Kiedy powiedziałam siedem grusz,
tych które właśnie jej pokazałam,
kiedy właśnie przechodziłyśmy pod
ich gałęziami sennymi
w końcu lata, kilka liści
wyznaczało pozycję sadu
gdzie krążyłyśmy, szukając
ostatnich letnich jagód,
gdzie napierały uparte pnącza,
ale spóźniłyśmy się na nie,
więc usiadłyśmy na trawie obok pnia
zimozielonego drzewa uschłego w zeszłym roku,
które kiedyś miało huśtawkę
na której w młodości uprawiałyśmy wirowanie
aż odlatywałyśmy ...
Kiedy powiedziałam siedem grusz
daje nam tak dużo owoców,
że nie wiemy co robić
ze skrzyniami gruszek które gniją
i ty wiesz że kiedy jedna zaczyna,
skłonność fermentacji
dotyka ciała innych
jak pożar, jak płomienie wysysające
soczystość, i zanim można zrobić
gruszki w likierze lub dżem gruszkowy,
cała partia się psuje,
a ona siedziała tam pochylając się do przodu,
słuchała i paliła papierosa
jakby już znała pochopną
przelotną naturę smaku.
I to po prostu było o lecie
kiedy mówiłam że siedem grusz
daje nam tak dużo nowych owoców
że nie udaje się dojść do sedna
zanim spleśnieją,
i to była prosta metafora
kiedy powiedziałam że to chwyta się ciała
jak ogień chwyta się drewna -
i zanim możesz coś zrobić, odchodzisz -
a ona odchyliła się do tyłu jak tlące się polano
grube na tyle aby oprzeć się dymowi,
a po chwili, „Coś jak grzech”, powiedziała
a ja byłam zdenerwowana i zazdrosna,
żałując że nie pomyślałam o tym
kiedy była mowa o drzewach.
Przeł. Krystyna Lenkowska
*
Mira Rosenthal (ur. 1974) pochodzi z północnej Kalifornii. Studia (M.F.A.) ukończyła na Uniwersytecie w Houston, a doktorat obroniła na Indiana University. Była stypendystką National Endowment for the Arts, PEN American Center, MacDowell Colony, the American Council of Learned Societies and Stanford University oraz Fulbright Commission. Jej pierwsza książka poetycka „The Local World” otrzymała the Wick Poetry Prize w roku 2011.
Wiersze i tłumaczenia Miry Rosenthal opublikowano w wielu pismach literackich i antologiach. Przetłumaczyła na język angielski dwie książki poetyckie Tomasza Różyckiego. W roku 2014 ostatnia z nich „Colonies” otrzymała PEN Translation Fund Award oraz Northern California Book Award; była również w finale wielu innych konkursów, na przykład prestiżowej nagrody Griffin Poetry Prize.
Krystyna Lenkowska - polska poetka, anglistka, tłumaczka literatury anglosaskiej. https://pl.wikipedia.org/wiki/Krystyna_Lenkowska
Fot. Jamie Borland
sobota, 19 listopada 2016
piątek, 18 listopada 2016
Klaudia Wiercigroch-Woźniak - Defekacja
pies gdy się załatwia patrzy mi głęboko w oczy
myśli że jestem jego matką
badania przeprowadzone w 2009 roku wykazały,
że kontakt wzrokowy między ludźmi i ich psami
wywołuje reakcję psychologiczną, jak między matką a niemowlęciem
pies gdy się załatwia jest bezbronny
pozycja przyjęta przez psa podczas defekacji
jest pozycją stojącą w opozycji do obrony ataku
bowiem pochłania go czynność wydalania
upewnia się że w razie wojny pierwsze bomby
przyjmę na klatę
ma to po wilczych przodkach
instynkt
liczy na smakołyk
bazuje na szczenięcych wspomnieniach kiedy to załatwienie się
w dobrym miejscu było nagradzane
ma nadzieję na psie fanfary
pyta o przyzwolenie
szuka w mym spojrzeniu akceptacji miejsca które wybrał
prawdopodobnie przypomina sobie ten jeden raz
gdy dywan wydawał mu się fantastyczny
a ja miałam odmienne zdanie
przyznaję w niektórych przypadkach to ja rozpoczynam kontakt wzrokowy
ława przysięgłych notuje zbrodniarka zbrodniarka zbrodniarka
on podkurczając tylne łapy wpatruje się wyczekująco aż skończę oglądać
jego codzienny biznes czuję się winna mam ADHD i dwa Jowisze na policzkach
proszę posprzątać po swoim pupilu
za tym kryje się coś więcej rzekł sędzia
*
Klaudia Wiercigroch-Woźniak - ur. 1983 r. Filolog polski, członkini Grupy Literackiej ,,Gronie” im. Emila Zegadłowicza (Żywiec). Publikowała na łamach miesięcznika Gazeta Kulturalna, w kurierze poetyckim poecipolscy.pl oraz w antologii ,,Tuwimowskie klimaty” (Inowłódz, 2016).
myśli że jestem jego matką
badania przeprowadzone w 2009 roku wykazały,
że kontakt wzrokowy między ludźmi i ich psami
wywołuje reakcję psychologiczną, jak między matką a niemowlęciem
pies gdy się załatwia jest bezbronny
pozycja przyjęta przez psa podczas defekacji
jest pozycją stojącą w opozycji do obrony ataku
bowiem pochłania go czynność wydalania
upewnia się że w razie wojny pierwsze bomby
przyjmę na klatę
ma to po wilczych przodkach
instynkt
liczy na smakołyk
bazuje na szczenięcych wspomnieniach kiedy to załatwienie się
w dobrym miejscu było nagradzane
ma nadzieję na psie fanfary
pyta o przyzwolenie
szuka w mym spojrzeniu akceptacji miejsca które wybrał
prawdopodobnie przypomina sobie ten jeden raz
gdy dywan wydawał mu się fantastyczny
a ja miałam odmienne zdanie
przyznaję w niektórych przypadkach to ja rozpoczynam kontakt wzrokowy
ława przysięgłych notuje zbrodniarka zbrodniarka zbrodniarka
on podkurczając tylne łapy wpatruje się wyczekująco aż skończę oglądać
jego codzienny biznes czuję się winna mam ADHD i dwa Jowisze na policzkach
proszę posprzątać po swoim pupilu
za tym kryje się coś więcej rzekł sędzia
*
Klaudia Wiercigroch-Woźniak - ur. 1983 r. Filolog polski, członkini Grupy Literackiej ,,Gronie” im. Emila Zegadłowicza (Żywiec). Publikowała na łamach miesięcznika Gazeta Kulturalna, w kurierze poetyckim poecipolscy.pl oraz w antologii ,,Tuwimowskie klimaty” (Inowłódz, 2016).
czwartek, 17 listopada 2016
Barbara Korun
Monika Levinski, młoda wolontariuszka
w kampanii prezydenckiej
Washington, USA, XX wiek
Pana szanowny chuj, Panie Prezydencie,
jest majestatyczny. Przepraszam, ale niech Pan pomyśli,
dotykam świętej mocy swojej ojczyzny,
najlepszej i najważniejszej na świecie.
Już gdy byłam w przedszkolu, moja mama mawiała:
Moniko, urodziłaś się do rzeczy wielkich!
Ja przepraszam, ale on jest naprawdę piękny. Potężny, ogromny,
dziko wzrasta, jakaż pulsująca moc!
Ma delikatną skórkę, jest tak wibrujący, tak wrażliwy
w swojej potędze...ojczyźniany żar
wypełnia moją pierś, prężąc ją:
życie bym oddała, żeby go ratować, zbawiać!
Do oczu cisną mi się łzy.
Tak jak pierwszego dnia w szkole, gdy wciągano
amerykańską flagę. Cała przeszłość, nieszczęśliwa mama,
i to, że tatuś nas zostawił, a na podwórku nie umiałam
skakać na skakance, wszystko to ginęło i rozmywało się
we wspaniałej wizji: służyć Bogu i ojczyźnie!
Bogu, który nas wybrał,
byśmy szerzyli jego przesłanie:
kosmiczną miłość. Nas, młodych Amerykanów,
i Pana, naszego ojca - przywódcę.
Och, wreszcie spełniają się moje dziewczęce sny,
to, do czego się rodziłam,
gdy na okładkach swoich zeszytów
pisałam kredką do oczu:
Ameryko, idę do Ciebie!
Tłum. Agnieszka Będkowska-Kopczyk
*
Barbara Korun - (ur.1963) - słoweńska poetka, eseistka, redaktorka, dramaturżka, reżyserka i moderatorka spotkań literackich.
w kampanii prezydenckiej
Washington, USA, XX wiek
Pana szanowny chuj, Panie Prezydencie,
jest majestatyczny. Przepraszam, ale niech Pan pomyśli,
dotykam świętej mocy swojej ojczyzny,
najlepszej i najważniejszej na świecie.
Już gdy byłam w przedszkolu, moja mama mawiała:
Moniko, urodziłaś się do rzeczy wielkich!
Ja przepraszam, ale on jest naprawdę piękny. Potężny, ogromny,
dziko wzrasta, jakaż pulsująca moc!
Ma delikatną skórkę, jest tak wibrujący, tak wrażliwy
w swojej potędze...ojczyźniany żar
wypełnia moją pierś, prężąc ją:
życie bym oddała, żeby go ratować, zbawiać!
Do oczu cisną mi się łzy.
Tak jak pierwszego dnia w szkole, gdy wciągano
amerykańską flagę. Cała przeszłość, nieszczęśliwa mama,
i to, że tatuś nas zostawił, a na podwórku nie umiałam
skakać na skakance, wszystko to ginęło i rozmywało się
we wspaniałej wizji: służyć Bogu i ojczyźnie!
Bogu, który nas wybrał,
byśmy szerzyli jego przesłanie:
kosmiczną miłość. Nas, młodych Amerykanów,
i Pana, naszego ojca - przywódcę.
Och, wreszcie spełniają się moje dziewczęce sny,
to, do czego się rodziłam,
gdy na okładkach swoich zeszytów
pisałam kredką do oczu:
Ameryko, idę do Ciebie!
Tłum. Agnieszka Będkowska-Kopczyk
*
Barbara Korun - (ur.1963) - słoweńska poetka, eseistka, redaktorka, dramaturżka, reżyserka i moderatorka spotkań literackich.
Aleksandra Zbierska - Veseli
plusnęła o cement i podwórze zalało światło.
i zgasło. ktoś na górze zamknął drzwi. a teraz schodzi
po schodach ciskając przekleństwa – co to za cholerny
dom! rozpostarł wyżętą szmatę i ściągając z posadzki
brunatną wodę klepnął się w czoło, westchnął, a potem
podniósł kubeł i ruszył dalej w swoją drogę – po schodach,
na piętro, gdzie strasznie zawył: właśnie!
to, co robię, nie jest moją poetyką, poezją, dzięki której
jestem wolny! przynajmniej nie myślę. i myje
te swoje sztuczne kwiaty, jak ci, co uprawiają winorośl,
jak ci, co okopują ziemniaki i warzywa, jak nowożeńcy,
którzy jedzą zupę z jednego talerza – jedno oko,
oboje oczu, jeden ząb, cała szczęka, ot co! – przesunął
po szyi kantem dłoni. a ja wyciągam ręce, macam
klamkę, ale nie mogę otworzyć drzwi! podchodzę
do okna i widzę całe to podwórze na dole, wysoką ścianę,
siebie z zewnątrz… drobne uderzenie. i znów mnie unosi
aż pod niebo rozłamany łoskot. ludzie z piętra boją się
zejść do piwnicy, a wychodek jest na dworze! a ci
z drugiego chlają i jest im obojętne, że właśnie w tej chwili
pochyla się nade mną gość i pluje przez zęby: jestem
w pracy, rozumie pan? tryknęłyśmy się czołami.
teraz wszystko stanęło mi przed oczami. mam na sobie
coś rozdartego, właściwie jest ciepło, a ja zamarznięty
na kamień. a tam to miłe okno. i zakręciło mi się w głowie…
słońce przesuwa się, to i ja przesuwam się w ślad
za nim, aż cień zaczyna mnie przepoławiać. a później
odcina mi głowę wiele razy – coś pięknego! – bukiet
idzie w moją stronę. w zamrażarce. osobiście…poprawiam
te róże, a ty idziesz sobie na zakupy. wyrzucasz
pieniądze na fryzjera i kozaki. a teraz wracasz do domu
późno i do tego z bukietem róż…
*

