I
Katarzyna Ewa Zdanowicz ‒ 0,5 kg
kobiety w kolejce
przede mną
rozmawiają o ozorach i żołądkach
widać że karmią
ekspedientka ma złote paznokcie
błyszczą jak wstawione zęby
a gdy pochyla się wbijając palce w wątroby i uda
brokat sypie się z jej rzęs jak pieprz
dziś w promocji
wszystko co bez kości
a ja myślę o twoim sercu
(nie)świeżym (nie)złym
dałabym radę je pokroić i upiec
ale przełknąć
wciąż nie mogłabym
Katarzyna Ewa Zdanowicz – autorka tomików, m.in. „Szkliwo” (Nagroda Literacka im. Wiesława Kazaneckiego), „Jak umierają małe dziewczynki” (wyróżnienie Biblioteki Raczyńskich), „ciemność resort spa” (nominacja do Nagrody dla Autorki Gryfia) oraz książek: „Kto się boi Marii K.? Sztuka i wykluczenie” i „Obce. Reaktywacja – szkice”. Jej wiersze publikowane były m.in. w „Scattering the Dark. An Anthology of Polish Women Poets” (2015) oraz „Warkoczami. Antologia nowej poezji” (2016). Współautorka tekstów do spektaklu „7 Airs”, prezentowanego podczas Ledbury Poetry Festival (2017).
Fot. Natalia Cyganiak
II
Sharon Olds - Nieskończona błogość
Gdy pierwszy raz zobaczyłam powietrze zasnute śniegiem
z jego delikatnymi śladami kopytek, powiedziałam, że nigdy
nie będę żyć w miejscu, gdzie nie pada śnieg; a gdy
pierwszy mężczyzna przedzierał się przeze mnie
i rozrywał przejście
i doszedł do niedużego pokoju, i odciągnął
zasłonę na bok, żebym i ja mogła wejść, wiedziałam, że nie
będę mogła nigdy więcej żyć poza nimi,
tą dziwną rasą z jej ogromnymi
pełnymi krwi kończynami. Dziś leżymy w naszej
małej sypialni, ciemnozłotej
od odbijającego się śniegu, i podczas gdy płatki
opadają delikatnie z nieba, ty
wchodzisz we mnie, odciągając na bok
zasłonę, ujawniając nieduży pokój,
ciemnozłoty od obijającego się śniegu,
w którym leżymy i gdzie wchodzisz we mnie
i odciągasz na bok zasłonę, ujawniając
nieduży pokój, ciemnozłoty od obijającego się
śniegu, w którym leżymy.
Przełożył Jakub Winiarski
Nieskończona błogość / Infinite bliss, z tomu „Satan says” (1980)
Sharon Olds (1942 r.) - pierwszy zbiór wierszy wydała w 1980 roku. W zasadzie jej wszystkie książki poetyckie, od pierwszej po ostatnią, wydaną w 2012 roku, obsypywane były nagrodami, wśród których była nagroda im. Pulitzera i nagroda T.S. Eliota. Olds uczy obecnie na Wydziale Kreatywnego Pisania przy New York University.
Śladem autorki w Babińcu:
https://www.facebook.com/320233918366477/photos/a.320315781691624.1073741828.320233918366477/624959207893945/?type=3&theater
Jakub Winiarski – autor m.in. powieści ("Loquela", "Kronika widzeń złudnych"), wierszy ("Obiektyw", "Piosenki starego serca"), książki opisaniu ("Po bandzie", we współpracy z Joanną Rawską). Więcej informacji na www.literaturajestsexy.pl.
III
Beata Patrycja Klary - black hole
dla TSJ
Anka czuje palcami zatroskane twarze. Gdy krwawi
do gliny zatrzymuje czas. To wtedy z każdym ruchem
wypełniają się rzeźby.
Anka umie dbać tylko o innych. Dlatego nocami połyka
bezoary, z których włos po włosie wyciąga troski. Sadzi
je w ogrodzie obok kosmicznych onętek tak jednorocznych
jak jej plany przeżycia.
Anka nie ma swojego imienia. Z chrztu wołają na nią
"ta co oświetla i rozgrzewa" choć bardziej przypomina
wypalenie na biskwit. Jeszcze długo nie dotknie
szkliwienia.
Anka czuje palcami zatroskane twarze. I właśnie dlatego
uplecionym warkoczom dziewczynek daje siwiznę
pajęczego włosa. To wtedy z każdym ruchem rodzi się
i zaczyna oddychać.
Beata Patrycja Klary - (ur. 1976), uprawia poezję i prozę. Filolog polski, felietonista, recenzent. Wydała siedem książek poetyckich i trzy tomy rozmów z literatami. Nominowana do Nagrody Miasta Stołecznego Warszawy w kategorii poezja za książkę De-klaracje 2014. Laureatka Nagrody Otoczaka za tom Misterium solitera 2015. Dwukrotna laureatka Wawrzynu Lubuskiego. Stypendystka. Wielbicielka spacerów z aparatem fotograficznym.
IV
Carol Ann Duffy - Czerwony kapturek
Pod koniec dzieciństwa domy zaczęły ustępować
boiskom, fabrykom, ogródkom działkowym
utrzymywanym, jak kochanki, przez klęczących żonatych mężczyzn,
cichej linii kolejowej, przyczepie pustelnika,
aż w końcu dotarłam na skraj lasu.
Tam po raz pierwszy zobaczyłam wilka.
Stał na polanie i głośno czytał swoje wersy
w jego wilczym spojrzeniu, miękka oprawa w jego łapach,
czerwone wino plamiące brodatą szczękę. Jakie miał wielkie
uszy! Jakie wielkie oczy! Jakie zęby!
W międzyczasie upewniłam się, że mnie zauważył,
słodką szesnastkę, którą nigdy nie byłam, kochanie, przybłędę, i kupił mi drinka,
mojego pierwszego. Możesz zapytać dlaczego. Dlatego. Poezja.
Wiedziałem, że wilk zaprowadzi mnie głęboko
w las, z dala od domu, w ciemne, splątane cierniste miejsce
oświetlone oczami sów. Czołgałem się jego śladami,
podkolanówki rozrywały się na strzępy, strzępy czerwieni z mojego blezera
chwytały gałązki i gałęzie, wskazówki morderstwa. Zgubiłam buty
ale dotarłam do jaskini wilków, radzę uważać. Lekcja jedna tego wieczoru,
oddech wilka w moim uchu był wierszem miłosnym.
Przylgnęłam do świtu do jego miażdżącego futra,
co za mała dziewczynka nie kocha wilka?
Potem ześlizgnęłam się z jego ciężkich, zmierzwionych łap
i wyruszyłam w poszukiwaniu ptaka – białego gołębia –
który poleciał prosto z moich rąk do otwartych ust.
Jeden kęs, śmierć. Jak miło, śniadanie w łóżku, powiedział,
liżąc kości. Gdy tylko spał, podkradłam się do tyłu
do legowiska, gdzie cała ściana była szkarłatna, złota, rozpalona książkami.
Słowa, słowa naprawdę żyły na języku, w głowie,
ciepły, bicie, szalone, uskrzydlone; muzyka i krew.
Byłam wtedy młoda i potrzebowałam dziesięciu lat
w lesie, aby wypowiedzieć wreszcie, że grzyb
zatka usta zakopanym zwłokom, ptaki
to wypowiedziana myśl o drzewach, o szarzejącym wilku
wydzierającym tę samą starą piosenkę do księżyca, rok po roku,
sezon po sezonie, ten sam rytm, z tego samego powodu. Sięgnęłam siekierą
wierzby, aby zobaczyć, jak płakała. Użyłam siekiery do łososia,
aby zobaczyć, czy uskoczy. Wzięłam siekierę do wilka
kiedy spał, jedno cięcie, od moszny aż do gardła, by zobaczyć
lśniącą, dziewiczą białą kość mojej babci.
Wypełniłam jego stary brzuch kamieniami. Zszyłam.
Z lasu przychodzę z kwiatami, śpiewając, zupełnie sama.
Przełożyła: Oliwia Betcher - trenerka umiejętności językowych w zakresie komunikacji w j.angielskim
Carol Ann Duffy (ur. 23 grudnia 1955 r. w Glasgow) - jedna z najistotniejszych brytyjskich poetek brytyjskich współczesności. 1 maja 2009 roku przyznano jej tytuł nadwornego poety brytyjskiego monarchy.
