-tacami. Twój profil pięknie łączy czoło z nosem,
ciężko oddać go w kresce i plamie. Kto bez winy i wstydu, niech
pierwszy rzuci farbą.
![]() |
| Z cyklu "Pory roku" - zima |
Katarzyna: Jaki jest wiersz
bez szczerości? Czym jest dla ciebie takie pisanie?
Karolina:
Wiersz bez szczerości, to taka wydmuszka, która czasami może i
jest popisem warsztatowym, ale nie niesie ze sobą konkretnej treści.
Lubię, gdy jedno i drugie jest dopracowane, ale szybciej spodoba mi
się tekst z jakimś brakiem warsztatowym, niż z brakiem treści.
Zresztą z malarstwem mam podobnie. Jeśli za techniką i warsztatem
nie stoją jakieś emocje, taki obraz będzie mi obojętny. W tym
wypadku lubię równowagę.
Katarzyna:
I za tę szczerość w poezji i byciu sobą bardzo Ci dziękuję.
Karolina
Kułakowska Karolina Kułakowska (ur. 1985) - poetka, malarka. W 2011 roku obroniła dyplom z malarstwa u prof. Lecha Kołodziejczyka na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie. Autorka arkusza poetyckiego Sztaluga w oknie (2007) oraz dwóch książek poetyckich: Puste muzea (2013) oraz Drugie cesarstwo (2017). Laureatka nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny za najlepszy debiut poetycki (2014). Zrealizowała cykle malarskie (Żywioły, Pory roku, Autoportrety). Mieszka w Rachowicach pod Gliwicami.
![]() |
| Fot. Robert Kowalski |
Katarzyna
Zwolska-Płusa – żona, mama, poetka, badaczka literacka,
asystentka uczelniana, nauczycielka. Lubi żeńskie końcówki.
niedziela, 2 września 2018
Ponsot, Pidzik, Wetzsteon, Parma, Graboś, Fiszman, Grodzieńska
I
Marie Ponsot – Rozkosz i rozpacz
Nikogo
tu nie ma
w tej chwili.
Marie Ponsot urodziła się w 1921 roku w Nowym Jorku, gdzie spędziła większość swojego życia i gdzie wciąż mieszka. Po śmierci Richarda Wilbura w październiku ubiegłego roku, jest największą żyjącą mistrzynią tradycyjnych form literackich w języku angielskim. Debiutowała w 1957 roku (o, roku ów! — bo był to rok brzemienny w ważne publikacje także i u nas). Z jej debiutem wiąże się ciekawa historia. Otóż nieco przed wydaniem tej książki, w czasie transatlantyckiego rejsu z Nowego Jorku do Francji, Ponsot poznała na statku Lawrence’a Ferlinghetti’ego, sztandarowego przedstawiciela poezji “beat generation.” To on w końcu wydał jej pierwszy tom wierszy. Na następny trzeba będzie poczekać aż do 1981 roku (o roku ów! — są pewnie jeszcze tacy wśród czytelników Babińca, którzy pamiętają brzemienność tego roku!). W ponad dwudziestoletniej przerwie w obecności na rynky poetyckim, Ponsot wychowała siedmioro (!) dzieci, od 1970 roku sama, po rozwodzie z mężem. Cztery wybory wiersze, które wydała od tego czasu, razem z jej Collected Poems, które wyszły w ubiegłym roku, ugruntowały jej pozycję formalnej wirtuozerki, poetki metafizycznej, nowatorki. Ponsot “zmodernizowała” pisanie sonetu, villanelli, sestyny. Wymyśliła też niezwykle misterną nową formę liryku, którą nazwała tritiną, a która jest skróconą wersją sestyny.
Przez lata zajmowała się również tłumaczeniem z języka francuskiego, między innymi bajek La Fontaine’a. Była też opiekunką, nauczycielką i inspiracją dla kilku pokoleń piszących wiersze kobiet.