Aleksandra Teresa Rybaczyk - Zbierska– ur. 06.06.1968, laureatka wielu konkursów literackich min. konkursu im. Jacka Bierezina Łódź 2008 (wyróżnienie honorowe), a także I Konkurs na zbiór wierszy imienia SCHERFFERA VON CHERFERSTEINA Brzeg 2008, którego pokłosiem jest debiutancki tomik pt.: „Wibrujące ucho”. W 2009 roku wychodzi „Panoptikon” (Wyd. Black Unicorn). Obecnie calkowicie oddana poezji gotowania, jako szef sekcji śniadaniowej w Cafe & Lunch Lavenda w Poznaniu.
i zgasło. ktoś na górze zamknął drzwi. a teraz schodzi
po schodach ciskając przekleństwa – co to za cholerny
dom! rozpostarł wyżętą szmatę i ściągając z posadzki
brunatną wodę klepnął się w czoło, westchnął, a potem
podniósł kubeł i ruszył dalej w swoją drogę – po schodach,
na piętro, gdzie strasznie zawył: właśnie!
to, co robię, nie jest moją poetyką, poezją, dzięki której
jestem wolny! przynajmniej nie myślę. i myje
te swoje sztuczne kwiaty, jak ci, co uprawiają winorośl,
jak ci, co okopują ziemniaki i warzywa, jak nowożeńcy,
którzy jedzą zupę z jednego talerza – jedno oko,
oboje oczu, jeden ząb, cała szczęka, ot co! – przesunął
po szyi kantem dłoni. a ja wyciągam ręce, macam
klamkę, ale nie mogę otworzyć drzwi! podchodzę
do okna i widzę całe to podwórze na dole, wysoką ścianę,
siebie z zewnątrz… drobne uderzenie. i znów mnie unosi
aż pod niebo rozłamany łoskot. ludzie z piętra boją się
zejść do piwnicy, a wychodek jest na dworze! a ci
z drugiego chlają i jest im obojętne, że właśnie w tej chwili
pochyla się nade mną gość i pluje przez zęby: jestem
w pracy, rozumie pan? tryknęłyśmy się czołami.
teraz wszystko stanęło mi przed oczami. mam na sobie
coś rozdartego, właściwie jest ciepło, a ja zamarznięty
na kamień. a tam to miłe okno. i zakręciło mi się w głowie…
słońce przesuwa się, to i ja przesuwam się w ślad
za nim, aż cień zaczyna mnie przepoławiać. a później
odcina mi głowę wiele razy – coś pięknego! – bukiet
idzie w moją stronę. w zamrażarce. osobiście…poprawiam
te róże, a ty idziesz sobie na zakupy. wyrzucasz
pieniądze na fryzjera i kozaki. a teraz wracasz do domu
późno i do tego z bukietem róż…
*
Aleksandra Teresa Rybaczyk - Zbierska– ur. 06.06.1968, laureatka wielu konkursów literackich min. konkursu im. Jacka Bierezina Łódź 2008 (wyróżnienie honorowe), a także I Konkurs na zbiór wierszy imienia SCHERFFERA VON CHERFERSTEINA Brzeg 2008, którego pokłosiem jest debiutancki tomik pt.: „Wibrujące ucho”. W 2009 roku wychodzi „Panoptikon” (Wyd. Black Unicorn). Obecnie calkowicie oddana poezji gotowania, jako szef sekcji śniadaniowej w Cafe & Lunch Lavenda w Poznaniu.
wtorek, 15 listopada 2016
Carol Ann Duffy - Woda
Twoim ostatnim słowem była „woda”,
którą nalałam w hospicyjny, plastikowy kubek
i podniosłam do twoich ust – jeden łyk, półuśmiech, westchnienie –
po czym zaraz, na krześle przy tobie,
zasnęłam.
Zasnęłam na trzy stracone godziny,
żeby w końcu obudzić się, spragniona, słysząc i widząc
srokę podnoszącą alarm w krzakach na zewnątrz –
świt był blisko – i żeby łyknąć z twojego, wciąż pełnego kubka.
„Woda”. Tamte czasy, gdy jako dziecko wołałam o picie,
aż przyszłaś, usiadłaś na krawędzi łóżka
w ciemności, trzymając mnie za rękę,
dokładnie tak, jak trzymałyśmy się za ręce teraz, kiedy umarłaś.
Dobre, ostatnie słowo.
Noce, kiedy płakałam, ale szłam
z piciem, usiąść przy własnym dziecku, patrzeć
jak łapczywie pije i zasypia. „Woda”.
Coś, co matka wciąż przez ciemność niesie
spragnionej córce.
Przeł. Jakub Winiarski
*