V
#konkursowypiątek
#pierwszykonkursbabińca
Renata Blicharz ‒ Przed sądem
Przecież i Maria z Magdali odnalazła drogę
choć potrzebny jej był przewodnik
i cud zmartwychwstania potem by się dopełniło
Osądźcie mnie zatem łaskawie
A osądzajcie nie po uczynkach moich
lecz po pokusach
Te zaś wielkie są
i przeze mnie słabą kobietę nie do odparcia
A nie szacujcie postępków moich jedynie wedle obowiązków
albowiem nie możecie mi odmówić i praw
do szczęścia i miłości
do piękna i dobra
Aż tyle mi obiecywano
ja zaś chciałam tylko tyle
Ileż tu dowodów moich przewinień
tuby farb do włosów pudry korektory
kremy niezwykłe – z lipidami enzymami
dwa karnety do solarium i na aerobik
i to kolorowe pudełko po mydełku które robi
peeling lifting a do tego jeszcze myje
Oto dowody moich przewinień
a czyż nie są one także dowodami
mojej bezbronności wielkiego mojego zagubienia
bo nie uchroniła mnie nawet wiedza
o wszystkich komputerowych sztuczkach
które z kobiety uczynić mogą kogo tylko zapragniecie
Teraz stoję tu i proszę o znak
Nie przeoczcie okoliczności łagodzących
Spójrzcie na półce między stosami kobiecych pism
kilkoma tomami Grocholi i poradnikiem
tym – wiecie – o dziewczynkach co to idą
do nieba albo dokądkolwiek
mam miejsce i dla Biblii
i wierzcie mi
staram się – czasami biorę do ręki czasami czytam
pielęgnuję nie tylko ciało lecz i nadzieję w sobie
że jakoś się zmieszczę
między sacrum a profanum
Renata Blicharz ‒ mieszka w Opolu; przede wszystkim poetka, czasem felietonistka, prozaik, recenzentka; prowadzi bloga „Poezja jest magiczną stroną życia” (www.reniablicharz.blog.pl). W latach 2007 – 2012 współpracowała z Opolskim Kwartalnikiem Kulturalnym „Prowincja”, w którym pełniła też funkcję sekretarza redakcji. Zasiadała jako juror w poetyckich konkursach, również ogólnopolskich. Sama jest też laureatką ponad trzydziestu konkursów literackich. W latach 2011 – 2014 prowadziła własne wydawnictwo pod nazwą Wydawnictwo RB. Utwory publikowała w wielu czasopismach: lokalnych, regionalnych i ogólnopolskich, można je także znaleźć w kilkunastu antologiach i almanachach. Wydała poetyckie tomy autorskie: Pocztówka z bajki (1997), Kolekcjonerka (2006), Czarna aureola (2009), Kołderka z białego marmuru (2011), Czarownica w sypialni (2015).
VI
Patience Agbabi - Niezałatwione sprawy
Co całkiem wygodne, tchórzostwo i przebaczenie wyglądają identycznie
z pewnej odległości. Czas kradnie nerwy.
Jonathan Nolan, Memento Mori
Tej nocy padało tak ciężko
wręcz biblijnie. Tamiza zatopiła promenadę,
wyrzucając niskie formy życia.
To tydzień, odkąd pobili moją żonę,
wsadzili pięć dziur w moją córkę. Wiem, kim oni są.
Wiem dlaczego. Jestem na odległość trzech strzałów zaparkowanego samochodu
na zacienionym parkingu. Moja żona krzyczy,
Zemsta przyciąga muchy słodyczą.
Nawet posiniaczona wygląda dobrze. Ona kłamie
na łóżku, obok mnie. Kochanie, wszystko dobrze.
Tej nocy złapałem ją, ręce splecione, klęczała
na miejscu zbrodni.
Nie zabrałem ze sobą tej żony do Gravesend.
Co mnie powstrzymuje, tchórzostwo?
Żaden z nich, nawet Joe, nie ma prawa żyć.
Jak mogę wybaczyć?
Jak mogę nie wybaczyć
żadnemu z nich? Nawet Joe ma prawo żyć.
Co mnie powtrzymuje, tchórzostwo?
Nie zabrałem ze sobą do Gravesend tej żony
z miejsca zbrodni.
Tej nocy ją złapałem, zaciśnięto dłonie, klękając
na łóżku obok mnie. Kochanie, wszystko dobrze.
Nawet posiniaczona wygląda dobrze. Ona kłamie.
Zemsta słodyczą przyciąga muchy
w zacienionym parkingu. Moja żona krzyczy.
Wiem dlaczego. Jestem na trzy strzały od zaparkowanego samochodu.
podarowano pięć dziur mojej córce. Wiem, kim oni są.
To tydzień, odkąd pobili moją żonę,
wyrzucając tak dużo niskich form życia,
to było wręcz biblijne. Tamiza zatopiła promenadę
Tej nocy padało tak ciężko.
Przeł. Oliwia Betcher
Patience Agbabi - brytyjska performerka spoken wordowa, niestrudzona ambasadorka tego typu aktywności, autorka trzech zbiorów wierszy.
VII
Agnieszka Będkowska-Kopczyk
TRYPTYK z przypisem
I
przepis, jak przygotować męża na randkę
zadbaj, aby miał dwie takie same
całe, bez dziur, skarpetki
i czyste bokserki, najlepiej ciemne
aby odtłuścił sobie włosy
wyczyścił zęby
żeby nie przynosił ci wstydu
skrop go najlepszymi perfumami
możesz zbyt mocno
żeby jej mąż też czuł niepewność
zadbaj, żeby miał co parę prezerwatyw
bo po co generować koszty wychowania
kolejnych frustratów
daj mu kartę płatniczą bez pokrycia
żeby ona musiała zapłacić za hotel
i kredyt zaufania, że to będzie znów
ten ostatni raz
a sama zamów sobie na ten czas
najdroższy z masaży
erotycznych.
II
przepis na uwiedzenie wrażliwego mężczyzny
gdy już zarzucisz haczyk
i coś zaiskrzy
zacznij mu opowiadać o swoich problemach
lękach, frustracjach
wzbudź jego współczucie i czułość zarazem
potem przepleć trójznacznymi złotymi myślami
które rozpalą jego wyobraźnię
następnie wyłkaj mu o poronieniach
nieczułym mężu, matce schizofreniczce
lub czymkolwiek innym
byle ściskało za jego miękkie serce
a wtedy twoje łzy
będą dla niego bardziej słone
niż łzy jego żony
los twoich dzieci
bardziej przejmujący
niż los jego własnych.
III
przepis dla żon literaturoznawców
zakochani bywają patetyczni
ale tego nie widzą
bo miłość jest ślepa (1)
i nie czują obciachu frazy
„twój, twój na zawsze”
dlatego nie czytajcie
listów miłosnych mężów do kochanek
bo możecie się rozczarować
ich stylem
chyba że wmówicie sobie
że to fragment jakiejś słabej powieści
którą wasz mąż omawia na zajęciach
ze studentami.
_______
1 (…) badania sugerują, że miłość może naprawdę być ślepa. Eksperci na uniwersytecie londyńskim odkryli, że zakochanie się może wpłynąć na główne ośrodki w mózgu. Profesor Gareth Leng z uniwersytetu w Edynburgu nie wyklucza, że w przyszłości uda się zastosować terapię (http://hotnews.pl/artnauka-66.html).
Agnieszka Będkowska-Kopczyk (ur.1972) - slawistka, językoznawczyni, tłumaczka i poetka.
niedziela, 14 stycznia 2018
niedziela, 7 stycznia 2018
Bacewicz, Elin, Nagy, Boba-Dyga, Salmonowicz, Workowska, Niekrasowa
I
Wanda Bacewicz – Być ślepym
Zamknąć oczy
uczyć się ciemności -
każdą czynność
pojmować na nowo
Oto wysuwam rękę
ostrożnie
by nie skrzywdzić żadnego przedmiotu
i siebie nie porazić
i nie stracić odwagi -
poznawać
bez balastu łatwizny
Przywrócić sobie wrażliwość
zagubioną przez wieki
Wanda Bacewicz, polska poetka, prozaik, dziennikarka. Urodziła się 10 sierpnia 1914 roku w Łodzi, zmarła 1 stycznia 2011 roku.
Absolwentka studiów teoretycznych i fortepianowych w Konserwatorium Muzycznym Heleny Kijeńskiej-Dobkiewiczowej. Następnie, po ukończeniu Wyższej Szkoły Dziennikarskiej w Warszawie, uzyskała w 1937 stopień magistra dziennikarstwa. W 1958 miał miejsce jej debiut poetycki – Trybuna Literacka opublikowała wiersz Drzewa. W 1959, za Drewniany tryptyk, otrzymała wyróżnienie w Pierwszej Wiośnie Poetów, jednak pierwszy z jej wielu tomów poezji ukazał się dopiero w 1961 roku. Potem wydała jeszcze 9 tomów poezji, ostatni w roku 2003.
Była siostrą Grażyny Bacewicz, kompozytorki i skrzypaczki, opiekunką jej spuścizny, ciotką poetki Aliny Biernackiej.