Przygotował i przełożył Janusz Solarz
Śladem poetki w Babińcu:
https://www.facebook.com/320233918366477/photos/a.320315781691624.1073741828.320233918366477/683980461991819/?type=3&theater
II
Paulina Pidzik - (szczeliny)
w rozpadlinach widzimy strukturę
w kruchych miejscach kamienie pękają szczeliny wypełnia
woda zwietrzała ziemia zakorzenia się zmienia się w las
jeśli wyrastamy to z tych miękkich słabych miejsc ran
rozdrapanych szczelin lęków
jeśli jest w nas jeszcze tamten las to silniejszy od skał
Paulina Pidzik - Urodziła się w Częstochowie. Wychowała pomiędzy lasem a rzeką. Od czasu studiów mieszka w Krakowie. Prawnik. Doktorantka prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą autonomii pacjenta. Pisze odkąd pamięta. Od niedawna fotografuje.
Laureatka wielu konkursów poetyckich, m.in. im. Georga Trakla (2015), im. Rafała Wojaczka (2015), im. Haliny Poświatowskiej (2017) oraz 12. edycji Połowu (2017).
III
Rachel Wetzsteon – Okruchy czasu
Rajski czas
Choć dzień po dniu gasł,
żyli w słodkiej niewiedzy,
niepomni co czas.
Czas biurowy
Czy ja dożyję
do czasu zegar w celi
piątą wybije ?
Czas suszy
Chmury ślą nam wieść:
im dłużej się czeka, tym
bardziej mokry deszcz.
Senny czas
Drzemka – ale w niej
morze smutków i uciech,
które przyniósł sen.
Czas na spotkanie po latach
Dni się ślimaczą.
Spotkałem cię na dworcu.
Ślimaki płaczą.
Czas wszystko leczy
Choć lepiej się mam,
mało co jest smutniejsze
od leczenia ran.
Czas wsteczny
Radość jałowa:
ta skończona wojna to
pierwsza . . . światowa.
Ostatnimi czasy nie było mi lekko
Kateksja sprawia,
że chmur pytam co i gdzie
mój ex wyprawia.
Die Marschallin powraca na czas
Ja, czas się dłuży:
dla mnie wspomnienia, dla niej
pąk srebrnej róży.
Czas kapitana Ahaba
Mądry po szkodzie,
czuję się po raz pierwszy
jak ryba w wodzie.
Od czasu do czasu ma się fart
Raz, w owczym pędzie,
zmalowałam zamieć, co
zmiotła mój pędzel.
Rachel Wetzsteon (1967-2009) była poetką cenioną za poczucie humoru, formalną elegancję jej wierszy i pozbawioną sentymentów analizę życia samotnych kobiet. Patrząc na jej dokonania, wydaje się być dzieckiem szczęścia. Ukończyła Yale University, otrzymała magisterium z Johns Hopkins University i obroniła doktorat na Columbia University.
Szeroko chwalona przez krytyków, publikowała swoje wiersze w najważniejszych periodykach, by wymienić tu The New Yorker, The Paris Review, The Nation czy też The New Republic. W tym ostatnim wpływowym miesięczniku została na krótko przed śmiercią redaktorką działu poezji.
Wydała trzy książki poetyckie, Inne Gwiazdy (1994), W domu i poza domem (1998) i Sakura Park (2006). W tej ostatniej, w której jest sporo odnośników do japońskiej kultury, znalazłem wiersz prezentowany w dzisiejszym odcinku Babińca.
Tak pisali o jej wierszach krytycy: “Jej wiersze są wytworem wyobraźni zanurzonej w rytmach wielkiego miasta. Pełne złości, melancholii, nadziei i komizmu, poddają analizie to jak kobiety kochają i przestają kochać. Tłem dla większości jej wierszy są miejskie krajobrazy Nowego Jorku, a w szczególności okolice The Upper West Side.
Rachel Wetzsteon, w głębokiej depresji po rozpadzie trzyletniego związku, popełniła samobójstwo 24 grudnia 2009 roku, kiedy Nowy Jork świętuje z właściwym sobie przepychem Boże Narodzenie.
Przełożył i przygotował Janusz Solarz
IV
Ewa Parma – Tetris
Człowiek tylko to czuje:
swoją nieodwracalną niewinność.
(Albert Camus, Mit Syzyfa)
To nie jest gra dla mięczaków:
nie wolno płakać,
gdy znika cierpliwość
cegiełka po cegiełce
To nie jest gra dla nerwusów:
im spokojniej naciskasz,
tym lepiej ci się układa
To nie jest gra dla dzieci:
one mają jak najdłużej
nie widzieć, że sukcesy
znikają bezpowrotnie,
porażki nakładają się
warstwami, przez które
widać coraz mniej światła,
a gdy chaos osiąga pułap
trzeba wziąć oddech
i po raz tysięczny
zacząć wprowadzać
porządek na przekór logice,
prawom boskim i ludzkim
- może właśnie tego
zazdroszczą nam bogowie
3.01.2012.