Carol Ann Duffy - jako pierwsza kobieta, lesbijka i pierwsza Szkotka w blisko 400-letniej historii stanowiska została Poetką Laureatką brytyjskiej rodziny królewskiej, pochodzi z Glasgow. Jej najbardziej znany zbiór poezji "The World's Wife" (1999) opowiada o ważnych wydarzeniach historycznych z punktu widzenia kobiet, które w nich uczestniczyły, zarówno postaci historycznych, jak i fikcyjnych. Duffy była kandydatką na stanowisko Poety Laureata już w 1999 roku, jednak jak twierdzi BBC, ówczesny rząd Tony'ego Blaira uznał jej kandydaturę za zbyt kontrowersyjną z uwagi na jej otwarty homoseksualizm.
Jakub Winiarski- polski poeta, prozaik, redaktor i krytyk literacki. Strona autorska: http://www.literaturajestsexy.pl/
którą nalałam w hospicyjny, plastikowy kubek
i podniosłam do twoich ust – jeden łyk, półuśmiech, westchnienie –
po czym zaraz, na krześle przy tobie,
zasnęłam.
Zasnęłam na trzy stracone godziny,
żeby w końcu obudzić się, spragniona, słysząc i widząc
srokę podnoszącą alarm w krzakach na zewnątrz –
świt był blisko – i żeby łyknąć z twojego, wciąż pełnego kubka.
„Woda”. Tamte czasy, gdy jako dziecko wołałam o picie,
aż przyszłaś, usiadłaś na krawędzi łóżka
w ciemności, trzymając mnie za rękę,
dokładnie tak, jak trzymałyśmy się za ręce teraz, kiedy umarłaś.
Dobre, ostatnie słowo.
Noce, kiedy płakałam, ale szłam
z piciem, usiąść przy własnym dziecku, patrzeć
jak łapczywie pije i zasypia. „Woda”.
Coś, co matka wciąż przez ciemność niesie
spragnionej córce.
Przeł. Jakub Winiarski
*
Carol Ann Duffy - jako pierwsza kobieta, lesbijka i pierwsza Szkotka w blisko 400-letniej historii stanowiska została Poetką Laureatką brytyjskiej rodziny królewskiej, pochodzi z Glasgow. Jej najbardziej znany zbiór poezji "The World's Wife" (1999) opowiada o ważnych wydarzeniach historycznych z punktu widzenia kobiet, które w nich uczestniczyły, zarówno postaci historycznych, jak i fikcyjnych. Duffy była kandydatką na stanowisko Poety Laureata już w 1999 roku, jednak jak twierdzi BBC, ówczesny rząd Tony'ego Blaira uznał jej kandydaturę za zbyt kontrowersyjną z uwagi na jej otwarty homoseksualizm.
Jakub Winiarski- polski poeta, prozaik, redaktor i krytyk literacki. Strona autorska: http://www.literaturajestsexy.pl/
poniedziałek, 14 listopada 2016
Agata Widzowska - Wiersz konkursowy
Wiersz konkursowy nie może być namacalny
trzeba odebrać mu kobiecość i obowiązki
zetrzeć szminkę i nie depilować najwrażliwszych miejsc pomiędzy
słowami
jego terytorium nie jest w pieleszach kuchni
ani przy desce do prasowania
sumień
nawet w didaskaliach sypialni nie ma
dla niego poduszki kołdry podwiązek
no i nie powinien oddychać silikonową piersią
porównań
można go posiąść wchodząc z butami poety
najwyżej się rozszlocha albo w pysk
warto
wyrzucić lokówkę liczy się prostolinijność
Wiersz konkursowy nie może być dziki
należy pozbawić go męskości
schować włócznię napalm schabowego
krytykować krytykować krytykować
nie karmić tłustym
drukiem tylko wykrzyknikami na cześć
innego wiersza pod żadnym pozorem
nie powinien mieć więcej niż dwadzieścia centymetrów
w porywach och!
cóż za porównanie
Wiersz konkursowy nie może być jedyny
ale powinien być albo nie być
napisany
*

Agata Widzowska (ur.1965) - pisarka, poetka, autorka książek dla dzieci, członkini ZLP w Poznaniu.
fot. Anna Widzowska
trzeba odebrać mu kobiecość i obowiązki
zetrzeć szminkę i nie depilować najwrażliwszych miejsc pomiędzy
słowami
jego terytorium nie jest w pieleszach kuchni
ani przy desce do prasowania
sumień
nawet w didaskaliach sypialni nie ma
dla niego poduszki kołdry podwiązek
no i nie powinien oddychać silikonową piersią
porównań
można go posiąść wchodząc z butami poety
najwyżej się rozszlocha albo w pysk
warto
wyrzucić lokówkę liczy się prostolinijność
Wiersz konkursowy nie może być dziki
należy pozbawić go męskości
schować włócznię napalm schabowego
krytykować krytykować krytykować
nie karmić tłustym
drukiem tylko wykrzyknikami na cześć
innego wiersza pod żadnym pozorem
nie powinien mieć więcej niż dwadzieścia centymetrów
w porywach och!
cóż za porównanie
Wiersz konkursowy nie może być jedyny
ale powinien być albo nie być
napisany
*
Agata Widzowska (ur.1965) - pisarka, poetka, autorka książek dla dzieci, członkini ZLP w Poznaniu.
fot. Anna Widzowska
niedziela, 13 listopada 2016
Winett de Rokha - Matki przeciw faszyzmowi
Zawierucha jest mroczna, mroczny jest wiatr,
rozbija drzwi faszystowski huragan, matki Ameryki;
są jak z dżungli tygrysy,
węże pełzające przez ukwiecone miasta,
błękitna łza zuchwałej gwałtowności.
Karabiny na biodra naszych mężczyzn nakładamy,
bronimy obecnych tu dzieci, jak róż czerwonych czy polnych maków,
bronimy chleba i mleka dla bezbronnego życia.
Zaczerwienił się już diament naszej piersi
i pomarańczowy kwiat wnętrzności,
dlatego w zwierciadle ducha nosimy ukryte sztylety.
W pszenicznym lnie demokracji
płonie malwa heroizmu i zwycięska wrzawa amerykańskich bębnów,
powstajemy razem z epopeją tłumów
zmieszanych z wołaniem złaknionych wolności
wobec zdradzieckiej obecności faszyzmu.
Pukamy do drzwi domów
drżąc na ulicach jak zmoczone pomarańczy drzewa
jak warzywne ogrody zatopione strachem w ciemności.
Otoczmy ziemię,
matki świata,
matki tropiku, Południa, dźwięcznej pampy,
nieskończonym pierścieniem naszej rozpaczy.
- wiersz pochodzi z antologii "Poezji latynoamerykańskiej I połowy XX wieku".
*