*
Na zdjęciu, Wanda Bacewicz (ta z kozą) z siostrą Grażyną Bacewicz i siostrzenicą Aliną Biernacką.
Śladem autorki w Babińcu: -https://www.facebook.com/320233918366477/photos/a.320315781691624.1073741828.320233918366477/570682856654914/?type=3&theater
II
Mila Elin – Kalendarz 1925
Wachlarz z białych kwadratów,
Druk obietnic drzewnego papieru,
Ty i ja w mieszkaniu liczb,
Parzystych i samotnych jak niektóre
Oczekiwania. Rzadki sygnał szkarłatu.
Spływa na codzienność czarnego lakieru,
I jest świętem w pudle tajemnic
Czerwonych dni. Czytamy liczby, które
Mówią kształtem jak pianie
Kogutów ze strzępionych
Wspomnień nocy, – zapomnianych drgnień.
Wczoraj czy kiedyś wstało jakieś czcze kochanie.
Na brzegu kartki kalendarza oznaczony
Ołówkowym krzyżykiem – ten jeden dzień.
Mila Elin, polska poetka, urodzona ok. 1907 r, była jedyną kobietą związaną z grupą awangardystów krakowskich. Współzałożycielka grupy literackiej Meteor. Związana z Tadeuszem Peiperem. Zginęła w getcie warszawskim. Zbiory poetyckie wydane pośmiertnie przez Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki.
Źródła: Mila Elin, 16 wierszy
Wydawnictwo: Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki
III
Ágnes Nemes Nagy - Z zapisków Echnatona
Coś jednak powinienem zrobić,
coś przeciw udręce, smutkowi.
Muszę stworzyć jakiegoś boga,
żeby patrzył na mnie z wysoka.
Tęsknota to już za mało,
nieba z betonu bym pragnął.
Więc wstąp na me ramię, boże,
ja ci dopomogę. Siadając na tronie
o cherubów oprzyj swe dłonie.
I odzieję cię, nie miej obawy,
noc twej nagości nie zobaczy,
u szyi przypnij cierpienia,
jakby krew całą strugą płynęła,
niech będę twoim letnim płaszczem,
bo twoje rośliny kochałem.
A w twym sercu – klejnocie zawrzyj,
że zawsze dążyłem do prawdy.
To wystarczy. Powiedz: tu mi dobrze,
i sprawuj swoje funkcje przemożne,
siedź tylko i patrz przez stulecia.
Dłużej z tobą nie mogę zwlekać.
Przełożył Jan Zych
Ágnes Nemes Nagy (ur. 3 stycznia 1922, zm. 23 sierpnia 1991) – węgierska poetka i tłumaczka urodzona w Budapeszcie, w rodzinie inteligenckiej, absolwentka studiów filologicznych na tamtejszym uniwersytecie. Była również nauczycielką w gimnazjum i redaktorką czasopisma pedagogicznego, jednak po 1957 roku żyła wyłącznie z pracy literackiej.
Jej dorobek przekładowy jest bardzo bogaty, tłumaczyła na język węgierski niektóre sztuki Corneille’a, Moliera, Racine’a, Brechta, jak również wiersze Mickiewicza, Słowackiego, Bieńskowskiego, Broniewskiego, Międzyrzeckiego.
Jako poetka debiutowała w roku 1946. Mawiała o sobie, że tworzy krystaliczną lirykę intelektualną.
Jan Zych (1931 – 1995), polski poeta, tłumacz poezji iberyskiej, bułgarskiej oraz węgierskiej. Absolwent polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, tłumaczył także polską poezję na język hiszpański (m.in. wiersze Szymborskiej, Herberta i Miłosza).
*
Źródło: Antologia poezji węgierskiej, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1975, wydanie 1.
IV
Bożena Boba-Dyga
oddychaj
leżymy tak rozdzieleni
kilkoma warstwami odzieży
koszula męska sweter
damski sweter blezer bluzka
gdzieś pomiędzy błąka się zapach
jego cząsteczki wypełniają powietrze
nieruchomo trwamy tak w ciszy oddechów
ciepło raz na
twoim za wąskim a raz
na moim za szerokim materacu
cisza, potem ktoś pójdzie do siebie
oboje włożymy piżamy
Bożena Boba-Dyga (1967) - poetka, śpiewaczka, konserwatorka dzieł sztuki, artystka działająca intermedialnie na polu literatury, muzyki, plastyki i teatru. Autorka trzech tomów wierszy wydanych w Polsce, dwóch w tłumaczeniach na Ukrainie, czterojęzycznego wyboru wierszy wydanego w Anglii i dwujęzycznego wydanego na Ukrainie. Wydała trzy płyty długogrające z piosenką literacką i dwie z muzyką współczesną. Jest m.in. członkinią Związku Polskich Artystów Plastyków, wiceprzewodniczącą Ogólnopolskiej Rady Konserwatorów Dzieł Sztuki przy Zarządzie Głównym ZPAP, Członkinią Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział Kraków. W 2010 roku założyła Fundację Art Forum w ramach której organizuje m.in. Krakowski Festiwal Akordeonowy i Koncerty Prawykonań Utworów Akordeonowych, Konkurs na Film krótkometrażowy do muzyki akordeonowej, Warsztaty partytur graficznych oraz wiele innych wydarzeń literacko-muzycznych i intermedialnych.
Fot. Marta Mazurkiewicz-Stefańczyk
V
#konkursowypiątek
#pierwszykonkursbabińca
Bogumiła Salmonowicz – Scenariusz
lubię z tobą spać.
tak po prostu leżeć obok,
czuć ciepło
i banalnie nie czekać zbyt rychłego
świtu. śniące powieki mieć tuż
na wyciągnięcie języka.
tymczasem
od miesięcy nasłuchuję
ciszy na kijowskim majdanie.
w głowie uparcie przewija się film
według scenariusza babci.
o pierwszej miłości zamienionej w pył
pod gruzami powstania.
siedemdziesiąt lat później
i mnie przyszło studiować
przyjaźń z chłodem. za firanką
nasłuchiwać cienia. odwróconym sercem
nieustannie podgrzewać napar z lubczyku
dla dwojga spragnionych
kubków blue.
Bogumiła Salmonowicz – elblążanka z bieszczadzkimi korzeniami; pedagog, terapeutka, doradca personalny, nauczyciel akademicki w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Elblągu oraz w Politechnice Gdańskiej. Prowadzi także firmę doradczo-szkoleniową. Jej teksty znaleźć możne w kilku kwartalnikach literacko-kulturalnych oraz na portalach poetyckich, a także w wielu antologiach [np. „Z ograniczoną nieodpowiedzialnością” (Pelplin 2012); „WierszYstawka” – Fundacji Literatury im. H. Berezy (Poznań 2015); „A nad nami biało-czerwona” (Głogów 2015); „Oczko” (Głogów 2015); „W ciemno” (Głogów 2016); „Książka pełna słów” (Elbląg 2016); Antologia Poetów Polskich 2016 (Warszawa 2016); Metafora Współczesności t I (Kraków 2016); Metafora Współczesności t. II (Kraków 2017)]. Jest laureatką kilku ogólnopolskich konkursów poetyckich i turniejów jednego wiersza. Dotychczas wydała dwie samodzielne książki poetyckie: „BoSa” (2024) i „Abrazje” (2016). W przygotowaniu – tomik pt.”Femoglobina”.
fot. Wiesław Leszczyński
VI
Jola Workowska - 6 stycznia
Mama lubi jeść. Kwadrans po kolacji, po wieczornej toalecie, woła o picie i jedzenie.
- Nie mogę dać ci więcej, bo nie spalisz tyle kalorii. Zobacz, jaki masz duży brzuch.
- Jest duży, bo połknęłam Mikołaja. Ale on też nie chce mi dać kromki chleba.
Święto Trzech Króli i Mikołajki są tego samego dnia. To, że dzieli je miesiąc, nie ma znaczenia. Mama żyje w swoim wszechświecie, gdzie pory dnia wyznacza posiłek. No bo ten kto nie je, nie żyje. A ona tak bardzo nie chce odchodzić
Jola Workowska - dziennikarz, freelancerka. Ukończyła politologię, europeistykę i kulturoznastwo międzynarodowe na UJ. Pracowała jako reporterka i redaktorka w "Gazecie Krakowskiej" i "Dzienniku Polskim". Publikuje w "Odrze", "Forum Akademickim", www. londynek, www.eioba. Współautorka książki "Wierzę w to co potrafię zrozumieć". Pasjonuje się drugim człowiekiem.
Śladami autorki na Babińcu https://www.facebook.com/320233918366477/photos/a.320315781691624.1073741828.320233918366477/436588190064382/?type=3&theater
VII
Ksenia Niekrasowa - Talencie mój
Talencie mój,
daj siłę
chcę wytrwać w ciężkich trudach
aż do kresu.