Ewa Parma, ur.1961. Anglistka, mieszka w Katowicach.
Debiut poetycki w 1987. Wydała dziewięć książek poetyckich; publikowała w prasie polskiej i amerykańskiej.
Więcej na: http://ewaparma.blogspot.com/
Fot. Marek Wesołowski
V
Jadwiga Graboś
#drugikonkursbabińca
#konkursowypiątek
Woman
zamknij oczy popatrz
pomiędzy jednym a drugim niedowierzaniem
wysychają metafory kruszą się obietnice
szeptane zbyt drapieżnie
to nic
najważniejsze dłonie dziecka splecione na szyi
kwiat - zwykły goździk – który właśnie odkrywa
swoje wnętrze blask świetlików
zatopionych w atramentowym niebie
to co dojrzewa w cieniu
bez prawa i miejsca
rodzi się
to nic że wieczór
zawisł na pięciolinii gdy nuty układają się w zapach
lipy przetykany ażurem chabrów
zamknij oczy popatrz
ufaj odbiciu - oto najważniejsze cząstki
elementarne z hartowanej stali
spoiwo początku z końcem
ty
(reszta sobie poradzi)
gdybyś chciała umrzeć
twój pies porzuci wszystkie przyzwyczajenia
będzie wytrwale lizał obie dłonie
aż wstaniesz
ten świat bez ciebie
niekompletny
Jadwiga Graboś - ukończyła filologię germańską oraz prawo (UMCS w Lublinie). Pisze wiersze, prozę, teksty piosenek. Mieszka i pracuje w Lublinie. Obecnie słuchaczka podyplomowych Studiów Literacko-Artystycznych w Krakowie (UJ). Zainteresowania: poezja, przyroda, muzyka, fotografia, psychologia.
fot. Sebastian Graboś
VI
Ruchl Fiszman - Jestem zagorzałą debiutantką
Jestem zagorzałą debiutantką
uwielbiam
ostry, zielony smak
każdego początku.
Uczyłam się – i zapomniałam
daty, nauczycieli, rytmy.
Ale nie zapomnę
blasku
pierwszego dnia roku szkolnego!
Zawsze te czyste nowe zeszyty!
Zawsze ten świeżo zatemperowany żółty ołówek –
do zanotowania pierwszego faktu
nowej porcji wiedzy!
Czego więcej potrzeba?
Pierwszy błysk zrozumienia
jest najjaśniejszy
pierwszy kieliszek upija
pierwsze spojrzenie –
A mnie się tak spodobała
moja pierwsza pieśń
że śpiewam ją wciąż na nowo –
ale zawsze po raz pierwszy!
Bo jestem zagorzałą debiutantką.
Chodź –
Odnajdźmy nową drogę do domu,
połknijmy nowy fakt
zacznijmy wyraźnie i pięknie pisać
w nowiutkim czystym zeszycie!
przeł. Bella Szwarcman-Czernota
Ruchl Fiszman - urodzona w Filadelfii w roku 1935. Aktywistka żydowska tworząca w języku jidysz. Chorowała na toczeń, który degradował jej ciało. Teamtyka cielesności i walki ducha z ciałem to stały motyw jej wierszy. Zmarła w Izraelu w roku 1984.
Bella Szwarcman-Czernota - filozofka, pisarka, tłumaczka, felietonistka, propagatorka żydowskiej poezji kobiet (na zdjęciu, fot. J. Bakalarz)
Więcej o poetce: http://www.yiddishpoetry.org/postwar/fishman.html
VII
Stefania Grodzieńska - Zosia
Zosia ma trzy latka, całe swoje życie
nie widziała ni lasu, ni łąki, ni rzeki,
i nawet nie wiedziała, że istnieją kwiaty
i że ziemię zamyka horyzont daleki.
Zosia, kiedy się śmiała, miała dwa dołeczki
i mama ją w te dołki zawsze całowała.
Ale śmiała się rzadko, bo trzyletnia Zosia
rozumiała już dużo, chociaż taka mała.