Winétt de Rokha (1892 - 1951) - właściwie Luisa Anabalon Sanderson, chilijska poetka, żona poety i Ambasadora Kultury Chile, Pabla de Rokha. Autorka sześciu tomików.
rozbija drzwi faszystowski huragan, matki Ameryki;
są jak z dżungli tygrysy,
węże pełzające przez ukwiecone miasta,
błękitna łza zuchwałej gwałtowności.
Karabiny na biodra naszych mężczyzn nakładamy,
bronimy obecnych tu dzieci, jak róż czerwonych czy polnych maków,
bronimy chleba i mleka dla bezbronnego życia.
Zaczerwienił się już diament naszej piersi
i pomarańczowy kwiat wnętrzności,
dlatego w zwierciadle ducha nosimy ukryte sztylety.
W pszenicznym lnie demokracji
płonie malwa heroizmu i zwycięska wrzawa amerykańskich bębnów,
powstajemy razem z epopeją tłumów
zmieszanych z wołaniem złaknionych wolności
wobec zdradzieckiej obecności faszyzmu.
Pukamy do drzwi domów
drżąc na ulicach jak zmoczone pomarańczy drzewa
jak warzywne ogrody zatopione strachem w ciemności.
Otoczmy ziemię,
matki świata,
matki tropiku, Południa, dźwięcznej pampy,
nieskończonym pierścieniem naszej rozpaczy.
- wiersz pochodzi z antologii "Poezji latynoamerykańskiej I połowy XX wieku".
*
Winétt de Rokha (1892 - 1951) - właściwie Luisa Anabalon Sanderson, chilijska poetka, żona poety i Ambasadora Kultury Chile, Pabla de Rokha. Autorka sześciu tomików.
sobota, 12 listopada 2016
Joanna Salamon - Medytacja o górach i morzu
Matko syna, którego powierzyłaś obcej kobiecie,
tak ufnie, jakbyś cały świat znała,
a nie tylko widnokrąg zamknięty górami,
tak ufnie, jakbyś wiedziała,
że już nic innego nie pozostało.
Tak sobie myślę, Mamo, jakbyś tu szła ze mną
cała pachnąca chlebem i progiem,
to o czym byś myślała patrząc na to morze
pierwszy i ostatni raz w życiu?
Czy zdjęłabyś buty i pozwoliła,
by morze twoich stóp dotknęło?
Czy bodaj na chwilę góry z twoich oczu
utonęłyby w tej wielkiej wodzie?
- wiersz pochodzi z tomiku "Ballada o Tristianie i Izoldzie" Wydawnictwo SIGNO.
*

Joanna Salamon - (1932 - 2001) - poetka, tłumaczka literatury rosyjskiej i serbskiej, historyczka i krytyczka literatury. Autorka kilku tomików poetyckich ora książek historyczno- i krytycznoliterackich.
tak ufnie, jakbyś cały świat znała,
a nie tylko widnokrąg zamknięty górami,
tak ufnie, jakbyś wiedziała,
że już nic innego nie pozostało.
Tak sobie myślę, Mamo, jakbyś tu szła ze mną
cała pachnąca chlebem i progiem,
to o czym byś myślała patrząc na to morze
pierwszy i ostatni raz w życiu?
Czy zdjęłabyś buty i pozwoliła,
by morze twoich stóp dotknęło?
Czy bodaj na chwilę góry z twoich oczu
utonęłyby w tej wielkiej wodzie?
- wiersz pochodzi z tomiku "Ballada o Tristianie i Izoldzie" Wydawnictwo SIGNO.
*
Joanna Salamon - (1932 - 2001) - poetka, tłumaczka literatury rosyjskiej i serbskiej, historyczka i krytyczka literatury. Autorka kilku tomików poetyckich ora książek historyczno- i krytycznoliterackich.
piątek, 11 listopada 2016
Marina Cwietajewa ***
Białawe słońce i niskie, niskie chmury,
Wzdłuż ogródków warzywnych - cmentarz za murem białym
I szereg strachów ze słomy na piasku szarawoburym,
Które pod belkami wzrost prawie ludzki miały.
I poza płot przechylona, zwrócona ku polom.
Widzę: żołnierze - w rozsypce, drzewa i drogi.
Stara, biedna babina posypany grubą solą
Czarny chleb żuje i żuje obok figurki ubogiej...
Czym zagniewały się szare chaty w dali bezbrzeżnej?
Na cóż ci tyle piersi przeszytych kulami Panie?
Pociąg przejechał i zawyli, zawyli żołnierze
I zakurzyła się droga, i łan uciekał po łanie...
- Nie, umrzeć już raczej! I lepiej się nie narodzić
Niż wsłuchiwać się w wycie to katorżnicze trwożne
O czarnobrewnych dziewczynach. - Och jak śpiewają młodzi
Żołnierze dzisiaj! O panie, Boże, mój Boże!
3 lipca 1916
tłum. Włodzimierz Słobodnik
[wiersz pochodzi z antologii "Poeci Wyklęci", która ukazała się w wydawnictwie ANAGRAM]
*