Uczyń
by z dłoni mojej nie wypadło
wszechwładne dłuto.
Ksenia Niekrasowa - poetka rosyjska, ur. 18 stycznia 1912 w Irbitskich Wierszynach, zm. 17 lutego 1958 w Moskwie. Debiutowała na łamach pisma Oktiabr w 1937. Pierwszą książkę Nocz na basztanie (Noc na basztanie) ogłosiła w 1955. Drugi zbiorek, A ziemla nasza priekrasna (A ziemia nasza jest piękna) ukazał się w miesiąc po śmierci autorki (2. wyd, 1960). Później ogłoszono tomy Stichi (1973, Wiersze) oraz Moi stichi (1976, Moje wiersze), zawierające wiele tekstów wcześniej niepublikowanych.
Źródło: Ksenia Niekrasowa, Moje wiersze,Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980
Wanda Bacewicz – Być ślepym
Zamknąć oczy
uczyć się ciemności -
każdą czynność
pojmować na nowo
Oto wysuwam rękę
ostrożnie
by nie skrzywdzić żadnego przedmiotu
i siebie nie porazić
i nie stracić odwagi -
poznawać
bez balastu łatwizny
Przywrócić sobie wrażliwość
zagubioną przez wieki
Wanda Bacewicz, polska poetka, prozaik, dziennikarka. Urodziła się 10 sierpnia 1914 roku w Łodzi, zmarła 1 stycznia 2011 roku.
Absolwentka studiów teoretycznych i fortepianowych w Konserwatorium Muzycznym Heleny Kijeńskiej-Dobkiewiczowej. Następnie, po ukończeniu Wyższej Szkoły Dziennikarskiej w Warszawie, uzyskała w 1937 stopień magistra dziennikarstwa. W 1958 miał miejsce jej debiut poetycki – Trybuna Literacka opublikowała wiersz Drzewa. W 1959, za Drewniany tryptyk, otrzymała wyróżnienie w Pierwszej Wiośnie Poetów, jednak pierwszy z jej wielu tomów poezji ukazał się dopiero w 1961 roku. Potem wydała jeszcze 9 tomów poezji, ostatni w roku 2003.
Była siostrą Grażyny Bacewicz, kompozytorki i skrzypaczki, opiekunką jej spuścizny, ciotką poetki Aliny Biernackiej.
*
Na zdjęciu, Wanda Bacewicz (ta z kozą) z siostrą Grażyną Bacewicz i siostrzenicą Aliną Biernacką.
Śladem autorki w Babińcu: -https://www.facebook.com/320233918366477/photos/a.320315781691624.1073741828.320233918366477/570682856654914/?type=3&theater
II
Mila Elin – Kalendarz 1925
Wachlarz z białych kwadratów,
Druk obietnic drzewnego papieru,
Ty i ja w mieszkaniu liczb,
Parzystych i samotnych jak niektóre
Oczekiwania. Rzadki sygnał szkarłatu.
Spływa na codzienność czarnego lakieru,
I jest świętem w pudle tajemnic
Czerwonych dni. Czytamy liczby, które
Mówią kształtem jak pianie
Kogutów ze strzępionych
Wspomnień nocy, – zapomnianych drgnień.
Wczoraj czy kiedyś wstało jakieś czcze kochanie.
Na brzegu kartki kalendarza oznaczony
Ołówkowym krzyżykiem – ten jeden dzień.
Mila Elin, polska poetka, urodzona ok. 1907 r, była jedyną kobietą związaną z grupą awangardystów krakowskich. Współzałożycielka grupy literackiej Meteor. Związana z Tadeuszem Peiperem. Zginęła w getcie warszawskim. Zbiory poetyckie wydane pośmiertnie przez Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki.
Źródła: Mila Elin, 16 wierszy
Wydawnictwo: Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki
III
Ágnes Nemes Nagy - Z zapisków Echnatona
Coś jednak powinienem zrobić,
coś przeciw udręce, smutkowi.
Muszę stworzyć jakiegoś boga,
żeby patrzył na mnie z wysoka.
Tęsknota to już za mało,
nieba z betonu bym pragnął.
Więc wstąp na me ramię, boże,
ja ci dopomogę. Siadając na tronie
o cherubów oprzyj swe dłonie.
I odzieję cię, nie miej obawy,
noc twej nagości nie zobaczy,
u szyi przypnij cierpienia,
jakby krew całą strugą płynęła,
niech będę twoim letnim płaszczem,
bo twoje rośliny kochałem.
A w twym sercu – klejnocie zawrzyj,
że zawsze dążyłem do prawdy.
To wystarczy. Powiedz: tu mi dobrze,
i sprawuj swoje funkcje przemożne,
siedź tylko i patrz przez stulecia.
Dłużej z tobą nie mogę zwlekać.
Przełożył Jan Zych
Ágnes Nemes Nagy (ur. 3 stycznia 1922, zm. 23 sierpnia 1991) – węgierska poetka i tłumaczka urodzona w Budapeszcie, w rodzinie inteligenckiej, absolwentka studiów filologicznych na tamtejszym uniwersytecie. Była również nauczycielką w gimnazjum i redaktorką czasopisma pedagogicznego, jednak po 1957 roku żyła wyłącznie z pracy literackiej.
Jej dorobek przekładowy jest bardzo bogaty, tłumaczyła na język węgierski niektóre sztuki Corneille’a, Moliera, Racine’a, Brechta, jak również wiersze Mickiewicza, Słowackiego, Bieńskowskiego, Broniewskiego, Międzyrzeckiego.
Jako poetka debiutowała w roku 1946. Mawiała o sobie, że tworzy krystaliczną lirykę intelektualną.
Jan Zych (1931 – 1995), polski poeta, tłumacz poezji iberyskiej, bułgarskiej oraz węgierskiej. Absolwent polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, tłumaczył także polską poezję na język hiszpański (m.in. wiersze Szymborskiej, Herberta i Miłosza).
*
Źródło: Antologia poezji węgierskiej, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1975, wydanie 1.
IV
Bożena Boba-Dyga
oddychaj
leżymy tak rozdzieleni
kilkoma warstwami odzieży
koszula męska sweter
damski sweter blezer bluzka
gdzieś pomiędzy błąka się zapach
jego cząsteczki wypełniają powietrze
nieruchomo trwamy tak w ciszy oddechów
ciepło raz na
twoim za wąskim a raz
na moim za szerokim materacu
cisza, potem ktoś pójdzie do siebie
oboje włożymy piżamy
Bożena Boba-Dyga (1967) - poetka, śpiewaczka, konserwatorka dzieł sztuki, artystka działająca intermedialnie na polu literatury, muzyki, plastyki i teatru. Autorka trzech tomów wierszy wydanych w Polsce, dwóch w tłumaczeniach na Ukrainie, czterojęzycznego wyboru wierszy wydanego w Anglii i dwujęzycznego wydanego na Ukrainie. Wydała trzy płyty długogrające z piosenką literacką i dwie z muzyką współczesną. Jest m.in. członkinią Związku Polskich Artystów Plastyków, wiceprzewodniczącą Ogólnopolskiej Rady Konserwatorów Dzieł Sztuki przy Zarządzie Głównym ZPAP, Członkinią Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział Kraków. W 2010 roku założyła Fundację Art Forum w ramach której organizuje m.in. Krakowski Festiwal Akordeonowy i Koncerty Prawykonań Utworów Akordeonowych, Konkurs na Film krótkometrażowy do muzyki akordeonowej, Warsztaty partytur graficznych oraz wiele innych wydarzeń literacko-muzycznych i intermedialnych.
Fot. Marta Mazurkiewicz-Stefańczyk
V
#konkursowypiątek
#pierwszykonkursbabińca
Bogumiła Salmonowicz – Scenariusz
lubię z tobą spać.
tak po prostu leżeć obok,
czuć ciepło
i banalnie nie czekać zbyt rychłego
świtu. śniące powieki mieć tuż
na wyciągnięcie języka.
tymczasem
od miesięcy nasłuchuję
ciszy na kijowskim majdanie.
w głowie uparcie przewija się film
według scenariusza babci.
o pierwszej miłości zamienionej w pył
pod gruzami powstania.
siedemdziesiąt lat później
i mnie przyszło studiować
przyjaźń z chłodem. za firanką
nasłuchiwać cienia. odwróconym sercem
nieustannie podgrzewać napar z lubczyku
dla dwojga spragnionych
kubków blue.