Zosia pytała mamy, czy na całym świecie
dzieci są żydowskie, a auta niemieckie?
A mama tak marzyła, że wojna się skończy
i Zosia już nie będzie Żydówką, lecz dzieckiem.
Zanim Niemcy wywieźli mamę do Treblinki,
mama otruła Zosię, żeby nie cierpiała;
dla siebie miała drugą tabletkę na stole,
ale o sobie zapomniała..
Stefania Nina Grodzieńska-Jurandot (ur. 2 września 1914 w Łodzi, zm. 28 kwietnia 2010 w Konstancinie-Jeziornie) – polska pisarka, aktorka estradowa i teatralna, satyryczka.
Źródło: "Dzieci Getta", Państwowy Instytut Wydawniczy Warszawa, 1947. [pseud. autorki - Stefania Ney]. Każdy wiersz, zatytułowany imieniem, jest prawdziwą historią jednego dziecka z getta w Warszawie.
Marie Ponsot – Rozkosz i rozpacz
Nikogo
tu nie ma
w tej chwili.
Marie Ponsot urodziła się w 1921 roku w Nowym Jorku, gdzie spędziła większość swojego życia i gdzie wciąż mieszka. Po śmierci Richarda Wilbura w październiku ubiegłego roku, jest największą żyjącą mistrzynią tradycyjnych form literackich w języku angielskim. Debiutowała w 1957 roku (o, roku ów! — bo był to rok brzemienny w ważne publikacje także i u nas). Z jej debiutem wiąże się ciekawa historia. Otóż nieco przed wydaniem tej książki, w czasie transatlantyckiego rejsu z Nowego Jorku do Francji, Ponsot poznała na statku Lawrence’a Ferlinghetti’ego, sztandarowego przedstawiciela poezji “beat generation.” To on w końcu wydał jej pierwszy tom wierszy. Na następny trzeba będzie poczekać aż do 1981 roku (o roku ów! — są pewnie jeszcze tacy wśród czytelników Babińca, którzy pamiętają brzemienność tego roku!). W ponad dwudziestoletniej przerwie w obecności na rynky poetyckim, Ponsot wychowała siedmioro (!) dzieci, od 1970 roku sama, po rozwodzie z mężem. Cztery wybory wiersze, które wydała od tego czasu, razem z jej Collected Poems, które wyszły w ubiegłym roku, ugruntowały jej pozycję formalnej wirtuozerki, poetki metafizycznej, nowatorki. Ponsot “zmodernizowała” pisanie sonetu, villanelli, sestyny. Wymyśliła też niezwykle misterną nową formę liryku, którą nazwała tritiną, a która jest skróconą wersją sestyny.
Przez lata zajmowała się również tłumaczeniem z języka francuskiego, między innymi bajek La Fontaine’a. Była też opiekunką, nauczycielką i inspiracją dla kilku pokoleń piszących wiersze kobiet.
Przygotował i przełożył Janusz Solarz
Śladem poetki w Babińcu:
https://www.facebook.com/320233918366477/photos/a.320315781691624.1073741828.320233918366477/683980461991819/?type=3&theater
II
Paulina Pidzik - (szczeliny)
w rozpadlinach widzimy strukturę
w kruchych miejscach kamienie pękają szczeliny wypełnia
woda zwietrzała ziemia zakorzenia się zmienia się w las
jeśli wyrastamy to z tych miękkich słabych miejsc ran
rozdrapanych szczelin lęków
jeśli jest w nas jeszcze tamten las to silniejszy od skał
Paulina Pidzik - Urodziła się w Częstochowie. Wychowała pomiędzy lasem a rzeką. Od czasu studiów mieszka w Krakowie. Prawnik. Doktorantka prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą autonomii pacjenta. Pisze odkąd pamięta. Od niedawna fotografuje.
Laureatka wielu konkursów poetyckich, m.in. im. Georga Trakla (2015), im. Rafała Wojaczka (2015), im. Haliny Poświatowskiej (2017) oraz 12. edycji Połowu (2017).
III
Rachel Wetzsteon – Okruchy czasu
Rajski czas
Choć dzień po dniu gasł,
żyli w słodkiej niewiedzy,
niepomni co czas.
Czas biurowy
Czy ja dożyję
do czasu zegar w celi
piątą wybije ?