Marina Iwanowna Cwietajewa (1892 - 1941) – rosyjska pisarka, uważana za jedną z najważniejszych rosyjskich poetek XX wieku.
W okresie przedrewolucyjnym wydaje trzy tomy wierszy. W 1922 udaje się na emigrację (Praga, Berlin, Paryż). Na emigracji pisze kolejne zbiory wierszy. W 1939 roku wraca do Rosji i jeszcze tego samego roku zostaje aresztowana, a następnie w 1941 roku ewakuowana do Jebaługi koło Kazania, tam doprowadzona do skrajnej nędzy, popełnia samobójstwo przez powieszenie.
Włodzimierz Słobodnik (1900 -1991) – polski poeta, tłumacz literatury francuskiej, rosyjskiej i radzieckiej, satyryk, autor książek dla młodzieży, pochodzenia żydowskiego.
Fot. Marina Cwietajewa, fotografia z 1925, Piotr Ivanovich Shumo.
Wzdłuż ogródków warzywnych - cmentarz za murem białym
I szereg strachów ze słomy na piasku szarawoburym,
Które pod belkami wzrost prawie ludzki miały.
I poza płot przechylona, zwrócona ku polom.
Widzę: żołnierze - w rozsypce, drzewa i drogi.
Stara, biedna babina posypany grubą solą
Czarny chleb żuje i żuje obok figurki ubogiej...
Czym zagniewały się szare chaty w dali bezbrzeżnej?
Na cóż ci tyle piersi przeszytych kulami Panie?
Pociąg przejechał i zawyli, zawyli żołnierze
I zakurzyła się droga, i łan uciekał po łanie...
- Nie, umrzeć już raczej! I lepiej się nie narodzić
Niż wsłuchiwać się w wycie to katorżnicze trwożne
O czarnobrewnych dziewczynach. - Och jak śpiewają młodzi
Żołnierze dzisiaj! O panie, Boże, mój Boże!
3 lipca 1916
tłum. Włodzimierz Słobodnik
[wiersz pochodzi z antologii "Poeci Wyklęci", która ukazała się w wydawnictwie ANAGRAM]
*
Marina Iwanowna Cwietajewa (1892 - 1941) – rosyjska pisarka, uważana za jedną z najważniejszych rosyjskich poetek XX wieku.
W okresie przedrewolucyjnym wydaje trzy tomy wierszy. W 1922 udaje się na emigrację (Praga, Berlin, Paryż). Na emigracji pisze kolejne zbiory wierszy. W 1939 roku wraca do Rosji i jeszcze tego samego roku zostaje aresztowana, a następnie w 1941 roku ewakuowana do Jebaługi koło Kazania, tam doprowadzona do skrajnej nędzy, popełnia samobójstwo przez powieszenie.
Włodzimierz Słobodnik (1900 -1991) – polski poeta, tłumacz literatury francuskiej, rosyjskiej i radzieckiej, satyryk, autor książek dla młodzieży, pochodzenia żydowskiego.
Fot. Marina Cwietajewa, fotografia z 1925, Piotr Ivanovich Shumo.
czwartek, 10 listopada 2016
Małgorzata Lebda - czerwiec: krew
zastaję siostrę w kuchni z głową pochyloną nad zlewem
z nosa cieknie jej gęsta krew czerwona linia prowadzi
przez deski podłogi do wersalki odchylam jej czoło
ścierką przecieram usta
do sieni wchodzi ojciec z pokrwawionym zającem
bierze w dłonie twarz mojej siostry widzę jak krew
zwierzęcia i krew mojej siostry mieszają się
[wiersz pochodzi z tomu Matecznik (Wydawnictwo WBPiCAK w Poznaniu, Poznań 2016)
*

Małgosia Lebda (ur. w 1985 r.) – dorastała w beskidzkiej wsi (Żeleźnikowej Wielkiej). Ostatnio wydała tom Matecznik (WBPiCAK, Poznań 2016). Doktor nauk humanistycznych. Nauczycielka akademicka. Ultramaratonka i taterniczka. Fotografuje. Mieszka w Krakowie.
fot. Kacper Tekieli
z nosa cieknie jej gęsta krew czerwona linia prowadzi
przez deski podłogi do wersalki odchylam jej czoło
ścierką przecieram usta
do sieni wchodzi ojciec z pokrwawionym zającem
bierze w dłonie twarz mojej siostry widzę jak krew
zwierzęcia i krew mojej siostry mieszają się
[wiersz pochodzi z tomu Matecznik (Wydawnictwo WBPiCAK w Poznaniu, Poznań 2016)
*
Małgosia Lebda (ur. w 1985 r.) – dorastała w beskidzkiej wsi (Żeleźnikowej Wielkiej). Ostatnio wydała tom Matecznik (WBPiCAK, Poznań 2016). Doktor nauk humanistycznych. Nauczycielka akademicka. Ultramaratonka i taterniczka. Fotografuje. Mieszka w Krakowie.
fot. Kacper Tekieli
środa, 9 listopada 2016
Albertina Soepboer - otwarcie
dotknij tego ulecz ranę
oto nadchodzi długo ukryta rzeka
musisz zachować szepczą babcie
na wypadek gdyby i wtedy usta pękają
uśmiecham się czule bo ja nigdy
tł. Olga Niziołek - tłumaczka języka niderlandzkiego i angielskiego + link: http://olganiziolek.nl/pl
Albertina Soepboer - holenderska pisarka, autorka 14 książek.
oto nadchodzi długo ukryta rzeka
musisz zachować szepczą babcie
na wypadek gdyby i wtedy usta pękają
uśmiecham się czule bo ja nigdy
tł. Olga Niziołek - tłumaczka języka niderlandzkiego i angielskiego + link: http://olganiziolek.nl/pl
Albertina Soepboer - holenderska pisarka, autorka 14 książek.
wtorek, 8 listopada 2016
Wisława Szymborska - Pisanie życiorysu
Co trzeba?
Trzeba napisać podanie,
a do podania dołączyć życiorys.
Bez względu na długość życia
życiorys powinien być krótki.
Obowiązuje zwięzłość i selekcja faktów.
Zamiana krajobrazów na adresy
i chwiejnych wspomnień w nieruchome daty.
Z wszystkich miłości starczy ślubna,
a z dzieci tylko urodzone.
Ważniejsze, kto cię zna, niż kogo znasz.
Podróże tylko jeśli zagraniczne.
Przynależność do czego, ale nie dlaczego.
Odznaczenia bez za co.
Pisz tak, jakbyś z sobą nigdy nie rozmawiał
i omijał z daleka.
Pomiń milczeniem psy, koty i ptaki,
pamiątkowe rupiecie, przyjaciół i sny.
Raczej cena niż wartość
i tytuł niż treść.
Raczej już numer butów, niż dokąd on idzie,
ten za kogo uchodzisz.
Do tego fotografia z odsłoniętym uchem.
Liczy się jego kształt, nie to, co słychać.
Co słychać?
Łomot maszyn, które mielą papier.
*

Wisława Szymborska - poetka, eseistka, krytyczka literacka, tłumaczka, felietonistka, laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie Literatury, a także członkini oraz założycielka Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, członkini Polskiej Akademii Umiejętności, wielokrotnie nagradzana przez różnego typu instytucje, w tym odznaczona Orderem Orła Białego. Autorka kilkunastu tomików. W swojej twórczości przedkładała wartość tekstu nad ilość publikacji.
Fot. Michał Rusinek
Dziękujemy Fundacja Wisławy Szymborskiej za wyrażenie zgody na publikację wiersza.
Trzeba napisać podanie,
a do podania dołączyć życiorys.
Bez względu na długość życia
życiorys powinien być krótki.
Obowiązuje zwięzłość i selekcja faktów.
Zamiana krajobrazów na adresy
i chwiejnych wspomnień w nieruchome daty.
Z wszystkich miłości starczy ślubna,
a z dzieci tylko urodzone.
Ważniejsze, kto cię zna, niż kogo znasz.
Podróże tylko jeśli zagraniczne.
Przynależność do czego, ale nie dlaczego.
Odznaczenia bez za co.
Pisz tak, jakbyś z sobą nigdy nie rozmawiał
i omijał z daleka.
Pomiń milczeniem psy, koty i ptaki,
pamiątkowe rupiecie, przyjaciół i sny.
Raczej cena niż wartość
i tytuł niż treść.
Raczej już numer butów, niż dokąd on idzie,
ten za kogo uchodzisz.
Do tego fotografia z odsłoniętym uchem.
Liczy się jego kształt, nie to, co słychać.
Co słychać?
Łomot maszyn, które mielą papier.
*
Wisława Szymborska - poetka, eseistka, krytyczka literacka, tłumaczka, felietonistka, laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie Literatury, a także członkini oraz założycielka Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, członkini Polskiej Akademii Umiejętności, wielokrotnie nagradzana przez różnego typu instytucje, w tym odznaczona Orderem Orła Białego. Autorka kilkunastu tomików. W swojej twórczości przedkładała wartość tekstu nad ilość publikacji.
Fot. Michał Rusinek
Dziękujemy Fundacja Wisławy Szymborskiej za wyrażenie zgody na publikację wiersza.
poniedziałek, 7 listopada 2016
Batsirai E. Chigama - KOSZ NA ŚMIECI
To nie miejsce, gdzie znajdziesz
Brud czy ujrzysz kurz
Ale ból
I rozstępy
Podszewka życia od matki.
Kiedy jutro będzie padać i pobiegniesz schronić się
W jej delikatnych ramionach
Bracie, pamiętaj
Jak nasz ojciec twoją historię
Umieścił w tym koszu na śmieci.
tłum. Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska
*