Bogumiła Salmonowicz – elblążanka z bieszczadzkimi korzeniami; pedagog, terapeutka, doradca personalny, nauczyciel akademicki w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Elblągu oraz w Politechnice Gdańskiej. Prowadzi także firmę doradczo-szkoleniową. Jej teksty znaleźć możne w kilku kwartalnikach literacko-kulturalnych oraz na portalach poetyckich, a także w wielu antologiach [np. „Z ograniczoną nieodpowiedzialnością” (Pelplin 2012); „WierszYstawka” – Fundacji Literatury im. H. Berezy (Poznań 2015); „A nad nami biało-czerwona” (Głogów 2015); „Oczko” (Głogów 2015); „W ciemno” (Głogów 2016); „Książka pełna słów” (Elbląg 2016); Antologia Poetów Polskich 2016 (Warszawa 2016); Metafora Współczesności t I (Kraków 2016); Metafora Współczesności t. II (Kraków 2017)]. Jest laureatką kilku ogólnopolskich konkursów poetyckich i turniejów jednego wiersza. Dotychczas wydała dwie samodzielne książki poetyckie: „BoSa” (2024) i „Abrazje” (2016). W przygotowaniu – tomik pt.”Femoglobina”.
fot. Wiesław Leszczyński
VI
Jola Workowska - 6 stycznia
Mama lubi jeść. Kwadrans po kolacji, po wieczornej toalecie, woła o picie i jedzenie.
- Nie mogę dać ci więcej, bo nie spalisz tyle kalorii. Zobacz, jaki masz duży brzuch.
- Jest duży, bo połknęłam Mikołaja. Ale on też nie chce mi dać kromki chleba.
Święto Trzech Króli i Mikołajki są tego samego dnia. To, że dzieli je miesiąc, nie ma znaczenia. Mama żyje w swoim wszechświecie, gdzie pory dnia wyznacza posiłek. No bo ten kto nie je, nie żyje. A ona tak bardzo nie chce odchodzić
Jola Workowska - dziennikarz, freelancerka. Ukończyła politologię, europeistykę i kulturoznastwo międzynarodowe na UJ. Pracowała jako reporterka i redaktorka w "Gazecie Krakowskiej" i "Dzienniku Polskim". Publikuje w "Odrze", "Forum Akademickim", www. londynek, www.eioba. Współautorka książki "Wierzę w to co potrafię zrozumieć". Pasjonuje się drugim człowiekiem.
Śladami autorki na Babińcu https://www.facebook.com/320233918366477/photos/a.320315781691624.1073741828.320233918366477/436588190064382/?type=3&theater
VII
Ksenia Niekrasowa - Talencie mój
Talencie mój,
daj siłę
chcę wytrwać w ciężkich trudach
aż do kresu.
Uczyń
by z dłoni mojej nie wypadło
wszechwładne dłuto.
Ksenia Niekrasowa - poetka rosyjska, ur. 18 stycznia 1912 w Irbitskich Wierszynach, zm. 17 lutego 1958 w Moskwie. Debiutowała na łamach pisma Oktiabr w 1937. Pierwszą książkę Nocz na basztanie (Noc na basztanie) ogłosiła w 1955. Drugi zbiorek, A ziemla nasza priekrasna (A ziemia nasza jest piękna) ukazał się w miesiąc po śmierci autorki (2. wyd, 1960). Później ogłoszono tomy Stichi (1973, Wiersze) oraz Moi stichi (1976, Moje wiersze), zawierające wiele tekstów wcześniej niepublikowanych.
Źródło: Ksenia Niekrasowa, Moje wiersze,Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980
niedziela, 31 grudnia 2017
Nowa odsłona bloga
Ponieważ nasza działalność na platformie blog.pl, z racji jej zamknięcia, nie może być dłużej kontynuowana, postanowiłyśmy przenieść się tutaj. W miarę upływu czasu postaramy się, by strona nabrała nowszego, przejrzystszego wyglądu.
Zapraszamy i zachęcamy do aktywnego śledzenia nas na łamach bloga oraz nadsyłania materiałów do publikacji na nowy adres mailowy - babiniecliteracki@gmail.com
redakcja Babińca Literackiego
Kruk, Boruń-Jagodzińska, Zajdowicz, Krawiec, Bulmer, Nagórska, Teadale
I
Hałyna Kruk
***
kobieta przecina sobie żyły
bo nie chce się starzeć
zwykłym kuchennym nożem
jakim otwiera szproty
wątły anioł,
głupi lekarz i sanitariusz–okularnik
to wątpliwa kompania do tej brudnej roboty
od ich idealizmu kręci się w głowie
i zawraca skąpe słońce za kiosk naprzeciwko
jak ma uciec
jak wyciec wąskim nacięciem po nożu
i w jaki korytarz rzucić się potem,
jeśli przeciw są wszyscy
wiatr wynosi ją po spiralnej aorcie
tak po prostu – wiu…
doktor podstawia jej lusterko
myśli – przecież to kobieta, zawsze się zawaha, może
jednak, ale – guzik, bo kiedy już idzie to idzie
kobieta – sam wiesz, to uparte stworzenie –
wybacz jej, Boże…
kobieta przecina sobie żyły
bo nie chce się starzeć
zwykłym kuchennym nożem
jakim otwiera szproty
wątły anioł,
głupi lekarz i sanitariusz–okularnik
to wątpliwa kompania do tej brudnej roboty
od ich idealizmu kręci się w głowie
i zawraca skąpe słońce za kiosk naprzeciwko
jak ma uciec
jak wyciec wąskim nacięciem po nożu
i w jaki korytarz rzucić się potem,
jeśli przeciw są wszyscy
wiatr wynosi ją po spiralnej aorcie
tak po prostu – wiu…
doktor podstawia jej lusterko
myśli – przecież to kobieta, zawsze się zawaha, może
jednak, ale – guzik, bo kiedy już idzie to idzie
kobieta – sam wiesz, to uparte stworzenie –
wybacz jej, Boże…
Przekład Aneta Kamińska
*
Hałyna Kruk (1974) – ukraińska poetka, tłumaczka, historyk literatury.
Hałyna Kruk (1974) – ukraińska poetka, tłumaczka, historyk literatury.

II
Katarzyna Boruń-Jagodzińska – Tosca
Sztuką żyć nie sposób, lecz można dobrze żyć ze sztuki.
Rauty i akademie, dobroczynne bale, koncerty o poranku.
Śpiewaczka to nie zawód dla godnej kobiety.
Przed sierotami śpiewam wdzięczne suchotniczki,
przed prefektem policji gram pierwsze naiwne.
Wiem, że śpiewaczka to nie jest zawód uczciwej kobiety,
ale czy policjant to dobra praca dla czułego kochanka,
a artysta to najlepsze zajęcie dla patrioty?
Lecz zawsze wszystko na mnie.
Mnie po prostu słychać.
Ja każdy przewrót witam z górnym ce na ustach,
głos mi nie grzęźnie w gardle nawet w partii zdrady.
Scarpia je, Mario jęczy, a ja ciągle śpiewam.
Rauty i akademie, dobroczynne bale, koncerty o poranku.
Śpiewaczka to nie zawód dla godnej kobiety.
Przed sierotami śpiewam wdzięczne suchotniczki,
przed prefektem policji gram pierwsze naiwne.
Wiem, że śpiewaczka to nie jest zawód uczciwej kobiety,
ale czy policjant to dobra praca dla czułego kochanka,
a artysta to najlepsze zajęcie dla patrioty?
Lecz zawsze wszystko na mnie.
Mnie po prostu słychać.
Ja każdy przewrót witam z górnym ce na ustach,
głos mi nie grzęźnie w gardle nawet w partii zdrady.
Scarpia je, Mario jęczy, a ja ciągle śpiewam.
*
Katarzyna Boruń-Jagodzińska (ur. 12 marca 1956 w Warszawie) – polska poetka, publicystka, tłumaczka. Jest członkinią Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, PEN-Clubu , w latach 2000 – 2015 była członkinią Zarządu Fundacji Domu Literatury i Domów Pracy Twórczej. Członkini Stowarzyszenia Wolnego Słowa. Autorka przekładów z języka czeskiego i słowackiego.
Źródło: Katarzyna Boruń, „Tosca” z tomu „Muzeum automatów”, 1985.

III
Agnieszka Zajdowicz – List do świętego Antoniego
dzieci mi rosną Panie Antoni
przestały się czepiać spódnicy jak małpki
całus już tylko skradziony przypadkiem
i nawet nie wtedy, gdy boli kolano
przestały się czepiać spódnicy jak małpki
całus już tylko skradziony przypadkiem
i nawet nie wtedy, gdy boli kolano
mówił Pan, żeby kochać szybciej niż jeżdżą rowerem
żeby łapać skowronki uśmiechów co rano
zanim się rysy wyostrzą na perkatych noskach
nim w tęczówkach oczu odłoży się szarość
żeby łapać skowronki uśmiechów co rano
zanim się rysy wyostrzą na perkatych noskach
nim w tęczówkach oczu odłoży się szarość
Panie Antoni, wstaję coraz wcześniej
i co dzień się spóźniam
tak samo
i co dzień się spóźniam
tak samo
*
Agnieszka Zajdowicz - Urodzona 14 kwietnia 1976 roku w Białymstoku. Mieszkanka Zabłudowa na Podlasiu. Autorka bloga poetyckiego http://wpoldoszostej.blogspot.com.