Czas suszy
Chmury ślą nam wieść:
im dłużej się czeka, tym
bardziej mokry deszcz.
Senny czas
Drzemka – ale w niej
morze smutków i uciech,
które przyniósł sen.
Czas na spotkanie po latach
Dni się ślimaczą.
Spotkałem cię na dworcu.
Ślimaki płaczą.
Czas wszystko leczy
Choć lepiej się mam,
mało co jest smutniejsze
od leczenia ran.
Czas wsteczny
Radość jałowa:
ta skończona wojna to
pierwsza . . . światowa.
Ostatnimi czasy nie było mi lekko
Kateksja sprawia,
że chmur pytam co i gdzie
mój ex wyprawia.
Die Marschallin powraca na czas
Ja, czas się dłuży:
dla mnie wspomnienia, dla niej
pąk srebrnej róży.
Czas kapitana Ahaba
Mądry po szkodzie,
czuję się po raz pierwszy
jak ryba w wodzie.
Od czasu do czasu ma się fart
Raz, w owczym pędzie,
zmalowałam zamieć, co
zmiotła mój pędzel.
Rachel Wetzsteon (1967-2009) była poetką cenioną za poczucie humoru, formalną elegancję jej wierszy i pozbawioną sentymentów analizę życia samotnych kobiet. Patrząc na jej dokonania, wydaje się być dzieckiem szczęścia. Ukończyła Yale University, otrzymała magisterium z Johns Hopkins University i obroniła doktorat na Columbia University.
Szeroko chwalona przez krytyków, publikowała swoje wiersze w najważniejszych periodykach, by wymienić tu The New Yorker, The Paris Review, The Nation czy też The New Republic. W tym ostatnim wpływowym miesięczniku została na krótko przed śmiercią redaktorką działu poezji.
Wydała trzy książki poetyckie, Inne Gwiazdy (1994), W domu i poza domem (1998) i Sakura Park (2006). W tej ostatniej, w której jest sporo odnośników do japońskiej kultury, znalazłem wiersz prezentowany w dzisiejszym odcinku Babińca.
Tak pisali o jej wierszach krytycy: “Jej wiersze są wytworem wyobraźni zanurzonej w rytmach wielkiego miasta. Pełne złości, melancholii, nadziei i komizmu, poddają analizie to jak kobiety kochają i przestają kochać. Tłem dla większości jej wierszy są miejskie krajobrazy Nowego Jorku, a w szczególności okolice The Upper West Side.
Rachel Wetzsteon, w głębokiej depresji po rozpadzie trzyletniego związku, popełniła samobójstwo 24 grudnia 2009 roku, kiedy Nowy Jork świętuje z właściwym sobie przepychem Boże Narodzenie.
Przełożył i przygotował Janusz Solarz
IV
Ewa Parma – Tetris
Człowiek tylko to czuje:
swoją nieodwracalną niewinność.
(Albert Camus, Mit Syzyfa)
To nie jest gra dla mięczaków:
nie wolno płakać,
gdy znika cierpliwość
cegiełka po cegiełce
To nie jest gra dla nerwusów:
im spokojniej naciskasz,
tym lepiej ci się układa
To nie jest gra dla dzieci:
one mają jak najdłużej
nie widzieć, że sukcesy
znikają bezpowrotnie,
porażki nakładają się
warstwami, przez które
widać coraz mniej światła,
a gdy chaos osiąga pułap
trzeba wziąć oddech
i po raz tysięczny
zacząć wprowadzać
porządek na przekór logice,
prawom boskim i ludzkim
- może właśnie tego
zazdroszczą nam bogowie
3.01.2012.
Ewa Parma, ur.1961. Anglistka, mieszka w Katowicach.
Debiut poetycki w 1987. Wydała dziewięć książek poetyckich; publikowała w prasie polskiej i amerykańskiej.