Batsirai E. Chigama – poetka, jedna z najbardziej znanych artystek z Zimbabwe, wojowniczka o prawa kobiet. W latach 2014-15 była mianowana za "krzyk kobiety" na Międzynarodowym Festiwalu Poezji w Zimbabwe.
Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska - poetka, dramatopisarka, autorka m.in.: Poemik "i tu, i tu" oraz Szczęściodoły.
Brud czy ujrzysz kurz
Ale ból
I rozstępy
Podszewka życia od matki.
Kiedy jutro będzie padać i pobiegniesz schronić się
W jej delikatnych ramionach
Bracie, pamiętaj
Jak nasz ojciec twoją historię
Umieścił w tym koszu na śmieci.
tłum. Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska
*
Batsirai E. Chigama – poetka, jedna z najbardziej znanych artystek z Zimbabwe, wojowniczka o prawa kobiet. W latach 2014-15 była mianowana za "krzyk kobiety" na Międzynarodowym Festiwalu Poezji w Zimbabwe.
Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska - poetka, dramatopisarka, autorka m.in.: Poemik "i tu, i tu" oraz Szczęściodoły.
Brygida Helbig - dzielny dziadek
on krzyczał na nią tak strasznie
że nie ma do niej respektu szacunku
że nie da się usidlić i udupić
aż się widzowi dziadkowi scyzoryk
w kieszeni otwierał aż dziadek
dostał rozwolnienia i na następny dzień
wyjął słownik żeby powiedzieć mu
kilka słów po niemiecku:
nie krzyczeć. myśleć.
wnuczka niewolnik.
amen
wiersz pochodzi z tomiku "hilfe" (Wydawnictwo FORMA, 2010)
*

Brygida Helbig - pisarka, poetka, literaturoznawczyni mieszkająca od 1983 r. w Niemczech. Dwukrotne nominowana do Nagrody Literackiej Nike (za powieść "Niebko" oraz "Enerdowce i inne ludzie"), finalistka Nagrody Literackiej GRYFIA 2012. W 2016 została nagrodzona Złotą Sową Polonii w kategorii "Literatura". W październiku ukazała się jej najnowsza powieść "Inna od siebie" oparta na losach Marii Komornickiej. Pisze w języku polskim i niemieckim.
Fot. Emanuela Danielewicz
że nie ma do niej respektu szacunku
że nie da się usidlić i udupić
aż się widzowi dziadkowi scyzoryk
w kieszeni otwierał aż dziadek
dostał rozwolnienia i na następny dzień
wyjął słownik żeby powiedzieć mu
kilka słów po niemiecku:
nie krzyczeć. myśleć.
wnuczka niewolnik.
amen
wiersz pochodzi z tomiku "hilfe" (Wydawnictwo FORMA, 2010)
*
Brygida Helbig - pisarka, poetka, literaturoznawczyni mieszkająca od 1983 r. w Niemczech. Dwukrotne nominowana do Nagrody Literackiej Nike (za powieść "Niebko" oraz "Enerdowce i inne ludzie"), finalistka Nagrody Literackiej GRYFIA 2012. W 2016 została nagrodzona Złotą Sową Polonii w kategorii "Literatura". W październiku ukazała się jej najnowsza powieść "Inna od siebie" oparta na losach Marii Komornickiej. Pisze w języku polskim i niemieckim.
Fot. Emanuela Danielewicz
sobota, 5 listopada 2016
Sarah C. Harwell - Nieboszczka
Moja córka zasypia tak jakby rozmawiała
z umarłymi. W tej chwili jest jedną z nich. Patrzę
jak jej oczy odpływają, jej zmysły wyłączają się
jeden po drugim, a tempo jej oddechu powolnieje.
Każdej nocy sprzeciwia się temu wyciszeniu,
marudząc na wszystkie sposoby, które zna.
Wygrywa zmęczoną bajkę, przytłumioną piosenkę, małe
i uparte więzi z życiem, które odsuwają ją od życia.
W egipskich ciemnościach zstępuje do Hadesu
ze swoimi wypchanymi zwierzakami. Kiedy się obudzi,
nie ma już podkrążonych oczu i mruga
zanim mnie rozpozna. Słyszałam
z milion jej oddechów. I każdej nocy
moje ciało sztywnieje kiedy zabiera się do odejścia
tam gdzie mnie nie ma, i każdej nocy ponaglam ją, idź.
tłum. Janusz Solarz
*

Sarah C. Harwell - pisze zarówno beletrystykę jak i poezję, wykłada na Syracuse University w stanie Nowy Jork, gdzie również mieszka, w poezji najczęściej porusza temat intymności, śmiertelności i straty, radości i dramatów macierzyństwa, rytuałów domowych. Zdobyła nagrodę Joyce Carol Oates.
z umarłymi. W tej chwili jest jedną z nich. Patrzę
jak jej oczy odpływają, jej zmysły wyłączają się
jeden po drugim, a tempo jej oddechu powolnieje.
Każdej nocy sprzeciwia się temu wyciszeniu,
marudząc na wszystkie sposoby, które zna.
Wygrywa zmęczoną bajkę, przytłumioną piosenkę, małe
i uparte więzi z życiem, które odsuwają ją od życia.
W egipskich ciemnościach zstępuje do Hadesu
ze swoimi wypchanymi zwierzakami. Kiedy się obudzi,
nie ma już podkrążonych oczu i mruga
zanim mnie rozpozna. Słyszałam
z milion jej oddechów. I każdej nocy
moje ciało sztywnieje kiedy zabiera się do odejścia
tam gdzie mnie nie ma, i każdej nocy ponaglam ją, idź.
tłum. Janusz Solarz
*
Sarah C. Harwell - pisze zarówno beletrystykę jak i poezję, wykłada na Syracuse University w stanie Nowy Jork, gdzie również mieszka, w poezji najczęściej porusza temat intymności, śmiertelności i straty, radości i dramatów macierzyństwa, rytuałów domowych. Zdobyła nagrodę Joyce Carol Oates.
piątek, 4 listopada 2016
Kinga Kosińska – Brudny róż (fragmenty)
Pierwszy raz chciałam zniknąć w czwartej klasie. Podbierałam leki z apteczki mamy, mając nadzieję, że coś mi się po nich stanie. Jadłam klej do tapet, myśląc, że zatkam się w środku (nic się nie działo poza nudnościami). Tabletki też powodowały głównie wymioty. Raz, miałam może z dwanaście lat, chciałam wstrzyknąć sobie płyn do mycia naczyń. Od razu zaczęło tak piec, że włożyłam rękę pod strumień wody, aż przestało.
Chciałam być kobietą też na zewnątrz, lecz nie wiedziałam jak. Widziałam siebie jako osobę bardzo dziwną fizycznie. Chodziłam w polarze. Na twarz nakładałam grubą warstwę podkładu i pudru. Zarost nie chciał ustąpić za cholerę.
Istnieje kaseta VHS z zapisem mojej studniówki. Byłam z Ewą, choć z początku w ogóle nie zamierzałam pójść. Perspektywa założenia garnituru, krawata i wystąpienia w roli czyjegoś męskiego partnera była dla mnie tragiczna. Próbowałam się wykręcić, że niby nie mam z kim iść. Zaproponowano mi dziewczynę z innej klasy, a ja w panice, chcąc jakoś wybrnąć, pomyślałam, że już lepiej pójdę z Ewą. Zaprosiłam ją, chociaż czułam się potwornie dwulicowa. Na swoją studniówkę zaprosiła mnie również Kasia, z rozpaczą w głosie, że nie ma z kim iść. Czyżby ktoś tam na górze chciał mnie przetestować? Nie chciałam iść na studniówkę, a wylądowałam na dwóch. Tańczyłam, próbowałam jakoś się bawić, ale to było żałosne. Czułam, że mnie nie ma, że odgrywam życie, którego nigdy nie było. Kukiełka pozbawiona głosu.
W końcu dostałam zielone światło na hormony. Było z tym jednak jeszcze mnóstwo problemów. Najpierw seksuolog oznajmił, że zaświadczenie zaświadczeniem, ale on żadnych hormonów mi nie przepisze. Powiedział jakąś skrajną głupotę – że takie osoby jak ja, gdy zrobią operację, to hormonów brać nie powinny, wystarczy sam zabieg.
Czułam, że moje ciało się zmienia, ale wciąż nie byłam zadowolona. Robiłam, co mogłam. Skubałam brwi, co zmieniło moją twarz, ale niewystarczająco. Prezentowałam się androginicznie.
Korekta to także grzebanie się w sobie i ciągłe konfrontowanie z wewnętrznymi demonami, nie tylko z ludźmi, z normami społecznymi, z rodziną. To jest daleka podróż, podczas której dowiadujesz się bardzo wiele o życiu i zmieniasz się nieodwracalnie pod wieloma względami.
Mam już pochwę! Ale psycholog mówił, że sama pochwa, jeśli całe ciało nie jest dość kobiece, tylko czyni człowieka eunuchem. Trzeba zadbać o resztę, o to, jak będę postrzegana. Muszę znaleźć na to sposób, muszę się tej kobiecości uczyć i na nią otworzyć. Bo nie jestem eunuchem, tylko kobietą! Taka jest prawda, muszę tylko w nią uwierzyć! Przecież najgorsze jest już za mną, prawda? (...)
*