W latach 1994-96 wokalistka i autorka tekstów w grupach muzycznych Nurt i Indian Summer. Jej debiut poetycki miał miejsce w 1998 roku na łamach „Z Zabłudowskiej Ziemi”. W 2006 roku zajęła trzecie miejsce w konkursie poetyckim „Zatrzymaj się … to przemijanie ma sens … ma sens” w Katowicach. Publikowała w miesięczniku „Zabłudów i Okolice”, tygodniku „Angora”, antologii „Białystok poetycki 2014″, almanachu „EPEA”. Debiut książkowy: tomik poezji „Siła bezwładności”, Wydawnictwo Miniatura – 2014 r.
W latach 1994-96 wokalistka i autorka tekstów w grupach muzycznych Nurt i Indian Summer. Jej debiut poetycki miał miejsce w 1998 roku na łamach „Z Zabłudowskiej Ziemi”. W 2006 roku zajęła trzecie miejsce w konkursie poetyckim „Zatrzymaj się … to przemijanie ma sens … ma sens” w Katowicach. Publikowała w miesięczniku „Zabłudów i Okolice”, tygodniku „Angora”, antologii „Białystok poetycki 2014″, almanachu „EPEA”. Debiut książkowy: tomik poezji „Siła bezwładności”, Wydawnictwo Miniatura – 2014 r.

IV
Justyna Krawiec ‒ PSY I WILKI (CIEPŁO)
A.C.
chcesz? urodzę ci hybrydę. dziecko. to nic trudnego.
wystarczy znak, nieprzełożony na żaden ze znanych
symboli.
wystarczy znak, nieprzełożony na żaden ze znanych
symboli.
wytrzymałam już siebie, gorszych kobiet nie pamiętam.
mówisz:dzieli nas czas i tamto.
mówisz:dzieli nas czas i tamto.
czas jest ruchem powietrza, obrotem ciała,
krótkim gestem, który prosi o więcej. tamto nie ma ze mną
nic wspólnego.
krótkim gestem, który prosi o więcej. tamto nie ma ze mną
nic wspólnego.
mój język jest obcy i potrafi kaleczyć, ale jeśli chcesz,
urodzę ci dom, nowe święta i światło. tylko spróbuj
odczytać: na nagiej dłoni przynoszę ciało.
siebie wystawiam za cel.
urodzę ci dom, nowe święta i światło. tylko spróbuj
odczytać: na nagiej dłoni przynoszę ciało.
siebie wystawiam za cel.
*
Justyna Krawiec (1988) – studiowała Kulturoznawstwo na Uniwersytecie Łódzkim. Autorka tomiku „Chłód”, laureatka Konkursu im. J. Bierezina 2011. Poezję publikowała w „Toposie”, „Protokole Kulturalnym”, „Arteriach”, „artPapierze”, „PKPzinie”. Ma stado psów.
Justyna Krawiec (1988) – studiowała Kulturoznawstwo na Uniwersytecie Łódzkim. Autorka tomiku „Chłód”, laureatka Konkursu im. J. Bierezina 2011. Poezję publikowała w „Toposie”, „Protokole Kulturalnym”, „Arteriach”, „artPapierze”, „PKPzinie”. Ma stado psów.

V
Agnes Bulmer ‒ Królestwo Mesjasza
(fragment)
(fragment)
O Nim, wysoko uniesionym na Niebios przewspaniałym tronie,
U stóp którego się rozciąga świetna posadzka szafirowa,
A nad nim najjaśniejsza chwała, przerażająca, niezbadana,
Łuk rozżarzony, który blaskiem delikatniejszym światło rzuca,
A wokół tronu zgromadzony świetlisty krąg wybrańców wiernych,
Chór śpiewających i grających na wielkich harfach cherubinów
I Serafini, których szaty z wiecznego blasku się składają
Oraz anioły, które miękko hymn uwielbienia wyśpiewują.
O Nim odwiecznym, nieskończonym, najwyższym Panu tego świata
Jedynie z trudem śpiewać może Muza śmiertelna i przyziemna;
On, który dla swych archaniołów zbyt wielkim zdaje się tematem,
Wsłuchuje się w modlitwy dzieci, gdy te hosanna chórem głoszą,
Z łaską nad nimi się pochyla i miłosierdzia skrzydłem chroni.
*
U stóp którego się rozciąga świetna posadzka szafirowa,
A nad nim najjaśniejsza chwała, przerażająca, niezbadana,
Łuk rozżarzony, który blaskiem delikatniejszym światło rzuca,
A wokół tronu zgromadzony świetlisty krąg wybrańców wiernych,
Chór śpiewających i grających na wielkich harfach cherubinów
I Serafini, których szaty z wiecznego blasku się składają
Oraz anioły, które miękko hymn uwielbienia wyśpiewują.
O Nim odwiecznym, nieskończonym, najwyższym Panu tego świata
Jedynie z trudem śpiewać może Muza śmiertelna i przyziemna;
On, który dla swych archaniołów zbyt wielkim zdaje się tematem,
Wsłuchuje się w modlitwy dzieci, gdy te hosanna chórem głoszą,
Z łaską nad nimi się pochyla i miłosierdzia skrzydłem chroni.
*
Agnes Bulmer , ur.1775 zm.1836 – poetka angielska, metodystka, autorka obszernego poematu epickiego w dwunastu księgach Królestwo Mesjasza, liczącego ponad czternaście tysięcy wersów.

VI
Anna Nagórska ‒ Dawne choinki
Dawne choinki przyszły do mnie we śnie
Utworzyły ogromny, prześliczny zagajnik
Stoją w urodzie i wonności leśnej
Najjaśniejsze kwiaty lat zwyczajnych
Cherubiny skrzydlate i święty Mikołaj
Złote szyszki osnute kryształową przędzą…
Ktoś ozdoby ze starych pudełek wywołał
Lśnią świece. Fruną ptaki. Srebrne sanki pędzą.
Zrosły się szklane kule przed laty rozbite
– Na swym miejscu stanęła malownicza szopka
Wszystko jest uniesieniem. Wszystko jest zachwytem
Który u kresu doli też możemy spotkać…
Piór ze skrzydeł anielskich zły czas nie wyskubał
– Żałobę ziemi skryła świetlista ponowa
Gwiazdy świecą na wiotkich choinkowych czubach
– Jezus nam swe ubóstwo jak szczęście darował…
Utworzyły ogromny, prześliczny zagajnik
Stoją w urodzie i wonności leśnej
Najjaśniejsze kwiaty lat zwyczajnych
Cherubiny skrzydlate i święty Mikołaj
Złote szyszki osnute kryształową przędzą…
Ktoś ozdoby ze starych pudełek wywołał
Lśnią świece. Fruną ptaki. Srebrne sanki pędzą.
Zrosły się szklane kule przed laty rozbite
– Na swym miejscu stanęła malownicza szopka
Wszystko jest uniesieniem. Wszystko jest zachwytem
Który u kresu doli też możemy spotkać…
Piór ze skrzydeł anielskich zły czas nie wyskubał
– Żałobę ziemi skryła świetlista ponowa
Gwiazdy świecą na wiotkich choinkowych czubach
– Jezus nam swe ubóstwo jak szczęście darował…
*
Anna Nagórska 1882–1963. Pochodziła z ziemi sieradzkiej, z zamożnej rodziny ziemiańskiej. Była jedną z pierwszych Polek studiujących na Sorbonie. Świetnie wyedukowana, posiadała nieprzeciętny talent. Zajmowała się literaturą, malarstwem, w młodości znakomicie grała na fortepianie. Obdarzona fenomenalną pamięcią, czyta i kształci się przez całe życie. Powstają publikacje, książki. Ukazuje się także jej własna twórczość. Zmarła w Zaklikowie 19.11.1963 roku, mając 81 lat.

VII
Sara Teasdale ‒ Kolęda
Królowie przyszli z południa,
W ubraniach z gronostajów;
Dali mu perły i złoto,
I wino z ciepłych krajów.
W ubraniach z gronostajów;
Dali mu perły i złoto,
I wino z ciepłych krajów.
Pasterze przyszli z północy,
W burych, starych kapotach;
Dali mu kilka owieczek,
Ale nie mieli złota.
W burych, starych kapotach;
Dali mu kilka owieczek,
Ale nie mieli złota.
Mędrcy przybyli ze wschodu,
Spowici w szaty z bieli:
Gwiazda do szopki ich wiodła
Aby noc rozanielić..