Więcej na: http://ewaparma.blogspot.com/
Fot. Marek Wesołowski
V
Jadwiga Graboś
#drugikonkursbabińca
#konkursowypiątek
Woman
zamknij oczy popatrz
pomiędzy jednym a drugim niedowierzaniem
wysychają metafory kruszą się obietnice
szeptane zbyt drapieżnie
to nic
najważniejsze dłonie dziecka splecione na szyi
kwiat - zwykły goździk – który właśnie odkrywa
swoje wnętrze blask świetlików
zatopionych w atramentowym niebie
to co dojrzewa w cieniu
bez prawa i miejsca
rodzi się
to nic że wieczór
zawisł na pięciolinii gdy nuty układają się w zapach
lipy przetykany ażurem chabrów
zamknij oczy popatrz
ufaj odbiciu - oto najważniejsze cząstki
elementarne z hartowanej stali
spoiwo początku z końcem
ty
(reszta sobie poradzi)
gdybyś chciała umrzeć
twój pies porzuci wszystkie przyzwyczajenia
będzie wytrwale lizał obie dłonie
aż wstaniesz
ten świat bez ciebie
niekompletny
Jadwiga Graboś - ukończyła filologię germańską oraz prawo (UMCS w Lublinie). Pisze wiersze, prozę, teksty piosenek. Mieszka i pracuje w Lublinie. Obecnie słuchaczka podyplomowych Studiów Literacko-Artystycznych w Krakowie (UJ). Zainteresowania: poezja, przyroda, muzyka, fotografia, psychologia.
fot. Sebastian Graboś
VI
Ruchl Fiszman - Jestem zagorzałą debiutantką
Jestem zagorzałą debiutantką
uwielbiam
ostry, zielony smak
każdego początku.
Uczyłam się – i zapomniałam
daty, nauczycieli, rytmy.
Ale nie zapomnę
blasku
pierwszego dnia roku szkolnego!
Zawsze te czyste nowe zeszyty!
Zawsze ten świeżo zatemperowany żółty ołówek –
do zanotowania pierwszego faktu
nowej porcji wiedzy!
Czego więcej potrzeba?
Pierwszy błysk zrozumienia
jest najjaśniejszy
pierwszy kieliszek upija
pierwsze spojrzenie –
A mnie się tak spodobała
moja pierwsza pieśń
że śpiewam ją wciąż na nowo –
ale zawsze po raz pierwszy!
Bo jestem zagorzałą debiutantką.
Chodź –
Odnajdźmy nową drogę do domu,
połknijmy nowy fakt
zacznijmy wyraźnie i pięknie pisać
w nowiutkim czystym zeszycie!
przeł. Bella Szwarcman-Czernota
Ruchl Fiszman - urodzona w Filadelfii w roku 1935. Aktywistka żydowska tworząca w języku jidysz. Chorowała na toczeń, który degradował jej ciało. Teamtyka cielesności i walki ducha z ciałem to stały motyw jej wierszy. Zmarła w Izraelu w roku 1984.
Bella Szwarcman-Czernota - filozofka, pisarka, tłumaczka, felietonistka, propagatorka żydowskiej poezji kobiet (na zdjęciu, fot. J. Bakalarz)
Więcej o poetce: http://www.yiddishpoetry.org/postwar/fishman.html
VII
Stefania Grodzieńska - Zosia
Zosia ma trzy latka, całe swoje życie
nie widziała ni lasu, ni łąki, ni rzeki,
i nawet nie wiedziała, że istnieją kwiaty
i że ziemię zamyka horyzont daleki.
Zosia, kiedy się śmiała, miała dwa dołeczki
i mama ją w te dołki zawsze całowała.
Ale śmiała się rzadko, bo trzyletnia Zosia
rozumiała już dużo, chociaż taka mała.
Zosia pytała mamy, czy na całym świecie
dzieci są żydowskie, a auta niemieckie?
A mama tak marzyła, że wojna się skończy
i Zosia już nie będzie Żydówką, lecz dzieckiem.
Zanim Niemcy wywieźli mamę do Treblinki,
mama otruła Zosię, żeby nie cierpiała;
dla siebie miała drugą tabletkę na stole,
ale o sobie zapomniała..
Stefania Nina Grodzieńska-Jurandot (ur. 2 września 1914 w Łodzi, zm. 28 kwietnia 2010 w Konstancinie-Jeziornie) – polska pisarka, aktorka estradowa i teatralna, satyryczka.
Źródło: "Dzieci Getta", Państwowy Instytut Wydawniczy Warszawa, 1947. [pseud. autorki - Stefania Ney]. Każdy wiersz, zatytułowany imieniem, jest prawdziwą historią jednego dziecka z getta w Warszawie.
sobota, 1 września 2018
Rubato, czyli poezja na kursie kolizyjnym.