Kinga Kosińska - Urodziła się i mieszka w Czeladzi. Autorka debiutanckiej, autobiograficznej książki "Brudny róż. Zapiski z życia, którego nie było". Uczestniczka grupy chrześcijan "Wiara i Tęcza". Działa na rzecz poszanowania transpłciowości w społeczeństwie, również w kręgach katolickich. Bohaterka artukułu "Bóg odnalazł mnie w mroku" w miesięczniku "Znak" oraz wywiadu "Trans z Jezusem" w Tygodniku Powszechnym https://www.tygodnikpowszechny.pl/trans-z-jezusem-29192
Chciałam być kobietą też na zewnątrz, lecz nie wiedziałam jak. Widziałam siebie jako osobę bardzo dziwną fizycznie. Chodziłam w polarze. Na twarz nakładałam grubą warstwę podkładu i pudru. Zarost nie chciał ustąpić za cholerę.
Istnieje kaseta VHS z zapisem mojej studniówki. Byłam z Ewą, choć z początku w ogóle nie zamierzałam pójść. Perspektywa założenia garnituru, krawata i wystąpienia w roli czyjegoś męskiego partnera była dla mnie tragiczna. Próbowałam się wykręcić, że niby nie mam z kim iść. Zaproponowano mi dziewczynę z innej klasy, a ja w panice, chcąc jakoś wybrnąć, pomyślałam, że już lepiej pójdę z Ewą. Zaprosiłam ją, chociaż czułam się potwornie dwulicowa. Na swoją studniówkę zaprosiła mnie również Kasia, z rozpaczą w głosie, że nie ma z kim iść. Czyżby ktoś tam na górze chciał mnie przetestować? Nie chciałam iść na studniówkę, a wylądowałam na dwóch. Tańczyłam, próbowałam jakoś się bawić, ale to było żałosne. Czułam, że mnie nie ma, że odgrywam życie, którego nigdy nie było. Kukiełka pozbawiona głosu.
W końcu dostałam zielone światło na hormony. Było z tym jednak jeszcze mnóstwo problemów. Najpierw seksuolog oznajmił, że zaświadczenie zaświadczeniem, ale on żadnych hormonów mi nie przepisze. Powiedział jakąś skrajną głupotę – że takie osoby jak ja, gdy zrobią operację, to hormonów brać nie powinny, wystarczy sam zabieg.
Czułam, że moje ciało się zmienia, ale wciąż nie byłam zadowolona. Robiłam, co mogłam. Skubałam brwi, co zmieniło moją twarz, ale niewystarczająco. Prezentowałam się androginicznie.
Korekta to także grzebanie się w sobie i ciągłe konfrontowanie z wewnętrznymi demonami, nie tylko z ludźmi, z normami społecznymi, z rodziną. To jest daleka podróż, podczas której dowiadujesz się bardzo wiele o życiu i zmieniasz się nieodwracalnie pod wieloma względami.
Mam już pochwę! Ale psycholog mówił, że sama pochwa, jeśli całe ciało nie jest dość kobiece, tylko czyni człowieka eunuchem. Trzeba zadbać o resztę, o to, jak będę postrzegana. Muszę znaleźć na to sposób, muszę się tej kobiecości uczyć i na nią otworzyć. Bo nie jestem eunuchem, tylko kobietą! Taka jest prawda, muszę tylko w nią uwierzyć! Przecież najgorsze jest już za mną, prawda? (...)
*
Kinga Kosińska - Urodziła się i mieszka w Czeladzi. Autorka debiutanckiej, autobiograficznej książki "Brudny róż. Zapiski z życia, którego nie było". Uczestniczka grupy chrześcijan "Wiara i Tęcza". Działa na rzecz poszanowania transpłciowości w społeczeństwie, również w kręgach katolickich. Bohaterka artukułu "Bóg odnalazł mnie w mroku" w miesięczniku "Znak" oraz wywiadu "Trans z Jezusem" w Tygodniku Powszechnym https://www.tygodnikpowszechny.pl/trans-z-jezusem-29192
czwartek, 3 listopada 2016
Zsófia Balla - Wieczór
Dobrze byłoby, gdybyś mnie ukołysał,
powiedziałabym ci to, co tylko Bogu mówię.
Trochę pewnie bym cię zasmuciła,
dowiedziałbyś się, że ktoś już mi umarł.
Patrzyłbyś, jak zasypiam,
że się wtedy nie śmieję,
meszku, co moją bluzkę
porasta, słyszałbyś szmerek.
Gładziłbyś moje włosy,
zanurzył w nich dłoń swoją,
wraz z moim snem wpłynąłby
chłód lekki do pokoju.
Mgła się włóczy z wywieszonym językiem,
gałąź się wściekle kołysze na dworze,
w miękką kupkę milczenia się zbija,
jak na sukience pracowite mole.
Tłum Bohdan Zadura
[ Węgierskie lato, wyd Biuro Literackie]
*