Spowici w szaty z bieli:
Gwiazda do szopki ich wiodła
Aby noc rozanielić..
Anioły zeszły z wysoka,
Ze skrzydłami jak trzeba;
Niosąc radosną koledę
Śpiewaną w chórach nieba..
Ze skrzydłami jak trzeba;
Niosąc radosną koledę
Śpiewaną w chórach nieba..
Królowie w drzwi zapukali,
Mędrcy podeszli rzędem,
A za mędrcami pasterze,
By uslyszeć kolędę.
Mędrcy podeszli rzędem,
A za mędrcami pasterze,
By uslyszeć kolędę.
Anioły przez noc śpiewaly
Do czasu wschodu słońca,
Ale zasnął Jezus mały
Nim pieśń dobiegła końca.
Do czasu wschodu słońca,
Ale zasnął Jezus mały
Nim pieśń dobiegła końca.
Przełożył i napisał, specjalnie dla Babińca, słowo o Sarze Teadale - Janusz Solarz
*
Sara Teadale (1884-1933) – urodziła się w St.Louis nad Mississippi dwa lata przed śmiercią Emily Dickinson, a trzy lata przed tym jak w tym samym mieście urodzi się T.S. Eliot. Trudno dziś uwierzyć, że ta na poły zapomniana poetka była kiedyś bardziej znana od wspomnianych powyżej gigantów poezji światowej, a jednak tak było.
Teasdale opublikowała pierwszy zbiór wierszy, wybór sonetów, w 1907 roku. Po przeprowadzce do Nowego Jorku, w 1918 roku, była pierwszą osobą nagrodzoną przez Columbia University Poetry Society. Ta nagroda będzie znana później jako Nagroda Pulitzera w dziedzinie poezji. Mówimy więc tutaj o poetce uznanej przez współczesnych. Chwalono jej wiersze za prostotę i klarowność, za sprawne wykorzystanie klasycznych form, za romantyczne tematy. Nie wiedząc zapewne wiele o Emily Dickinson, używała w swoich wierszach naprzemiennych ośmio i sześciosylabowych linijek, które są znakiem rozpoznawczym poezji samotniczki z Amherst (w takim metrum jest w oryginale prezentowany dziś wiersz świąteczny). Myślę, że śmiało można byłoby porównywać jej dorobek do wierszy naszej Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.
Całkiem w niezgodzie z wydźwiękiem jej poezji, legenda Sary Teasdale jako poetki tragicznej miała swoje początki w samobójczej śmierci pisarki. Obłożnie chora, osłabiona przez zapalenie płuc, odebrała sobie życie w 1933 roku, przedawkowując środki przeciwbólowe i narkotyki.

niedziela, 24 grudnia 2017
Waśniowska, McHugh, Dwojnych, Andedda, Ginczanka, Kiwa, Iwaniec
I
Emilia Waśniowska ‒ Wieczór wigilijny
To właśnie tego wieczoru,
gdy mróz lśni, jak gwiazda na dworze,
przy stołach są miejsca dla obcych,
bo nikt być samotny nie może.
gdy mróz lśni, jak gwiazda na dworze,
przy stołach są miejsca dla obcych,
bo nikt być samotny nie może.
To właśnie tego wieczoru,
gdy wiatr zimny śniegiem dmucha,
w serca złamane i smutne
po cichu wstępuje otucha.
gdy wiatr zimny śniegiem dmucha,
w serca złamane i smutne
po cichu wstępuje otucha.
To właśnie tego wieczoru
zło ze wstydu umiera,
widząc, jak silna i piękna
jest Miłość, gdy pięści rozwiera.
zło ze wstydu umiera,
widząc, jak silna i piękna
jest Miłość, gdy pięści rozwiera.
To właśnie tego wieczoru,
od bardzo wielu wieków,
pod dachem tkliwej kolędy
Bóg rodzi się w człowieku.
od bardzo wielu wieków,
pod dachem tkliwej kolędy
Bóg rodzi się w człowieku.
*
Emilia Waśniowska , ur. 20 września 1954 w Poznaniu, zm. 26 listopada 2005 – polska poetka, polonistka, autorka wierszy, opowiadań i piosenek dla dzieci. Dyrektor SP nr 34 w Poznaniu. Odznaczona Nagrodą MEN I stopnia oraz Odznaką TPD „Przyjaciel Dziecka” i wieloma innymi, krzewicielka kultury i inicjatorka wielu imprez, bezgranicznie kochająca dzieci. Od 1990 należała do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Była także członkinią Zarządu Głównego Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza.

II
Heather McHugh ‒ Stary Dobry Bóg
Jajcarz z niego, razem z tym jego podrzucaniem monety,
umiłowaniem prawa i bawieniem się prądem —
umiłowaniem prawa i bawieniem się prądem —
niech kopnie kochanków! (Jego żart, naszym kosztem.) Chryste Panie,
ależ on wypina tyłek! Jezus Maria, jakie on robi zatroskane
miny! Grymas pełen zakazów, z takim skutkiem, że kontrolę
nad prokreacją diabli biorą. “Będziesz kwitnąć przez chwilę — i gnić
przez wieczność — jesteś z krwi i kości, zniewolony
przez pożądanie. Swoją drogą, co chciałeś mieć, ocean
uczuć czy czas? To dla ciebie ta kałuża,
miejsce pochodzenia, szpara i krocze.” Jajcarz z niego,
czyż nie? — gdzieś ponad tym zgiełkiem, jakby nigdy nic
oddziela dzień od nocy, jakby nigdy nic
nakręca swój zegar…
ależ on wypina tyłek! Jezus Maria, jakie on robi zatroskane
miny! Grymas pełen zakazów, z takim skutkiem, że kontrolę
nad prokreacją diabli biorą. “Będziesz kwitnąć przez chwilę — i gnić
przez wieczność — jesteś z krwi i kości, zniewolony
przez pożądanie. Swoją drogą, co chciałeś mieć, ocean
uczuć czy czas? To dla ciebie ta kałuża,
miejsce pochodzenia, szpara i krocze.” Jajcarz z niego,
czyż nie? — gdzieś ponad tym zgiełkiem, jakby nigdy nic
oddziela dzień od nocy, jakby nigdy nic
nakręca swój zegar…
Tłum. Janusz Solarz
*
Heather McHugh – (urodzona 20 sierpnia 1948), amerykańska poetka. Zaczęła pisać wiersze w wieku pięciu lat. Absolwentka Harwardu. Jest kanclerzem w Academy of American Poets, amerykańskiej organizacji wspierającej i promującej poetów, sponsorującej główne nagrody poetyckie.

III
Anna Dwojnych – Skargi matrymonialne
kiedyś kobieta chociaż coś zrobiła
wyprała, ugotowała, posprzątała
dzisiejsze kobiety nie potrafią nic
wyprała, ugotowała, posprzątała
dzisiejsze kobiety nie potrafią nic
zamiast obierać ziemniaki
piszą wiersze
piszą wiersze
*
Anna Dwojnych – absolwentka socjologii i filozofii, doktorantka w Zakładzie Badań Kultury Instytutu Socjologii UMK. Współredaktorka magazynu „Inter-.Literatura-Krytyka-Kultura”. Pisze poezję i prozę. Publikowała na łamach m.in. „Odry”, „Gazety Wyborczej”, „Lampy”, „Wyspy”, „Fabulariów”, „Blizy”, „Wakatu”, „Cegły”, „Śląskiej Strefy Gender” oraz w antologiach: „Młody Toruń poetycki” i „Grała w nas gra”. Autorka tomiku „gadu gadu”.

IV
Antonella Andedda ‒ Zimowa noc w mieście
Teraz przestało padać. Z okna świat jest jak krople.
twarz bez nosa, oczu, ust. Tylko drobne łzy:
drzewa i domy. Jakiś szczególny blask
bije, gdzie ktoś krzyczy z fotela
szlachetny, ale wciąż niepewny, czy dom przypomina
tych, którzy żyli w przeszłości i których pogubił.
twarz bez nosa, oczu, ust. Tylko drobne łzy:
drzewa i domy. Jakiś szczególny blask
bije, gdzie ktoś krzyczy z fotela
szlachetny, ale wciąż niepewny, czy dom przypomina
tych, którzy żyli w przeszłości i których pogubił.
To nie jest nostalgia, która płacze, ale dla całej wagi
deszczu, co jest jak dach,
który ktoś odrywa i unosi.
Jak gdyby cały pałac, spuchnięty wodą i kamieniem
świadczył o zbrodniach.
deszczu, co jest jak dach,
który ktoś odrywa i unosi.
Jak gdyby cały pałac, spuchnięty wodą i kamieniem
świadczył o zbrodniach.
Istota może być okrutna, budzić cię w nocy
lub siać spustoszene we śnie. Bądź gardle.