Jako czytelnicy przywykliśmy, że co jakiś czas na światowym, ale i polskim rynku literackim pojawiają się książki, które zmieniają lub nieco naginają nasze postrzeganie rzeczywistości. W poezji dzieje się podobnie, a dziś, dzięki tomowi Rubato (K.I.T. Stowarzyszenie Żywych Poetów, XII Tom Serii „Faktoria Poezji”, 2018), autorstwa Joanny Fligiel, śmiało możemy powiedzieć, że oto na naszych oczach współczesna poezja kobiet skręca, nawet jeśli nie na całkiem nową, to jednak wciąż mało uczęszczaną ścieżkę.
W swojej książce Fligiel odważnie porzuca wygodną, przez co wyeksploatowaną tematykę romantycznej miłości, na rzecz tej trudnej, którą poznać potrafią jedynie ci, którzy przeżyli w swoim życiu chwile prawdziwego szczęścia i nieszczęścia, i którzy w nieszczęściu tym odnajdywali nadzieję. Mówi o relacjach i pozycjach w rodzinie, w której codziennością rządzi przemoc, a my, czytelnicy, w miarę zagłębiania się w treść, wraz z autorką poszukujemy odpowiedzi na pytanie, kim staje się dziecko, które dorastając obserwuje, jak niszczycielską siłą dysponuje kochany rodzic, ojciec? "Gdyby tata nie bił, zostałabym chirurgiem. Miałabym spokojne dłonie." ["Gdyby babcia miała wąsy", str. 52]. Kim staje się człowiek tak mocno doświadczony przez los, czy wychodzi na prostą, czy potrafi jeszcze kochać i co w dorosłym życiu nazywa miłością?
To między innymi na to zagadnienie próbuje odpowiedzieć poetka, która w swoim tomie sięga nie tylko do własnych wspomnień, tworząc namiastkę autobiografii, ale przede wszystkim do pierwotnego lęku znanego każdemu, kto na dowolnym etapie życia zetknął się z przemocą w różnorakiej formie. Pokazuje, dokąd prowadzi ciągłe poczucie zagrożenia i robi to niezwykle umiejętnie. Imponująca samoświadomość autorki i niezaprzeczalny talent sprawiają, że jej wiersze czyta się jak zasłyszane po koleżeńsku historie, opowiadane przez nią samą z taką pieczołowitością i szczegółowością, że czytelnik mimowolnie zaczyna brać w nich udział.
Tata czasem płakał
Sadzał mnie wówczas na kolana
(nie, nie był podniecony,
był po prostu czułym tatą)
i pytał, czy też go kocham.
Odpowiadałam, zgodnie z prawdą,
że kocham. To była najprawdziwsza prawda,
o jaką teraz trudno. Siedzieliśmy tak godzinami
i powtarzaliśmy sobie, jak bardzo się kochamy.
Kochałam najmocniej na świecie,
(kolokwialnie i dosłownie) na śmierć i życie,
chciałam zatrzymać to dobro, ten czas,
żeby nie było wczoraj, ani jutra,
ani żadnej furii, wyzwisk, ciągnięcia za włosy,
złamanych (kolokwialnych) nosów,
czy tam jakiegoś obojczyka,
który mniej boli od nosa, ale dłużej się zrasta,
tylko czysta miłość, wypływająca z oczu taty.
Dzięki temu zastosowanemu w Rubato zabiegowi, Joanna Fligiel niezaprzeczalnie urasta do miana świadomej, dojrzałej przedstawicielki konfesyjnego nurtu poezji, zwłaszcza w sfeminizowanym środowisku. Staje się prekursorką, która wyznacza kierunek rozwoju i zdecydowanie podnosi poprzeczkę koleżankom po piórze. Jak sama mówi o poezji kobiet, kobieta przede wszystkim niczego nie powinna bardziej niż mężczyzna, poetka bardziej niż poeta. A jeśli już to wszyscy powinniśmy - bardziej. (fragment wywiadu)
Czytelnikom nieco bardziej zaznajomionym z poezją może się miejscami wydawać, że Joanna Fligiel mimowolnie nawiązuje do odważnych, znanych autorek światowej sceny poetyckiej, takich jak Anne Sexton czy nawet Rupi Kaur, ale w żadnym wypadku nie czyni tego w formie naśladownictwa. W mojej ocenie bezpośrednia i miejscami nieoszlifowana poezja Fligiel dalece wykracza nie tyle poza umiejętności wspomnianych poetek, co sięga bliżej nas, swoich polskich czytelników, z którymi dzieli wiele emocji i doświadczeń, i nie dość, że robi to pięknie, wzrusza, to można odnieść wrażenie, że poprzez swoją specyficzną retorykę rozprawia się z przeszłością, zasklepia jątrzące się rany.