Zsófia Balla - (ur,.1949) poeta i eseistka. Jedna z najbardziej znanych poetek na Węgrzech.
Bohgdan Zadura - (ur.1945) - polski poeta , tłumacz i krytyk literacki.
Fot.. Horváth Dávid
powiedziałabym ci to, co tylko Bogu mówię.
Trochę pewnie bym cię zasmuciła,
dowiedziałbyś się, że ktoś już mi umarł.
Patrzyłbyś, jak zasypiam,
że się wtedy nie śmieję,
meszku, co moją bluzkę
porasta, słyszałbyś szmerek.
Gładziłbyś moje włosy,
zanurzył w nich dłoń swoją,
wraz z moim snem wpłynąłby
chłód lekki do pokoju.
Mgła się włóczy z wywieszonym językiem,
gałąź się wściekle kołysze na dworze,
w miękką kupkę milczenia się zbija,
jak na sukience pracowite mole.
Tłum Bohdan Zadura
[ Węgierskie lato, wyd Biuro Literackie]
*
Zsófia Balla - (ur,.1949) poeta i eseistka. Jedna z najbardziej znanych poetek na Węgrzech.
Bohgdan Zadura - (ur.1945) - polski poeta , tłumacz i krytyk literacki.
Fot.. Horváth Dávid
środa, 2 listopada 2016
Marta Kijańska - HALLOWEEN
kiedy musisz stłuc szybę w oknie rodzinnego domu
żeby dostać się do matki leżącej na podłodze
coś pęka
ta szyba tłucze się gdzieś w jakimś twoim środku
jakby między śledzioną a płucami
bo trochę też nie ma czym oddychać
bo kiedy nie masz kluczy a nie nosisz już kluczy
od rodzinnego domu
masz przecież swój drugi dom i on już też jest rodzinny
kiedy nie masz kluczy
to trzeba tłuc
nie jesteś już małą dziewczynką
więc nie dostaniesz w skórę za tę psotę
matka leży a przecież Halloween było wczoraj
i nie za bardzo rozumiesz ten psikus
skoro miałaś przyjechać z cukierkami
a musiałaś przyjeżdzać z pogotowiem
a wydawało ci się że gdybyś była swoją matką
byłoby to dla ciebie wystarczajacym powodem
do nie popijania relanium martini
kiedy ją zabierali to z lewej stopy
spadł jej różowy futrzany klapek
został na podwórku
taki psikus
- wiersz pochodzi z tomiku "Okno życia", Wydawnictwo Melanż, 2013
*

Marta Kijańska - poetka, pisarka, absolwentka ochrony środowiska na SGGW oraz Studia Literacko-Artystyczne UJ / Szkoła Pisarzy. Wydała cztery tomiki oraz dwie powieści: "(nie)winna" (2013) oraz "jutro właśnie nadeszło" (2016), pracuje nad kolejną. Biega w ultramaratonach i uwielbia gotować.
fot. Aleksandra Szmigiel - Wiśniewska.
żeby dostać się do matki leżącej na podłodze
coś pęka
ta szyba tłucze się gdzieś w jakimś twoim środku
jakby między śledzioną a płucami
bo trochę też nie ma czym oddychać
bo kiedy nie masz kluczy a nie nosisz już kluczy
od rodzinnego domu
masz przecież swój drugi dom i on już też jest rodzinny
kiedy nie masz kluczy
to trzeba tłuc
nie jesteś już małą dziewczynką
więc nie dostaniesz w skórę za tę psotę
matka leży a przecież Halloween było wczoraj
i nie za bardzo rozumiesz ten psikus
skoro miałaś przyjechać z cukierkami
a musiałaś przyjeżdzać z pogotowiem
a wydawało ci się że gdybyś była swoją matką
byłoby to dla ciebie wystarczajacym powodem
do nie popijania relanium martini
kiedy ją zabierali to z lewej stopy
spadł jej różowy futrzany klapek
został na podwórku
taki psikus
- wiersz pochodzi z tomiku "Okno życia", Wydawnictwo Melanż, 2013
*
Marta Kijańska - poetka, pisarka, absolwentka ochrony środowiska na SGGW oraz Studia Literacko-Artystyczne UJ / Szkoła Pisarzy. Wydała cztery tomiki oraz dwie powieści: "(nie)winna" (2013) oraz "jutro właśnie nadeszło" (2016), pracuje nad kolejną. Biega w ultramaratonach i uwielbia gotować.
fot. Aleksandra Szmigiel - Wiśniewska.
wtorek, 1 listopada 2016
Tess Gallagher - Wdowa w czerwonych butach
Wyciszone spotkanie kilku starych przyjaciół,
z niektórymi po raz pierwszy
od jego śmierci. W trakcie przygotowań myślę
o powitaniu ich bez niego, i wiem,
że za fasadą chwilowej nieporadności
czeka lawina nie do zatrzymania,
której nikt z nas nie wywoła. Cwietajewa miała rację
opłakując śmierć Rilkego—szlochać to znaczy
pogodzić się: Tak długo jak opieram się łzom,
on nie umarł. Wtedy właśnie je dostrzegam—
te czerwone buty, bezwiednie wrzucone
do torby, szpiczaste wykrzykniki wysokich
obcasów, ostre noski z lat sześćdziesiątych.
Są nieco znoszone. Trudno je zastąpić.
To para butów, która chodziła wszędzie
u jego boku. Jest już w ich wyglądzie aura
nieporozumienia. Nakładam czarne
rajstopy, jakąś kieckę niską w talii,
i wsuwam stopy do butów. On zawsze uwielbiał mnie
w tych czerwonych butach. Niepokorną, seksowną,
i razem z nim.
Tłum. Janusz Solarz
*

Tess Gallagher - ur. 1943 - amerykańska poetka - wydała dwanaście tomików poetyckich, eseistka, autorka opowiadań, wykładowczyni akademicka, żona pisarza i poety Raymonda Carvera Cleviego, Jr.
z niektórymi po raz pierwszy
od jego śmierci. W trakcie przygotowań myślę
o powitaniu ich bez niego, i wiem,
że za fasadą chwilowej nieporadności
czeka lawina nie do zatrzymania,
której nikt z nas nie wywoła. Cwietajewa miała rację
opłakując śmierć Rilkego—szlochać to znaczy
pogodzić się: Tak długo jak opieram się łzom,
on nie umarł. Wtedy właśnie je dostrzegam—
te czerwone buty, bezwiednie wrzucone
do torby, szpiczaste wykrzykniki wysokich
obcasów, ostre noski z lat sześćdziesiątych.
Są nieco znoszone. Trudno je zastąpić.
To para butów, która chodziła wszędzie
u jego boku. Jest już w ich wyglądzie aura
nieporozumienia. Nakładam czarne
rajstopy, jakąś kieckę niską w talii,
i wsuwam stopy do butów. On zawsze uwielbiał mnie
w tych czerwonych butach. Niepokorną, seksowną,
i razem z nim.
Tłum. Janusz Solarz
*
Tess Gallagher - ur. 1943 - amerykańska poetka - wydała dwanaście tomików poetyckich, eseistka, autorka opowiadań, wykładowczyni akademicka, żona pisarza i poety Raymonda Carvera Cleviego, Jr.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Redakcja Babińca Literackiego zaprasza!
Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy! Po dłuższej przerwie w blogowaniu, przedstawiamy Państwu obecny skład redakcji Babińca Literackiego...
-
Blask ma w oczach, ale gorzkie usta. Serce, rzekłbyś, otwarte, ale kochać nie umie. Dzisiaj oświadcza przyjaźń, jutro jej zaprzeczy... Nieró...
-
Pewnie, że boli, gdy pękają pąki. Bo czemuż by wiosna się wahała? Czemuż by nasza tęsknota gorąca miała pozostać gorzko-zmarzło-biała? Łuska...