Zostań tam, na ziemi, pod deszczem, który nadejdzie.
lub siać spustoszene we śnie. Bądź gardle.
Zostań tam, na ziemi, pod deszczem, który nadejdzie.
Przełożyła Kaja Kak
*
Antonella Andedda – ur. 1955 r w Rzymie pisarka, poetka i tłumaczka. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów współczesnej włoskiej literatury.

V
Zuzanna Ginczanka – Non omnis moriar
Non omnis moriar – moje dumne włości,
Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych,
Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie.
Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica,
Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera,
Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla,
Donosicielko chyża, matko folksdojczera.
Tobie, twoim niech służą, bo po cóż by obcym.
Bliscy moi – nie lutnia to, nie puste imię.
Pamiętam o was, wyście, kiedy szli szupowcy,
Też pamiętali o mnie. Przypomnieli i mnie.
Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo:
Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze –
Niechaj piją noc całą, a o świcie brzasku
Niech zaczną szukać cennych kamieni i złota
W kanapach, materacach, kołdrach i dywanach.
O, jak będzie się palić w ręku im robota,
Kłęby włosia końskiego i morskiego siana,
Chmury prutych poduszek i obłoki pierzyn
Do rąk im przylgną, w skrzydła zmienią ręce obie;
To krew moja pakuły z puchem zlepi świeżym
I uskrzydlone nagle w aniołów przerobi.
Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych,
Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie.
Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica,
Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera,
Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla,
Donosicielko chyża, matko folksdojczera.
Tobie, twoim niech służą, bo po cóż by obcym.
Bliscy moi – nie lutnia to, nie puste imię.
Pamiętam o was, wyście, kiedy szli szupowcy,
Też pamiętali o mnie. Przypomnieli i mnie.
Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo:
Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze –
Niechaj piją noc całą, a o świcie brzasku
Niech zaczną szukać cennych kamieni i złota
W kanapach, materacach, kołdrach i dywanach.
O, jak będzie się palić w ręku im robota,
Kłęby włosia końskiego i morskiego siana,
Chmury prutych poduszek i obłoki pierzyn
Do rąk im przylgną, w skrzydła zmienią ręce obie;
To krew moja pakuły z puchem zlepi świeżym
I uskrzydlone nagle w aniołów przerobi.
/Zuzanna Ginczanka, Wiersze zebrane. Oprac. Izolda Kiec. Warszawa–Sejny, UKSW–Fundacja Pogranicze, 2014/
*
Zuzanna Ginczanka, właściwie Zuzanna Polina Gincburg (ur. 9 marca 1917 w Kijowie, zm. Najprawdopodobniej pod koniec 1944 roku w Krakowie) – polska poetka pochodzenia żydowskiego. Jesienią 1944 roku wskutek kolejnego donosu sąsiadów została aresztowana przez Gestapo i wkrótce później rozstrzelana na dziedzińcu więzienia przy Montelupich.
Wiersze zaczęła pisać już jako dziesięciolatka. Przyjaźniła się m.in. z Witoldem Gombrowiczem i Julianem Tuwimem, który namówił ją do wzięcia udziału w konkursie poetyckim ogłoszonym przez „Wiadomości Literackie”, w którym zdobyła wyróżnienie. Pierwszy autorski tomik poetycki „O centaurach” wydała w 1936 roku.
Wojna była dla niej okresem strachu i ciągłego ukrywania się przed hitlerowcami. Nie miała poetka szczęścia do ludzi. W prezentowanym wierszu „Non omnis moriar” utrwaliła nazwisko właścicielki mieszkania, w którym się ukrywała, a która wkrótce ją wydała. Po kolejnych donosach, jesienią 1944 roku w Krakowie aresztowało ją Gestapo i prawdopodobnie pod koniec tegoż roku, została rozstrzelana w wieku 27 lat.
Jej nazwisko zostało zatracone przez martyrologię II wojny światowej i do dziś jest mało komu znane. Jednak na fali niewytłumaczalnego zjawiska, dzieje się tak, że jej utwory budzą zainteresowanie i powracają do krajobrazu kulturowego XX wieku, do którego organicznie należą.
.
.
Zuzanna Ginczanka w 1938 r. (fot. ze zbiorów Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza).

VI
Ija Kiwa – Śniadanie
przełamany przez ciebie chleb mówi ludzkim głosem
pierwsza połowa głosem matki
zapewnia że kocha cię
martwa miłość martwej matki kocha cię
martwi kochają cię
martwe matki kochają cię
pierwsza połowa głosem matki
zapewnia że kocha cię
martwa miłość martwej matki kocha cię
martwi kochają cię
martwe matki kochają cię
milczysz i czkasz
odkrywasz w kieszeni trupa Jurija Gagarina
zapalasz
odkrywasz w kieszeni trupa Jurija Gagarina
zapalasz
i druga połowa głosem zgwałconej przez ciebie dziewczynki
zapewnia że za nic nigdy cię nie pokocha
życzy śmierci tobie i twojej matce
twojej jebanej matce
wyjebana przez ciebie dziewczynka twojej jebanej martwej matce
co rano przekazuje pozdrowienia przez radio
zapewnia że za nic nigdy cię nie pokocha
życzy śmierci tobie i twojej matce
twojej jebanej matce
wyjebana przez ciebie dziewczynka twojej jebanej martwej matce
co rano przekazuje pozdrowienia przez radio
milczysz i czkasz
odkrywasz w kieszeni trupa Giermana Titowa
zapalasz
odkrywasz w kieszeni trupa Giermana Titowa
zapalasz
w oczekiwaniu na swoją mowę oskarżycielską
Z języka rosyjskiego przełożyła Aneta Kamińska
*
Ija Kiwa – ur. 1984, ukraińska poetka i tłumaczka. Urodziła się w Doniecku, od 2014 mieszka w Kijowie. Wiersze pisze po rosyjsku i ukraińsku. Laureatka kilku konkursów, m.in. Słowiańskie Tradycje (2013), Emigrancka Lira (2016) i Malachitowy Nosorożec (2014). Przetłumaczyła na język ukraiński powieść Marii Galiny „Autochtoni”.
Ija Kiwa – ur. 1984, ukraińska poetka i tłumaczka. Urodziła się w Doniecku, od 2014 mieszka w Kijowie. Wiersze pisze po rosyjsku i ukraińsku. Laureatka kilku konkursów, m.in. Słowiańskie Tradycje (2013), Emigrancka Lira (2016) i Malachitowy Nosorożec (2014). Przetłumaczyła na język ukraiński powieść Marii Galiny „Autochtoni”.

VII
Renata Iwaniec – brak pamięci operacyjnej
są samotne gdy nie ma nic do pisania
na czarnym niebie zamglone w wieczory
pękając od nudy łażą po głowie z powrotem
na czarnym niebie zamglone w wieczory
pękając od nudy łażą po głowie z powrotem
przy każdym rozstaniu łaszą się smutkiem
ubrane w za obszerne sukienki
za krótkie by dotknąć zimy
rosną jak włosy zbyt długie by je napisać
ubrane w za obszerne sukienki
za krótkie by dotknąć zimy
rosną jak włosy zbyt długie by je napisać
rozsiewają się niczym grzyby w sezonie
myśli pędzą za wersem
płyną i wracają po zmięte kartki
wygasłe kilka wątków nieprzepisanych
myśli pędzą za wersem
płyną i wracają po zmięte kartki
wygasłe kilka wątków nieprzepisanych
ulotne jak słowa niezatrzymane momentem
topnieją w myślach śniegiem na krawędzi
nigdy nie są białe odbijają się szarością ołówka
topnieją w myślach śniegiem na krawędzi
nigdy nie są białe odbijają się szarością ołówka
*
Renata Iwaniec – (ur. w 1973 r.) poetka, ekonomistka. Wiersze publikowała w Śląskiej Strefie Gender, Gazecie Kulturalnej, Babińcu Literackim, Helikopterze i internetowym wydaniu Odry. Laureatka turnieju jednego wiersza w Jesiennym Święcie Poezji w Otwocku oraz głównego konkursu XVIII i XIX Głogowskich Konfrontacji Literackich. Właścicielka autorskiej strony www.natare.eu

Subskrybuj:
Posty (Atom)
Redakcja Babińca Literackiego zaprasza!
Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy! Po dłuższej przerwie w blogowaniu, przedstawiamy Państwu obecny skład redakcji Babińca Literackiego...
-
Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy! Po dłuższej przerwie w blogowaniu, przedstawiamy Państwu obecny skład redakcji Babińca Literackiego...
-
Blask ma w oczach, ale gorzkie usta. Serce, rzekłbyś, otwarte, ale kochać nie umie. Dzisiaj oświadcza przyjaźń, jutro jej zaprzeczy... Nieró...