Pogódź się z tym, mała dziewczynko
„Cierpienie należy do życia. Jeśli cierpisz, znaczy, że żyjesz.
Pogódź się z tym mała dziewczynko.”
– Dorota Terakowska
W klasie jest zawsze jakaś Marysia, koło której nikt
nie chce usiąść. W mojej też była taka dziewczynka
i to nie byłam ja. Byłam miła, taki zwyczaj wpojony
przez matkę, chociaż wówczas nikt jeszcze nie odkrył,
że w ten sposób można oszukać mózg. Wybrałam
uśmiechanie, by teraz dla równowagi mówić prawdę,
lecz i tak się przewracam.
Kiedy po latach spotykam szkolne koleżanki,
słyszę, jaka byłam świetna. Nie pamiętam,
bo to nie działo się naprawdę. Naprawdę
byłam przestraszoną dziewczynką,
która musiała wracać do domu po lekcjach,
kłaść się do łóżka, gdy za oknem wołano jej imię.
Modliła się pod kołdrą, żeby tata mówił ciszej:
czyją jest dziwką, czyją będzie, czyją była
i która dziwka ją urodziła.
Autorka w swojej poezji nie owija w bawełnę, nie upiększa. Sięga po odważne skojarzenia i robi to na tyle umiejętnie, że momentami można zapomnieć, iż wiele z wspomnianych przez nią wydarzeń miało miejsce naprawdę. Ta autobiograficzna książka jest próbą nawiązania otwartego dialogu na temat przemocy, której tematyka w ostatnich latach staje się coraz wyraźniejsza, głównie w środowisku feministycznym. Trend ten nie jest już tylko wołaniem o pomoc, ale jasnym i konkretnym przekazem mówiącym o braku przyzwolenia na taką działalność wobec kobiet i dzieci. Poetka znajduje się tym samym na swoistym kursie kolizyjnym ze wszystkimi, którzy dopuszczają się w życiu niegodziwości i bezpretensjonalnie, przez pryzmat własnych doświadczeń, ukazuje im sposób postrzegania i rozumowania tej drugiej, uwrażliwionej na ból i lęk strony.
Leżę na czymś twardym. Nie mogę się poruszyć,
jakbym zastygła w betonie, a oni wszyscy nade mną
powtarzają, jaka jestem dzielna.
["Dzielna dziewczynka", str. 99]
Andrzej Saramonowicz powiedział o Rubato, że "od czasu Haliny Poświatowskiej nie było w Polsce bardziej kobiecych wierszy." - jeśli więc przyjąć, że współcześnie literackimi cechami osobowości kobiety w poezji są: odwaga, niekwestionowana szczerość i umiejętność oswabadzania się z ciążących nam przez lata więzów, to należy przyznać, że miał w tym absolutną rację. Taką poezję chcemy dzisiaj czytać, taką poezję możemy nazwać współczesną i nad takimi wierszami powinniśmy się dzisiaj wszyscy sumiennie pochylić.
Anna Musiał
---------------------------------------------------------------------------------------
*wywiad z poetką: Rubato znaczy obrabowanie
Anna Musiał
---------------------------------------------------------------------------------------
*wywiad z poetką: Rubato znaczy obrabowanie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Redakcja Babińca Literackiego zaprasza!
Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy! Po dłuższej przerwie w blogowaniu, przedstawiamy Państwu obecny skład redakcji Babińca Literackiego...
-
Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy! Po dłuższej przerwie w blogowaniu, przedstawiamy Państwu obecny skład redakcji Babińca Literackiego...
-
Blask ma w oczach, ale gorzkie usta. Serce, rzekłbyś, otwarte, ale kochać nie umie. Dzisiaj oświadcza przyjaźń, jutro jej zaprzeczy... Nieró...

















